Kolejne książki i znowu Lem

Wrzucam kolejne przeczytane książki, gdyż znów czasu brak na szersze ich potraktowanie…

18. Stanisław Lem „Człowiek z Marsa” – pierwsze dzieło Lema w tematyce science fiction. Widać różnice pomiędzy tą książką a np „Solaris” czy „Edenem”. Jest łatwiejsza w odbiorze, choć już tu pojawia się wiele ciekawych pomysłów.

19. Stanisław Lem „Opowiadania młodzieńcze” – zbiór opowiadań Lema z czasów młodości, wydany w serii Biblioteki Gazety Wyborczej w jednym tomie z ww tytułem oraz wierszami (z którymi jeszcze się nie zmierzyłam…), ale liczone przeze mnie osobno. Umiejscowione w większości w czasach wojennych i okołowojennych lub traktujące bezpośrednio o wydarzeniach wojny. Interesujące, momentami porywające i czasem żal, że jest ich tak mało.

20. Stanisław Lem „Astronauci” – pierwsza książka Lema, w której bohaterowie lecą w kosmos. Napisana w latach 1950-1 a już w 1972 poprzedzona zostaje wstępem samego autora, w którym niejako tłumaczy się przed czytelnikiem z błędów, które popełnił, z niewłaściwych oszacowań zmian jakie nastąpią w kosmonautyce, z traktowania Wenus, jako możliwą do zasiedlenia planetę etc. Co ciekawe autor próbował uwspółcześnić tekst, jednak szybko porzucił ten pomysł ze względu na ogrom pracy, którą musiałby wykonać. Niemniej jednak książkę czyta się bardzo przyjemnie. Łatwo wyodrębnić fragmenty będące ukłonem w stronę cenzury i wydawców czyli ówcześnie panującego ustroju. Pojawiają się zaczątki niesamowitych pomysłów rozwiniętych w kolejnych dziełach.

21. Zenon Skierski „Powstaną synowie ognia” – książka wygrzebana z szafy w wynajmowanym mieszkaniu. Książka o Powstaniu Warszawskim. Jakże inna od gloryfikujących tekstów o bohaterach. Oczywiście autor docenia bohaterstwo, ale nie zapomina o prawdziwym wyglądzie Powstania. O rannych, zabitych, o zniszczonym mieście i tragedii tysiąca ludzi. O strachu, który towarzyszył powstańcom, o niewygodach, chorobach, bólu. Nie zapomina też o poświęceniu łączniczek i sanitariuszek, które nie brały udziału w walkach bezpośrednio a ginęły tak samo, jak wszyscy. Pisze o rozczarowaniu i złości, które kiełkowały w ludności cywilnej, ukrywającej się w zimnych, wilgotnych piwnicach, bez wody, bez jedzenia. A wszystko to w sposób przystępny, przyjemny, opisując losy grupy przyjaciół z jednego batalionu i ich rodzin. Bo mimo wojny, mimo strasznego Powstania, ludzie kochali, przyjaźnili się, tęsknili. Podczas czytania wzruszałam się wielokrotnie. Były momenty, w których mogłabym zapłakać. Ale autor nie zostawiał na to czasu. Zupełnie, jak w te dni-trzeba było iść dalej. I tylko na koniec pozostało wielkie wzruszenie i myśli o tych strasznych czasach, w których ludzie wystawieni zostali na wiele prób. Skończyłam czytać chyba trzy dni przed rocznicą wybuchu Powstania i powiem szczerze, że w tym roku jakoś inaczej to przeżywałam. Obejrzałam jeszcze w ten dzień trailer z filmu-cyfrowej rekonstrukcji przelotu nad zniszczoną w Powstaniu Warszawą. I dziś, idąc przez miasto, patrząc na kamienice, zachodząc do mojego Dziadka, mieszkającego w kamienicy, słysząc przelatujące samoloty, czułam się dziwnie złączona z tymi ludźmi… I trochę nie mogę się pozbierać.

Na szybko o książkach

Czas leci strasznie szybko. Za szybko. Nie mam nawet czasu porządnie odpocząć a co dopiero pisać. Ale czytam, ciągle, w autobusach i tramwajach, czasem w pracy, rzadko w domu. I mam już za sobą kilka książek i odkładam je na biurko, żeby nie zapomnieć, co przeczytałam i napisać o tym. Jak tak dalej pójdzie to niedługo zgubię gdzieś biurko pod stertami książek… Dlatego też zanotuję sobie tutaj, żeby pamiętać (kolejność mogła mi się nieco pokręcić…).

2. Lem, Bajki Robotów
3. Lem, Opowieści o pilocie Pirxie
4. rocznik 2006 magazynu Kot
5. Pipher, Ocalić Ofelię
6. Lem, Dzienniki gwiazdowe
7. Johnson-Bennet, Jak kot z kotem
8. Frank, Dlaczego piloci kamikadze zakładali hełmy? Czyli ekonomia bez tajemnic
9. Lem, Powrót z gwiazd
10. Kiyosaki, Bogata kobieta
11. Lem, Cyberiada
12. Lem, Pokój na ziemi

Uff, mogę odłożyć książki na półkę ;-).

Swoją drogą – trochę sporo tutaj Lema. Są to świetne książki, ale główny powód zapewne kryje się zupełnie gdzie indziej i nazywa się „lenistwo”. Po prostu mam te książki pod ręką, nie muszę wędrować do biblioteki ;-).

W planach jeszcze trochę Lema, zwłaszcza, że powoli zaczynamy uzupełniać serię z jej drugiej części (którą przegapiliśmy w momencie ukazywania się), „Diuna” Herberta, „Dama Kameliowa” Dumasa (polecone przez współpracowniczkę, która czyta wprawdzie niewiele lecz to czytała już trzy razy…), „Skauting dla chłopców” Baden Powella, coś z Pratchetta (nie wiem jeszcze co kupimy/dostaniemy), może ugryzę Kapuścińskiego (choć po Cesarzu jestem mocno uprzedzona, dawno się tak nie wynudziłam, co przy tej książce…). A może ktoś z Was mi coś poleci?

—dodano 31 maja—
Miało być coś innego a znów był Lem, choć co prawda nie roboty i kosmonauci, lecz zupełnie inne tematy. Dodaję do listy, bo pozapominam. I muszę w końcu coś popożyczać, bo się tym Lemem zachłysnę kiedyś…

13. Wysoki zamek
14. Sknocony kryminał (wydanie z „Korzenie. Drrama wieloaktowe” i „Dyktanda”) > Prawie wszystko, a mianowicie 164 strony, „obaliłam” w dniu dzisiejszym. Ale zaiste, miałam dziś wiele podróży komunikacją miejską. I nie mogę odżałować, że Lem nie dokończył kryminału. Very good. Aż mi się zachciało trochę takiej tematyki.

Mój Lem

Kilka słów o moim spotkaniu z Lemem. Które raczej miało nigdy nie mieć miejsca a jednak się zdarzyło. Widocznie musiał nadejść odpowiedni czas.

Mamy bardzo ładnie wydaną przez Gazetę kolekcję dzieł Lema. Jakoś z zeszłego, czy jeszcze wcześniejszego roku. Teraz podobno lecą/leciały dalej ale przegapiliśmy i będziemy wkrótce zmuszeni (hm…) wydać większą kasę naraz, żeby uzupełnić półeczkę. W każdym razie podczas nabywania kolekcji nie byłam nastawiona entuzjastycznie do tego przedsięwzięcia. Nie bardzo miałam ochotę sięgać po jakąkolwiek książkę. Z tytułów znałam Bajki robotów, Pilota Pirxa i Solaris, których nie chciałam czytać bo albo były w szkole przerabiane albo zbyt wiele o nich słyszałam (Solaris). A reszta mnie po prostu jakoś nie ciągnęła. Bałam się tej wielkości Lema i tego, że nie zrozumiem i/lub nie polubię. Jednak pewnego dnia, wracając z pracy, nie miałam co czytać. Tego samego dnia zakupiłam kolejną książkę – tym razem był to Eden. Czekając na przystanku miałam do wyboru nudę albo książkę. Wyjęłam ją więc i rzuciłam okiem. I tak się zaczęło…

Sceptycyzm zniknął jakoś koło drugiej czy trzeciej strony. I nie było już dla mnie ratunku. Eden mnie zafascynował, wciągnął i zaczarował. Potem był niesamowity Niezwyciężony. Roztapiał mnie sposób myślenia Lema, jego zupełnie inny punkt widzenia. Tak niezwyczajny a jednak tak oczywisty. W końcu sięgnęłam po Solaris. Tak jak się spodziewałam – nie rzucił mnie na kolana. Choć nie mogę powiedzieć, że czytałam to bez przyjemności. Naprawdę dobra książka, ale wg mnie nieco przereklamowana. Nie zraziło mnie to jednak i postanowiłam porzucić skakanie po tytułach i czytać po kolei kolekcję. Sięgnęłam więc po Dzienniki gwiazdowe i Kongres futurologiczny wydany z Opowiadaniami Ijona Tichego. Tychy był uroczy, jego przygody bardzo ciekawe, jednak nadal na piedestale stoi Eden z Niezwyciężonym a nieco niżej Solaris. Wchłaniałam książki jedna po drugiej i doszłam do Głosu Pana. Po kilku stronach, gdy zorientowałam się, że okrutnie się męczę, książkę porzuciłam. Może jeszcze nie czas…

Lema odstawiłam nieco zrażona. Były inne książki (między innymi ta, która wstrząsnęła mną najbardziej ze wszystkich – Cień wiatru), minęło sporo czasu. Po przeczytaniu Antyraka nie wiedziałam za co się zabrać. Któregoś rana spiesząc się do pracy omiotłam wzrokiem półkę z książkami Lema. Nie chcąc się znów naciąć jak z Głosem Pana, złapałam Bajki Robotów i poleciałam do pracy. To była druga z 52 książek na ten rok.