Książki 33-37 czyli Pratchett, chińczycy, Kalkuta, narkotyki i parę ciekawostek

33. James Frey „Milion małych kawałków”
Książka, która znalazła się w naszej księgarni, lecz nie miała wielkiego zainteresowania. Zobaczyłam ją raz w bibliotece i postanowiłam spróbować. Szybko zrozumiałam, dlaczego nie odniosła tak wielkiego sukcesu (u nas, bo podobno ogólnie było o niej głośno). Pisana jest zupełnie dziwnym stylem. Dialogi bez myślników – często trzeba się skupić, by przy dłuższej wymianie zdań nie pomylić, które kwestie należą do kogo. Również sposób formułowania myśli jest zupełnie inny niż w książkach, które dotychczas czytałam. Do tego język – mnóstwo przekleństw, obrażania ludzi. I jeszcze dokładne opisy bolesnych doświadczeń takich jak wyrywanie zębów, czy leczenie kanałowe bez znieczulenia (na odwyku nie mogli podać leku), odrywanie paznokcia, by nie czuć wściekłości… Jednak wszystkie te zabiegi były potrzebne, by móc ukazać trudną drogę, jaką przeszedł autor. Od narkomana po wolnego człowieka. Trudy odwyku, nieprzyjazne środowisko, zmaganie się z samym sobą. Temat ciężki, choć poruszający. Zadziwiające, jak wielką siłę musiał w sobie odnaleźć autor, by znaleźć się w tych kilkunastu procentach uzależnionych, którym udaje się wyjść z uzależnienia (w najlepszej klinice w kraju!).

34. Alexander von Schonburg „Ciekawostki z dworów królewskich”
Książka będąca na wyprzedaży w naszej księgarni. Leżała na kasie i kusiła aż w końcu się zdecydowałam. Autor, sam należący do elity europejskiej (poprzez dalekie pokrewieństwo oraz małżeństwo) opisuje różne ciekawostki związane z królami europejskimi (i nie tylko) oraz innymi osobistościami. Opisuje np. co królowa Elżbieta nosi w torebce (wcale nie portfel), jak zostać królem i dlaczego niektóre osobistości wolą konie od ludzi. Lekka i ciekawa lektura.

35. Carlos Ruiz Zafon „Pałac Północy”
Druga powieść Zafona. Również dla młodzieży, choć moim zdaniem dużo ciekawsza niż „Książę mgły”. Znów pojawia się magia, przyjaźń i niebezpieczne tajemnice, jednak opowieść jest lepiej skonstruowana, bardziej wciągająca i tajemnicza. Niemal do końca nie jesteśmy pewni kim tak naprawdę jest prześladowca i co nim kieruje. Ciekawsze opisy, więcej wątków i tajemnic do rozwiązania. Widać duży postęp od pierwszej książki i zaczyna się rysować droga, która zawiedzie autora do „Cienia wiatru”.

36. Amy Chua „Bojowa pieśń tygrysicy”
Z recenzji: „Jeśli myślisz, że jesteś wymagający dla swojego dziecka, „Bojowa pieśń tygrysicy” wyprowadzi cię z błędu… To fascynująca i pełna humoru opowieść o tym, dlaczego chińskie matki są lepsze i jak wychować dziecko doskonałe.„.
Książka napisana przez Chinkę, mieszkankę USA, żonę Żyda, która wraz z mężem postanowiła, że wychowają swoje córki w sposób chiński. Maksymalne wyniki (gdy piątka z testu to za mało), rozwijanie zdolności muzycznych (niekończące się ćwiczenia), nieodpuszczanie w niczym (lekcje gry na pianinie podczas wycieczki wakacyjnej do Europy). Autorka pokazuje różnicę w wychowaniu zachodnim, gdzie wpaja się dzieciom, że porażka nie jest niczym złym i chińskim, gdzie nie ma miejsca na porażkę. Działania autorki podpadają czasem (moim zdaniem) pod znęcanie się, jednak wytykają również wiele błędów (zaniedbania, odpuszczania i zagłaskiwania) zachodnich dzieci. W tym szaleństwie jest metoda, choć całość to już zbyt wiele, jak na mój zachodni umysł.

37. Terry Pratchett „Prawda”
Książka wyjątkowo czytana w tzw. „międzyczasie”. Zazwyczaj czytam jedną książkę po drugiej, jednak podczas pracy w księgarni zdarzało mi się czytać nawet trzy książki na raz. Dziwne uczucie, choć okazało się, że jest to do osiągnięcia.
Z okładki: „William chce tylko dotrzeć do prawdy. Niestety, wszyscy inni chcą dotrzeć do Williama (…)„. William jest człowiekiem, który chce odżegnać się od tradycji swojej rodziny. Przypadkiem zostaje pierwszym wydawcą gazety na Dysku. Współpracuje z fotografem – wampirem na odwyku, ludzie chcą publikować zdjęcia warzyw o zabawnych kształtach a na dodatek w mieście dochodzi do morderstwa, którego sprawcą jest rzekomo sam Patrycjusz. Dotarcie do prawdy nie jest proste, zwłaszcza, gdy przewodnikiem jest pewien pudel a we wszystkim maczają palce dwaj specyficzni panowie. Pratchett jak zwykle nie zawodzi czytelnika :).

Małe nomy, czarne stopy i podróże w czasie w obie strony – czyli kolejne książki za mną

14. Terry Pratchett „Nomów księga wyjścia”
15. Terry Pratchett „Nomów księga kopania”
16. Terry Pratchett „Nomów księga odlotu”
Jako, że nie mogłam dostać książek z kilku rozpoczętych już serii, złapałam kolejną, tym razem całą od razu – trylogię o nomach. Seria podobno przeznaczona dla dzieci, jednak ja również dobrze się przy niej bawiłam. Małe ludziki w wielkim świecie. Zupełnie inne spojrzenie na nasze życie – z perspektywy mniejszej niż szczurzej. Ciekawy sposób pisania – rozdziały poprzedzone cytatami z księgi pisanej przez nomy. Wesołe i lekkie.

17. Seweryna Szmaglewska „Czarne stopy”
Jako mała harcerka byłam raz zmuszona do obejrzenia ekranizacji tej książki. Zupełnie nie zrozumiałam, dlaczego wszyscy tak się nią zachwycają i chyba nawet zasnęłam w trakcie. Później, przez lata, jakoś mnie do niej nie ciągnęło. Dostałam nawet stary egzemplarz z dziadkowych zbiorów i odłożyłam na półkę. Minęły lata aż nagle dowiedziałam się, że rajd podsumowujący pracę roczną naszych drużyn będzie odwoływał się właśnie do tej książki. Do rajdu zostało raptem kilka dni i stwierdziwszy, że nie uda mi się zmusić dzieciaków do przeczytania książki na czas, sama się za nią zabrałam. I wciągnęłam ją jednym tchem ;). Lektura obowiązkowa dla drużynowych – piękna postawa dobrego drużynowego i słabe zachowanie narwanego przybocznego. A właśnie takimi „przybocznymi” jest wielu z drużynowych – dużo krzyku, rozkazów, kar a mało zrozumienia dla każdego harcerza z osobna… Jest to też oczywiście wspaniała książka dla dzieci – przygody, tajemnice, wakacje i przyroda. I tylko mi, jako dorosłej, ogromnie jest żal, że nie ma i nie będzie już takich obozów – w leśnej głuszy, gdzie wszystko trzeba było zbudować samemu, zrobić własnymi rękami a kąpiel odbywała się w strumieniu. Ja jeszcze doświadczyłam czegoś podobnego, ale obecnie dzieciom nawet nie wolno wejść do kuchni a co dopiero mówić o obieraniu ziemniaków, czy szorowaniu garków… Zakazy, nakazy, obwarowania prawne, coraz mniej wolno. Smutno.
Ale książkę warto przeczytać i warto podrzucać ją młodym :).

18. Neil Gaiman „Nigdziebądź”
Podobno znany pisarz (ja kojarzę go z jednej publikacji napisanej z Pratchettem) i podobno bardzo znana książka. Coś mi się tam o uszy obiło, więc wzięłam ją z półki. Otóż – bez szału, ale bardzo ciekawie. Gdzieś tam pod znanym nam Londynem, jest też Londyn Pod, gdzie dzieją się różne dziwne rzeczy. Można tam trafić przypadkiem i nigdy się już nie wydostać. Razem z głównym bohaterem tracimy swoją tożsamość w Londynie Nad i przez dziewczynę imieniem Drzwi trafiamy do królestwa cieni. A tam… sami sprawdźcie ;).

19. Aleksander Rudazow „Arcymag” cz. I
Znów losowy wybór i znów całkiem udany. Sumeryjski mag, chcąc uchronić się przed zobowiązaniami wobec demonów, pozoruje swoją (i swojego karłowatego dżinna) śmierć na 5 tysięcy lat. Niestety plany spokojnego powrotu do życia krzyżują mu wszędobylscy archeologowie, którzy odnajdują jego (dobrze ukryty) grobowiec i przywożą sarkofag do San Francisco. Przebudzony mag za pomocą demona przywołuje swoją magiczną laskę razem z … pilnującą jej policjantką. I zaczynają się przygody. Polecam.

Nic tak nie ożywia jak zmartwychwstanie.

20. Andrzej Pilipiuk „Oko Jelenia. Srebrna Łania z Visby”
Druga część serii „Oko Jelenia”. Razem z naszymi podróżnikami w czasie (sługami Łasicy) poszukujemy nadal tytułowego Oka Jelenia. Wydarzenia rozwijają się, losy naszych bohaterów zaczynają splatać z innymi kluczowymi bohaterami, poznajemy twardość charakterów głównych postaci. Jest ciekawie i z niecierpliwością czeka się następnej strony, następnego tomu.

21. Aleksander Rudazow „Arcymag” cz. II
Druga część przygód sumeryjskiego maga w dzisiejszym świecie. Zaczyna się od podróży do innego wymiaru a potem jest jeszcze ciekawiej. Dwie ciężkie walki i nieco zaskakujące zakończenie. Dużo humoru dzięki karłowatemu dżinnowi, ciekawe spojrzenie na bogów jasnych i ciemnych. Mniam.

22. Andrzej Pilipiuk „Oko Jelenia. Drewniana Twierdza”
I kolejna część serii. Rozdzieleni bohaterowie muszą radzić sobie sami. Co pewien czas pojawiają się wątki, z których zaczyna wynikać, że sytuacja nie jest wcale tak prosta, jak to wyglądało na początku. Coraz więcej zagadek, ludzi uwikłanych w poszukiwania, coraz więcej tajemnic. Nie chcę napisać zbyt wiele, by nie zdradzić dalszych wydarzeń. Powiem tylko, że rozdział, w którym następuje pewne przesłuchanie, musiałam przeczytać dwa razy – tyle rewelacji, które odwracają pewne nasze myśli na zupełnie drugą stronę. Już czekam czwartej części i nie mogę się doczekać. Zwłaszcza, że przed chwilą dowiedziałam się, że saga nie zamyka się na czwartej księdze, lecz dopiero na szóstej! O, to będzie uczta.

Na biurku czeka na mnie teraz zupełnie inna seria, choć, również traktuje o cofnięciu się w czasie – Marcin Ciszewski i jego „www.1939.com.pl”, „www.1944.waw.pl” i „Major”. Delektuję się chwilowym dreszczykiem oczekiwania. A. słuchał audiobooka i był zadowolony – to dzięki jego rekomendacji zamówiłam sobie te książki.

Ostatnie książki 2010 roku

Płynąc na fali wczorajszego wydarzenia (o którym napiszę osobno) zasiadam do spisania przeczytanych książek. Bo aż wstyd, że maj się już kończy a tu 2010 jeszcze nie zakończony. Otóż na koniec roku przeczytałam:

33. Terry Pratchett „Świat finansjery”
Znany nam z „Going postal” (Piekło pocztowe) bohater doprowadził pocztę do stanu świetnie działającej instytucji. I zaczął się nudzić. Taki charakter. Dlatego też niezawodny Vetinari znów wkroczył do akcji (choć prawdę mówiąc, nigdy z niej nie wychodzi) i Moist von Lipwig poznał siłę pieniądza. Cała konstrukcja książki mocno przypomina Piekło pocztowe. Co prawda akcja wciąga, jest ciekawa, błyskotliwa, ale gdzieś z tyłu głowy co jakiś czas odzywa się właśnie to uczucie – że to podobny schemat. Chętnie jednak przeczytałabym jeszcze jedną książkę o podobnym schemacie – jak Moist ratuje polską służbę zdrowia ;).

34. Frank Herbert „Mesjasz Diuny”
Druga część cyklu Kroniki Diuny. Szczerze mówiąc trochę się bałam biorąc do ręki tę książkę. Obawiałam się, że okaże się gorsza od Diuny i że zepsuje mi to całą przyjemność z odwiedzin na Arrakis. Początkowo czytało mi się ją ciężko. Nie porywała tak jak pierwsza część. Jednak dość szybko zaczęła się rozkręcać. Paul orientuje się, że pewne jego decyzje podjęte po objęciu tronu nie skończą się dobrze, jeśli nie podejmie odpowiednich kroków. Ja nie jestem Kwisatz Haderach a zorientowałam się już wcześniej ;). Pojawia się spisek (nie jeden!), morderstwo, okaleczenie, wskrzeszenie (kadzie aksolotlowe – niesamowita rzecz), miłość, śmierć (to coś, czego Herbert nam nie oszczędza – znów żegnamy się z postaciami, z którymi nie chcielibyśmy się żegnać…) i trudna, wstrząsająca decyzja. Ostatnie kilkadziesiąt stron obfituje w taką mnogość wstrząsających wydarzeń, że byłam mocno poruszona i po pewnym czasie jeszcze raz musiałam przeczytać końcówkę, by więcej zrozumieć, by wyłuskać informacje z emocji, które mną targały za pierwszym razem.

35. Antologia „Jedenaście pazurów”
Zbiór opowiadań dotyczących kotów, z kotami jako bohaterami, bądź występującymi gdzieś w tle. Z przedmową Sapkowskiego, dotyczącą kotów oczywiście. Opowiadania są bardzo różnego gatunku. Jedne podobały mi się bardziej, inne mniej. Cała antologia warta polecenia :).

36. Sir Robert Baden-Powell „Wędrówka do sukcesu (Rovering to Success)”
Określana jako trzecia z książek trylogii skautowej. Mniemam, że pierwszą z nich jest Scouting for boys, jednak nie mogę znaleźć informacji o tej drugiej… W każdym razie jest to książka dla skautów starszych – wędrowników. Mówi o życiu i jest nadal w większości zadziwiająco aktualna. Must-read dla każdego instruktora, jeśli nie dla każdego wędrownika nawet. Ja na pewno jeszcze do niej wrócę.

37. Simon Tofield „Kot Simona. Za płotem”
I ostatnia z pozycji w 2010 roku. Co prawda zupełnie obrazkowa, ale kto powiedział, że komiksy bez słów się nie liczą? ;). Druga część przygód kota bez imienia, posiadającego niejakiego Simona. Kot przekracza płot. Ma wiele przygód, spotyka różne stworzenia, by na koniec powrócić zmęczonym do domu. Jak zwykle przeurocze obrazki, pełne humoru.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o 2010 rok :-)

37 książek z zalecanych 52 to ok 71%, więc nawet nie 3/4. 0,7 książki na tydzień. Może w 2011 poprawię statystyki ;).

Do 52 daleko, ale ciągle coraz bliżej

24. Terry Pratchett, Niewidoczni Akademicy – najnowsza książka Mistrza Pratchetta. Satyra na piłkę nożną w jak najlepszym wydaniu. O jej sile, zasadach i o tym, że „Kolana winny być zakryte. Powszechnie znany jest fakt, że jedno spojrzenie na męskie kolano może doprowadzić kobiety do szału lubieżności” (Mustrum Ridcully). A także o szukaniu i znajdowaniu siebie, mimo wszystko. Trochę o miłości. I jeden wątek, który mnie poruszył i żałuję, że autor dotknął go tylko końcówką pióra. O tym, co twardy biznes ma wspólnego z marzeniami, a ma wiele i widzę to dzięki Pratchettowi…

25. Teresio Bosco, Robert Baden-Powell – miniatura o generalne – założycielu skautingu. Zabierałam się do jego książki, od której wiele się zaczęło a na pewno polskie harcerstwo i pomyślałam, że dobrze by było dowiedzieć się więcej o autorze. Miniatura wydana przez Pocztę Harcerską Szczecin II.

26. Robert Baden-Powell, Skauting dla chłopców – książka, w której generał opisał swoje spostrzeżenia i nakreślił ramy skautingu. Książka, od której zaczęło się harcerstwo. Wydaje mi się, że pozycja obowiązkowa dla każdego instruktora. Poczytać o tej pierwszej idei, o dzieciach i podejściu do nich, które nie zmienia się mimo różnicy lat. Dzieci nadal pragną pokazać swoją odpowiedzialność, pragną obdarzenia ich zaufaniem i szukają przygody. To się nie zmienia. Zmieniły się zasady życia codziennego, całkowicie zmieniły się sposoby udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej, ale idea pomagania innym i samorozwoju wciąż zostaje taka sama. Miałam w rękach tłumaczenie wydania tuż z przed II Wojny Światowej, gdzie autor dodał wiele uwag na podstawie doświadczeń. To był czas, gdy skauci pracowali już w wielu krajach świata. Czas, gdy zrewidowane zostały wszystkie założenia i okazało się, że potrzebne są jedynie kosmetyczne poprawki do idei z roku 1908 roku. Mimo upływu lat książka była aktualna i, jak już wspomniałam, w wielu obszarach nadal jest. Polecam.