Małe nomy, czarne stopy i podróże w czasie w obie strony – czyli kolejne książki za mną
14. Terry Pratchett “Nomów księga wyjścia”
15. Terry Pratchett “Nomów księga kopania”
16. Terry Pratchett “Nomów księga odlotu”
Jako, że nie mogłam dostać książek z kilku rozpoczętych już serii, złapałam kolejną, tym razem całą od razu – trylogię o nomach. Seria podobno przeznaczona dla dzieci, jednak ja również dobrze się przy niej bawiłam. Małe ludziki w wielkim świecie. Zupełnie inne spojrzenie na nasze życie – z perspektywy mniejszej niż szczurzej. Ciekawy sposób pisania – rozdziały poprzedzone cytatami z księgi pisanej przez nomy. Wesołe i lekkie.
17. Seweryna Szmaglewska “Czarne stopy”
Jako mała harcerka byłam raz zmuszona do obejrzenia ekranizacji tej książki. Zupełnie nie zrozumiałam, dlaczego wszyscy tak się nią zachwycają i chyba nawet zasnęłam w trakcie. Później, przez lata, jakoś mnie do niej nie ciągnęło. Dostałam nawet stary egzemplarz z dziadkowych zbiorów i odłożyłam na półkę. Minęły lata aż nagle dowiedziałam się, że rajd podsumowujący pracę roczną naszych drużyn będzie odwoływał się właśnie do tej książki. Do rajdu zostało raptem kilka dni i stwierdziwszy, że nie uda mi się zmusić dzieciaków do przeczytania książki na czas, sama się za nią zabrałam. I wciągnęłam ją jednym tchem ;). Lektura obowiązkowa dla drużynowych – piękna postawa dobrego drużynowego i słabe zachowanie narwanego przybocznego. A właśnie takimi “przybocznymi” jest wielu z drużynowych – dużo krzyku, rozkazów, kar a mało zrozumienia dla każdego harcerza z osobna… Jest to też oczywiście wspaniała książka dla dzieci – przygody, tajemnice, wakacje i przyroda. I tylko mi, jako dorosłej, ogromnie jest żal, że nie ma i nie będzie już takich obozów – w leśnej głuszy, gdzie wszystko trzeba było zbudować samemu, zrobić własnymi rękami a kąpiel odbywała się w strumieniu. Ja jeszcze doświadczyłam czegoś podobnego, ale obecnie dzieciom nawet nie wolno wejść do kuchni a co dopiero mówić o obieraniu ziemniaków, czy szorowaniu garków… Zakazy, nakazy, obwarowania prawne, coraz mniej wolno. Smutno.
Ale książkę warto przeczytać i warto podrzucać ją młodym :).
18. Neil Gaiman “Nigdziebądź”
Podobno znany pisarz (ja kojarzę go z jednej publikacji napisanej z Pratchettem) i podobno bardzo znana książka. Coś mi się tam o uszy obiło, więc wzięłam ją z półki. Otóż – bez szału, ale bardzo ciekawie. Gdzieś tam pod znanym nam Londynem, jest też Londyn Pod, gdzie dzieją się różne dziwne rzeczy. Można tam trafić przypadkiem i nigdy się już nie wydostać. Razem z głównym bohaterem tracimy swoją tożsamość w Londynie Nad i przez dziewczynę imieniem Drzwi trafiamy do królestwa cieni. A tam… sami sprawdźcie ;).
19. Aleksander Rudazow “Arcymag” cz. I
Znów losowy wybór i znów całkiem udany. Sumeryjski mag, chcąc uchronić się przed zobowiązaniami wobec demonów, pozoruje swoją (i swojego karłowatego dżinna) śmierć na 5 tysięcy lat. Niestety plany spokojnego powrotu do życia krzyżują mu wszędobylscy archeologowie, którzy odnajdują jego (dobrze ukryty) grobowiec i przywożą sarkofag do San Francisco. Przebudzony mag za pomocą demona przywołuje swoją magiczną laskę razem z … pilnującą jej policjantką. I zaczynają się przygody. Polecam.
Nic tak nie ożywia jak zmartwychwstanie.
20. Andrzej Pilipiuk “Oko Jelenia. Srebrna Łania z Visby”
Druga część serii “Oko Jelenia”. Razem z naszymi podróżnikami w czasie (sługami Łasicy) poszukujemy nadal tytułowego Oka Jelenia. Wydarzenia rozwijają się, losy naszych bohaterów zaczynają splatać z innymi kluczowymi bohaterami, poznajemy twardość charakterów głównych postaci. Jest ciekawie i z niecierpliwością czeka się następnej strony, następnego tomu.
21. Aleksander Rudazow “Arcymag” cz. II
Druga część przygód sumeryjskiego maga w dzisiejszym świecie. Zaczyna się od podróży do innego wymiaru a potem jest jeszcze ciekawiej. Dwie ciężkie walki i nieco zaskakujące zakończenie. Dużo humoru dzięki karłowatemu dżinnowi, ciekawe spojrzenie na bogów jasnych i ciemnych. Mniam.
22. Andrzej Pilipiuk “Oko Jelenia. Drewniana Twierdza”
I kolejna część serii. Rozdzieleni bohaterowie muszą radzić sobie sami. Co pewien czas pojawiają się wątki, z których zaczyna wynikać, że sytuacja nie jest wcale tak prosta, jak to wyglądało na początku. Coraz więcej zagadek, ludzi uwikłanych w poszukiwania, coraz więcej tajemnic. Nie chcę napisać zbyt wiele, by nie zdradzić dalszych wydarzeń. Powiem tylko, że rozdział, w którym następuje pewne przesłuchanie, musiałam przeczytać dwa razy – tyle rewelacji, które odwracają pewne nasze myśli na zupełnie drugą stronę. Już czekam czwartej części i nie mogę się doczekać. Zwłaszcza, że przed chwilą dowiedziałam się, że saga nie zamyka się na czwartej księdze, lecz dopiero na szóstej! O, to będzie uczta.
Na biurku czeka na mnie teraz zupełnie inna seria, choć, również traktuje o cofnięciu się w czasie – Marcin Ciszewski i jego “www.1939.com.pl”, “www.1944.waw.pl” i “Major”. Delektuję się chwilowym dreszczykiem oczekiwania. A. słuchał audiobooka i był zadowolony – to dzięki jego rekomendacji zamówiłam sobie te książki.
Lód na dobry początek
1. Jacek Dukaj “Lód”
Najgrubsza książka, jaką znalazłam na półkach z fantastyką. I tylko dlatego ją wzięłam. Żeby się z nią zmierzyć. Zwlekałam nieco na początku roku, lecz w końcu wzięłam ją w swe ręce. Szkoda, że nie sprawdziłam ile waży, ale trzymanie jej jedną ręką w autobusie to był wyczyn…
O Dukaju mówi się, że jeśli miałaby wyjść z tego powieść, musiałby zasiąść do pisania z myślą o opowiadaniu. Gdyby zaś miało to być opowiadanie – musiałby zacząć od haiku… Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tym autorem, ale jestem zadowolona z naszego spotkania.
Na początek opis ze strony wydawcy:
Akcja najnowszej powieści Jacka Dukaja toczy się w alternatywnej rzeczywistości, gdzie I wojna światowa nigdy nie wybuchła, jest rok 1924, a Królestwo Polskie wciąż zamrożone jest pod władzą cara i w Belle Epoque. Warszawę skuwa lód – w środku lata burze śnieżne zasypują drogi. Lute, nieziemskie anioły Mrozu, spacerują ulicami miast, zamrażając prawdę i fałsz… Benedykt Gierosławski, zdolny matematyk, ale i niepoprawny hazardzista, na zlecenie carskiego Ministerstwa Zimy zostaje wysłany Ekspresem Transsyberyjskim do skutego lodem Irkucka, skąd ma wyruszyć na poszukiwanie swojego ojca, podobno potrafiącego porozumiewać się z aniołami mrozu – lutymi. Tysiąc rubli gotówką wydobyłby Benedykta z długów, ale czy misja nie jest przypadkiem zbyt niebezpieczna? Szybko okazuje się, że dla Benedykta będzie to podróż, która odmieni jego życie…
Jest to książka o wszystkim. O polityce, filozofii, fizyce, miłości, matematyce, technice, historii, czasie, prawdzie, gospodarce, metafizyce, z wątkami kryminalistycznymi. Przy tym jest niezwykle spójna, ciekawa, porywająca, pouczająca. Każdy powinien w niej znaleźć coś dla siebie. Tylko nie należy zrażać się trudnym początkiem. Gdy nagle inny język, dziwne, niezrozumiałe i skomplikowane wydarzenia, trudne opisy. Na początku męczyłam się okropnie… Jednak z dzisiejszej perspektywy myślę, że to była doskonała gimnastyka umysłu. 1050 stron niesamowitej podróży, dwa miesiące czytania. Warto było :).
Ostatnie książki 2010 roku
Płynąc na fali wczorajszego wydarzenia (o którym napiszę osobno) zasiadam do spisania przeczytanych książek. Bo aż wstyd, że maj się już kończy a tu 2010 jeszcze nie zakończony. Otóż na koniec roku przeczytałam:
33. Terry Pratchett “Świat finansjery”
Znany nam z “Going postal” (Piekło pocztowe) bohater doprowadził pocztę do stanu świetnie działającej instytucji. I zaczął się nudzić. Taki charakter. Dlatego też niezawodny Vetinari znów wkroczył do akcji (choć prawdę mówiąc, nigdy z niej nie wychodzi) i Moist von Lipwig poznał siłę pieniądza. Cała konstrukcja książki mocno przypomina Piekło pocztowe. Co prawda akcja wciąga, jest ciekawa, błyskotliwa, ale gdzieś z tyłu głowy co jakiś czas odzywa się właśnie to uczucie – że to podobny schemat. Chętnie jednak przeczytałabym jeszcze jedną książkę o podobnym schemacie – jak Moist ratuje polską służbę zdrowia ;).
34. Frank Herbert “Mesjasz Diuny”
Druga część cyklu Kroniki Diuny. Szczerze mówiąc trochę się bałam biorąc do ręki tę książkę. Obawiałam się, że okaże się gorsza od Diuny i że zepsuje mi to całą przyjemność z odwiedzin na Arrakis. Początkowo czytało mi się ją ciężko. Nie porywała tak jak pierwsza część. Jednak dość szybko zaczęła się rozkręcać. Paul orientuje się, że pewne jego decyzje podjęte po objęciu tronu nie skończą się dobrze, jeśli nie podejmie odpowiednich kroków. Ja nie jestem Kwisatz Haderach a zorientowałam się już wcześniej ;). Pojawia się spisek (nie jeden!), morderstwo, okaleczenie, wskrzeszenie (kadzie aksolotlowe – niesamowita rzecz), miłość, śmierć (to coś, czego Herbert nam nie oszczędza – znów żegnamy się z postaciami, z którymi nie chcielibyśmy się żegnać…) i trudna, wstrząsająca decyzja. Ostatnie kilkadziesiąt stron obfituje w taką mnogość wstrząsających wydarzeń, że byłam mocno poruszona i po pewnym czasie jeszcze raz musiałam przeczytać końcówkę, by więcej zrozumieć, by wyłuskać informacje z emocji, które mną targały za pierwszym razem.
35. Antologia “Jedenaście pazurów”
Zbiór opowiadań dotyczących kotów, z kotami jako bohaterami, bądź występującymi gdzieś w tle. Z przedmową Sapkowskiego, dotyczącą kotów oczywiście. Opowiadania są bardzo różnego gatunku. Jedne podobały mi się bardziej, inne mniej. Cała antologia warta polecenia :).
36. Sir Robert Baden-Powell “Wędrówka do sukcesu (Rovering to Success)”
Określana jako trzecia z książek trylogii skautowej. Mniemam, że pierwszą z nich jest Scouting for boys, jednak nie mogę znaleźć informacji o tej drugiej… W każdym razie jest to książka dla skautów starszych – wędrowników. Mówi o życiu i jest nadal w większości zadziwiająco aktualna. Must-read dla każdego instruktora, jeśli nie dla każdego wędrownika nawet. Ja na pewno jeszcze do niej wrócę.
37. Simon Tofield “Kot Simona. Za płotem”
I ostatnia z pozycji w 2010 roku. Co prawda zupełnie obrazkowa, ale kto powiedział, że komiksy bez słów się nie liczą? ;). Druga część przygód kota bez imienia, posiadającego niejakiego Simona. Kot przekracza płot. Ma wiele przygód, spotyka różne stworzenia, by na koniec powrócić zmęczonym do domu. Jak zwykle przeurocze obrazki, pełne humoru.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o 2010 rok :-)
37 książek z zalecanych 52 to ok 71%, więc nawet nie 3/4. 0,7 książki na tydzień. Może w 2011 poprawię statystyki ;).
20 do 52
29. Barbara Wachowicz “Druhno Oleńko! Druhu Andrzeju!” – czyli gawęda o twórcach Harcerstwa Polskiego, Oldze i Andrzeju Małkowskich. Pierwszy tom z cyklu “Wierna rzeka harcerstwa” Barbary Wachowicz przywiózł mi Adam z Muzeum Powstania Warszawskiego. Autorka odwiedziła Zlot 100-lecia harcerstwa w Krakowie, gdzie spotkała się z harcerzami. Ja wysłałam tam drużynę a sama udałam się na spotkanie z Rzecznikiem Praw Dziecka (przemiły człowiek i dostałam propozycję programową z jego autografem:]). Dziewczyny panią Barbarę opisały jako dziwną kobietę, ubraną na fioletowo, która gadała o historii i męczyła wszystkich o patronów ich drużyny. Dziewczyny, widząc, jak krzyczy na innych harcerzy nie znających patrona, skłamały, że nasza drużyna patrona nie ma, bo sobie nie mogły przypomnieć. Wstyd. I dla nich i dla mnie… Ale wracając do książki. Otóż pani Barbara pisze w dość specyficzny sposób. Czasem formalnie ale często jakby pisała o kimś bliskim, prywatnie. Dlatego też książkę tę czyta się nieco inaczej niż pozycję Kamińskiego o Małkowskim. Miejscami nudzą fakty historyczne, lecz przez większą część czasu opowieść jest ciekawa. Myślę, że w większości przez to, że opisuje ciekawych ludzi i ich ciekawe życie. Mocnym zgrzytem jest jednak końcówka. Już po głównej treści autorka wrzuca mnóstwo różnych informacji. A to jakieś listy, a to informacje (i zdjęcia) z wystaw i wydarzeń, na których była obecna, opisy pozostałych książek z serii. Znalazł się również spis programów telewizyjnych, audycji, felietonów, w których tworzeniu pani Barbara brała udział. Rozliczne podziękowania. Najbardziej uderza jednak publiczne wylewanie żalu do jednego z Hufców ZHR, który nie raczył pomóc autorce w jakimś tam wydarzeniu. To jest po prostu niesmaczne i nieprzyjemne. Zupełnie nie pojmuję, po co ta cała prywata na końcu dobrej książki?
30. Andrzej Sapkowski “Boży bojownicy” – część II Narrenturm, o której pisałam tutaj. Tęskniłam do głównego bohatera i jego kompanii. Ciekawiłam się, czy wyjaśni się niezręczna sytuacja z niejaką Nikolettą i czy Samson wróci tam, skąd przybył. Chciałam znów wciągnąć się w ten XV wiek, czas reformacji i krucjat. I nie zawiodłam się. Sapkowski jak zwykle spełnił pokładane w nim nadzieje. Książka wciąga, interesuje przez cały czas. Wiele rzeczy się wyjaśnia, wiele pozostaje nadal poza naszym zasięgiem, aż chce się sięgnąć po trzecią część (jednocześnie żałując, że trzecia to już ostatnia…). Niestety Sapkowski jest też dobry w opisywaniu scen brutalnych – mordów, gwałtów, etc. Osobiście, o ile z opisami mordów i tortur jakoś sobie radzę, tak opisy gwałtów, straszenia gwałtem, czy możliwego gwałtu bolą moją psychikę… Ale taki już jest Sapkowski. Nie cacka się tylko pokazuje świat jakim jest/był naprawdę. I na pewno sięgnę po trzecią część.
31. James White “Gwiezdny chirurg” – drugi tom cyklu o Szpitalu Kosmicznym sektora Dwunastego. Po przeczytaniu pierwszej części pochwaliłam się osobie, od której ją dostałam, że bardzo mi się podobała. Chwilę później na moją pocztę przyszła reszta – 9 kolejnych tomów. Niby mówiłam, że to jedyna pozycja elektroniczna w moim spisie, ale ciężko nie ruszyć tak dobrej opowieści. Nasz bohater rozwija się w swoim fachu i w efekcie wywołuje konflikt zbrojny. Poznajemy nowe rasy zamieszkujące kosmos. Autor zaskakuje tym razem ciekawymi wątkami politycznymi a raczej propagandowymi. Pojawia się również wątek miłosny. Sama przyjemność, gorąco polecam (oczywiście po przeczytaniu pierwszej części!).
32. Andrzej Pilipiuk Operacja Dzień Wskrzeszenia – książkę tę wybrałam podczas ostatniej wizyty w bibliotece, bo chciałam przeczytać coś Pilipiuka. Gruba (co lubię), z ciekawą okładką, o czasach przyszłych (w końcu, po podróży w XV wiek). Wzięłam bez wahania. I gdy po pewnym czasie sięgnęłam po nią, otwierając na przystanku, wydała mi się znajoma. Otwierałam na różnych, losowo wybranych stronach i czytając fragment po fragmencie zrozumiałam, że… już ją kiedyś czytałam… A to pech. Oraz – jak mogłam zapomnieć? Nie mając innej alternatywy na tę podróż, książkę czytać zaczęłam zastanawiając się ciągle, czy przeczytać ją do końca, czy sobie darować. Ale przeczytałam. Szło szybko, bo przecież wystarczyło sięgnąć do pamięci, w której pozostały stworzone wcześniej wyobrażenia zamiast wymyślać je na nowo. I mimo, że wiedziałam mniej więcej, jak to wszystko się skończy, to jednak czytanie sprawiało mi przyjemność. Bo sama historia jest niezwykle ciekawa. Bez zbędnych opisów akcja posuwa się do przodu energicznie. W 2012 grupa terrorystów włamując się do tajnego i nielegalnego stanowiska broni atomowej w Polsce, wywołuje III Wojnę Światową. Jak można się domyślić – powstają ogromne zniszczenia, większość ludzkości ginie. Polscy naukowcy nie mogąc się z tym pogodzić w 2014 roku zaczynają serię eksperymentów z czasem. I to w zasadzie powinno wystarczyć na zachętę.
A na biurku czeka: “Lód” Dukaja, “Mesjasz Diuny” Herberta, “Świat finansjery” Pratchetta. I tomik wierszy Klimka “Mruczę, więc jestem”. Nie zapominając o kolejnych tomach White’a o Szpitalu Kosmicznym i trochę zapomnianym Lemie. Uh, tyle ciekawych książek a tak mało czasu!
PS-Zafon (ten od “Cienia wiatru”) wydał nową książkę (tzn pojawiła się w Polsce). Ciekawe, jak zostanie oceniona i czy warto będzie sięgnąć po nią tak mocno, jak po “Cień wiatru”?
Szpital Kosmiczny sektora Dwunastego
28. James White, Szpital Kosmiczny (Pierwszy tom cyklu o Szpitalu Kosmicznym sektora Dwunastego) – Jedyna pozycja w formie elektronicznej w moim zestawieniu. Otrzymana od ^Tygryziołka przed wyjazdem na Zlot, gdy poszukiwałam czegoś do czytania dziewczynom na dobranoc (co z braku czasu i sił nie miało miejsca niestety…). Po przeczytaniu początku, który brzmi tak:
Stworzenie zajmujące przedział sypialny O’Mary ważyło około pół tony, miało sześć krótkich, grubych wyrostków służących mu zarówno za ręce, jak i za nogi, pokryte zaś było skórą tak twardą jak elastyczna pancerna płyta. Pochodziło z planety Hudlar, której ciążenie czterokrotnie, a ciśnienie atmosferyczne siedmiokrotnie wyższe od ziemskiego pozwalały spodziewać się tak mocnej budowy ciała. O’Mara wiedział jednak, że mimo swej olbrzymiej siły istota ta jest całkowicie bezradna; miała zaledwie pół roku, a już stała się świadkiem tragicznej śmierci rodziców, jej mózg zaś rozwinięty był na tyle, że ów wypadek śmiertelnie ją przeraził.
wiedziałam, że mogę spodziewać się czegoś zupełnie innego, niż do tej pory czytałam, choć to wciąż obszar SF (chyba powinnam udać się na jakiś odwyk… przecież w liceum czytywałam kryminały i Chmielewską, to nic, że jedynie okazjonalnie;) ale jednak!). Przez karty (ekhem) książki (ekhem!) przewijają się przeróżne stworzenia, dla których czasem brakuje mi wyobraźni, z przeróżnymi problemami medycznymi a dzielni lekarze ze Szpitala Kosmicznego, największej placówki w tej części kosmosu, próbują pomóc. Książka lekka i przyjemna. W sam raz na przerywniki w pracy i tak właśnie ją traktowałam, więc jej przeczytanie splotło się z kilkoma poprzednio opisanymi książkami. Nie przeszkadzało to jednak w niczym, gdyż nie znam żadnej podobnej książki. A ostatnio dostałam pozostałe 9 tomów i czeka mnie jeszcze sporo przygód z przedziwnymi stworami różnych klas, od chlorodysznych, przez pożeraczy energii, istoty telepatyczne wypalające nocą dziurkę w stole od myślenia, aż po zjadające swój ogon istoty nie z tej ziemi;).
Ostatnie komentarze