Miasto niemieckie Hamburg
Z cyklu #wstydliwewyznania, a nawet bardzo wstydliwe…
Przez lata byłam przekonana, że miasto niemieckie Hamburg, w którym A. ma rodzinę, położone jest raczej bliżej południowej granicy Niemiec.
Piękny to był karpik, którego strzeliłam zobaczywszy parę dni temu tę mapę:
(mapa z wikipedii)
Kurtyna
—
ps-w tej sytuacji to nawet jestem skłonna zgodzić się na odwiedziny w Hamburgu. Jakoś tak nieswojo czułam się z myślą zapuszczania się głęboko w kraj niemiecki *…
* ach te harcersko-patriotyczne uprzedzenia… ;)
Jeszcze 2011
49. Chelsea Haywood „Biała gejsza”
Kanadyjska dziewczyna, która postanowiła napisać książkę o współczesnych gejszach – japońskich hostessach. Młodziutka, ze świeżo poślubionym mężem, śliczna i zdeterminowana trafiła do jednego z hostess-klubów, gdzie zobaczyła, że wybrany przez nią temat badań nie jest tak prosty, jakim się wydawał. Mimo szczerych chęci gubi się w pokrętnych relacjach, udawanych lub chorych uczuciach.
Spodziewałam się ciężkiej, gorzkiej lub nawet przerażającej opowieści, ale jest lekka choć w pewien sposób smutna.
50. Jonathan Safran Foer „Strasznie głośno, niesamowicie blisko”
Przejmująca opowieść o wrażliwym (nadwrażliwym) chłopcu, który w zamachu na WTC stracił ojca. Oskar próbuje rozwiązać pewną zagadkę związaną z ojcem, licząc że w ten sposób dowie się czegoś ważnego, czegoś, co nada sens jego życiu. Chcąc zachować swoje działania w tajemnicy, nieświadomie angażuje w nie całą swoją rodzinę i wielu obcych ludzi. Ale opowieść jest nie tylko o Oskarze. Tragedię – bombardowanie Drezna, przeżyli niegdyś jego dziadkowie. Stracili bliskich, ukochanych, marzenia. Jak głęboko takie wydarzenie potrafi wpłynąć na ludzi, jak wielką krzywdę można wyrządzić sobie nawzajem kryjąc przed sobą najważniejsze uczucia i myśli, jak wiele można w ten sposób stracić…
51. Tess Gerritsen „Ciało”
Autorka znana mi z księgarni, tytuł polecony przez panią bibliotekarkę. Opowieść przeciętna. Zagadka, którą rozwiązuje bohaterka, jest ciekawa, ale płytko przedstawiona i łatwo można ją odgadnąć. Nie nudziłam się, ale na przyszłość poszukam czegoś ambitniejszego jednak…
(opowieść traktuje o lekarce sądowej, do której trafiają dziewczyny, które umarły w dziwny sposób. poszukiwania dają podejrzenie nowego narkotyku, prowadzą do firmy farmaceutycznej, kończą się strzałami, walką z osobą spoza kręgu podejrzanych i miłością między bohaterami. takie tam)
52. Frank Herbert „Kapitularz Diuną”
Ostatnia, och jak żałuję, księga z cyklu opowieści o Diunie. Kapitularz, ręką Darwi, przekształca się w planetę pustynną, dobrą dla czerwi. Równocześnie zmartwieniem zgromadzenia są Dostojne Matrony. Intrygi, uknute przez kilka postaci, prowadzą do dość zaskakującego końca. Czułam się w pewien sposób oszukana. Czekałam jednak na typowe „dobre zakończenie” a tu niespodzianka. Nie jest ono złe, jest inne. Aż chciałoby się poznać ciąg dalszy. Ciekawe, czy syn autora, wraz z przyjacielem, dali radę napisać coś równie dobrego (na półce czeka „Łowcy Diuny” ich autorstwa).
+ zaczęte i nie dokończone opowiadania „31.10 Halloween po polsku”, tak samo kolejna część „Szpitala kosmicznego” i „Rewolucyjna Dieta Herbaciana”
+ zaczęte w 2011 a dokończone w 2012 Daniela Keyesa „Kwiaty dla Algernona”, o których napiszę już razem z następnymi książkami 2012 roku
+ Simon Tofield „Kot Simona i kociokwik” – ale tam nie ma tekstu, więc nie doliczam ;)
Doliczając pół „Kwiatów dla Algernona” i ponad pół opowiadań „31.10…” osiągnęłam cel #52książki! Jestem z siebie dumna :D Na dniach wyślę moją listę na zacną stronkę 52ksazki.pl, a co! ;-)
A tymczasem, po przejmujących „Kwiatach dla Algernona”, sięgnęłam po „Księżniczkę z lodu” Camilli Läckberg – może ten thriller będzie przekonywujący.
— Aktualizacja 6 stycznia 2012 —
Spisując książki do maila, o którym wspominałam, znalazłam błąd w liczeniu. Jedna liczba wystąpiła dwukrotnie. W związku z tym, ostatnia zapisana tu książka ma numer 52! Przypomniałam sobie też, że przecież przed „Kwiatami dla Algernona” przeczytałam jeszcze jedną książkę (którą A. kupił mi w antykwariacie). Niniejszym dopisuję do listy pozycję nr 53!
53. Marcin Ciszewski „www.ru2012.pl”
Ostatnia książka z wojennej serii podróży w czasie. Nasz bohater wraca do kraju, gdzie czeka go spokojna przyszłość. NOT. Atak terrorystyczny, zaginięcie kontenera, porwania, podsłuchy. Kilka ścierających się sił, które nie do końca są siebie nawzajem świadome. Dobra fabuła, wartka akcja, niezłe zamieszanie. A na koniec szansa zbudowania całej historii od początku.
Książki, książki, książki
Poniższe książki przeczytałam już po zmianie pracy. Podczas, gdy pracowałam w księgarni, nieustannie czułam presję czytania. Tyle książek a tak mało czasu… Teraz dalej tak myślę, jednak to napięcie już opadło. Nie mówię, że było to złe uczucie, lecz w pewien sposób męczące.
Jednym z efektów jest lista, na której od niedawna zapisuję książki, które chciałabym przeczytać. Znajduje się tam trylogia Larssona (od klientów księgarniowych słyszałam różne opinie, ale lubię grubaśne książki, więc dlaczego nie?), seria Lackberg (jeśli nie spodoba mi się pierwszy tom to nie będę męczyć się dalej), dalsze książki Zafona, saga „Gra o tron”, coś z Gerritsen i Wilbura Smitha (a nuż okażą się ciekawi?), „Jeździec miedziany” i dwie kolejne książki (jeśli będzie dobry a podobno tak jest), „Żydówka Noemi”, „Pani na Czachticach”, „Caryca”. Oczywiście czeka też na mnie książka Beara Gryllsa i jeszcze jeden podręcznik o przetrwaniu, który A. kiedyś kupił. Nie zapominam też o dalszych częściach Diuny Herberta i książek pisanych przez jego syna i jego przyjaciela dotyczących tematyki Diuny. I jeszcze może warto zapoznać się z Tomkiem Sawyerem? ;)
A co polecilibyście Wy?
- – - – - – - – - – - – - -
42. Andrzej Sapkowski „Lux perpetua”
Ostatnia część trylogii o Reinmarze z Bielawy. Światłość wiekuista, która towarzyszy nam przez całą książkę, pozwala sądzić, że wszystko dobrze się skończy. Niestety, jak to w życiu bywa, są różne punkty widzenia. I z jednego z nich, owszem, historia kończy się dobrze. W pewien sposób. Ale życie zazwyczaj daje w kość i jego „uroki” nie omijają naszego bohatera. Losy splatają się dziwnie, role odwracają a przez wiele kart siedzimy, jak na szpilkach i trzymamy kciuki aż do zbielenia stawów, by paskudnie się zawieść i uronić łzę, lub nawet kilka… Lektura obowiązkowa dla tych, którzy przeczytali dwie poprzednie książki. A pozostałych warto namówić na całą trylogię. Warto.
43. Frank Herbert „Bóg Imperator Diuny”
Złoty Szlak trwa. Bóg – Czerw i jego imperium. Rybomówce i Siajnok. Kolejny Duncan i Siona – czyżby wreszcie idealna potomkini Atrydów? Jak bardzo można wpływać na ludzi? Jak trzeba być okrutnym, by być wspominanym jako tyran, mimo, że od tysiącleci nie było żadnej wojny? Jak kształtować umysły wiernych sobie kobiet? Jak kochać, gdy ciało staje się coraz bardziej obce? I jak zrozumieć, że ci, których kochasz, przynoszą twój koniec? Koniec, który daje nowy początek. Ale o tym w kolejnej księdze ;). Mimo tego, że to kolejny już tom opowieści o Diunie (i całym wszechświecie) nic się nie nudzi. Mijają tysiąclecia, zmieniają się rządy i poglądy. Opowieść wciąż jest aktualna, zabawna i poważna, ciekawa i zmuszająca do refleksji.
44. John Leake „Pisarz, który nienawidził kobiet”
Książka, która leżała w księgarni na półce i była kolejną, po którą sięgnęłabym nadal tam pracując. Znalazłam ją przypadkiem na półce w bibliotece i bez wahania chwyciłam. Kolejna książka o spaczonym umyśle. Tym razem sztuk jeden. Opowieść o prawdziwej osobie. O mężczyźnie, który wywiódł wszystkich w pole i wodził za nos. O mordercy, który zyskał poparcie elit artystycznych, dzięki czemu został zwolniony z więzienia. O mężczyźnie, który pisząc artykuły o prostytutkach i policji bawił się z wymiarem sprawiedliwości w kotka i myszkę będąc głównym sprawcą zamieszania na dwóch kontynentach. Mężczyźnie, któremu do samego końca ciężko było udowodnić winę. W którego niewinność do dziś wierzy przynajmniej jedna osoba. Taką charyzmę trudno zlekceważyć, zwłaszcza, gdy jej właściciel potrafi zrobić z niej użytek. Opowieść prawdziwa. Z ciekawości i dla przestrogi.
45. Andrzej Pilipiuk „Oko Jelenia. Sfera armilarna”
Ostatnia część sześciotomowej opowieści. Początkowo autor przewidywał siedem książek, jednak zakończył cykl w sześciu tomach. W moim odczuciu doskonale było to czuć na kartach książki. Płynąca dość wartkim, ale jednak dość spokojnym strumieniem, opowieść nagle przyśpieszyła, niszcząc po drodze wszystkie przeszkody i zabierając ze sobą ich zgliszcza. Miałam wrażenie, że historia nagle zaczęła biec tak szybko, że dostała zadyszki, potem czkawki a później potknęła się i wyłożyła jak długa. Nie wiem, czy autorowi nagle zabrakło pomysłów i cierpliwości, że postanowił przyśpieszyć różne wydarzenia, skumulować je wszystkie w jednym miejscu w sposób przeraźliwie skompresowany i wreszcie rozstać się z bohaterami, ale ja to tak odbierałam. Czytając czułam się jakbym zapoznawała się z jakimś brykiem, streszczeniem. I jeszcze to dość zaskakujące zakończenie. Takie trochę na siłę, choć zupełnie ostatnie karty uratowały jako tako cały cykl przed tym gorzkim posmakiem końcówki. Trochę szkoda, bo ilość wydarzeń spokojnie mogłaby wystarczyć na dwa tomy.
46. Frank Herbert „Heretycy Diuny”
Wiele lat później… czyli jak to zwykle w tym cyklu bywa. Nie ma już Imperatora, zaniedbana Rakis wróciła niemal do swej poprzedniej postaci. Rybomówne to jedno wielkie nieporozumienie a Diuna już nie jest jedynym dostawcą przyprawy. Nagle, w wyniku nieszczęścia, objawia się dziewczynka, która rozkazuje czerwiom. Dla jednych nieszczęście, dla innych część większego planu. I kolejny Duncan, imprint, zdolny mentat, rozłam w szeregach Bene Gesserit, szaleni Tleilaxanie i pierwsza udana próba… czego? Nie zdradzę Wam zakończenia ;). A przede mną jeszcze jeden tom i koniec. Jakoś ciężko mi w to uwierzyć.
47. Martyna Wojciechowska „Przesunąć horyzont”
Książka, która trafiła w moje ręce w bardzo ważnym (i trudnym) momencie mojego życia. Moment ten wciąż jeszcze się nie zakończył, ale czuję się silniejsza dzięki tej książce. Martyna, którą zawsze miałam za karierowiczkę, opowiada o swojej wyprawie na Everest. Gdy zaczynałam czytać, myślałam, że to kolejna publikacja dla kasy i sławy. I może po części, jakiejś takiej drobnej części, tak jest, ale widać, że nie o to chodziło. Że chodziło o przesuwanie horyzontu. O zmaganie się ze sobą i pokonywanie swoich słabości. Martyna zaczyna od opowieści o swoich problemach zdrowotnych i od wypadku, w którym zginął jej przyjaciel. Mówi, że mimo entuzjazmu, niełatwo było osiągnąć szczyt. Ze względu na trudność i kosztowność tej wyprawy, ale też ze względu na zmaganie się ze sobą. Ze swoimi myślami i słabościami, nie tylko tymi fizycznymi a może nawet przede wszystkim z tymi psychicznymi barierami, które sami sobie tworzymy. I o tym, by wciąż na nowo przesuwać swój horyzont o krok dalej. Dziękuję.
48. Stanisław Urbanowski „QAM”
Strata czasu. Jedna wielka strata czasu. Ale jak do tego doszło? Pewnego dnia do sklepu zawitał człowiek. Zapytał, czy czytam książki. Zapaliło mi się żółte światełko. Owszem, czytam. Bo on promuje swoją książkę. Wyjął ją z torby i mówił dalej, o czym opowiada, dlaczego warto. Za jedyne 10 zł. Światełko pomarańczowe. Nie, nie, nie mam pieniędzy. Jak dla pani to i za pięć złotych, zależy mi. Czerwone. Nie, dziękuję. Ja wolę się najpierw zorientować, o co chodzi. Zapiszę nazwisko i tytuł i poszukam informacji. Ale może jednak? Bardzo czerwone. Nie, nie, naprawdę dziękuję. Poszedł. Szkoda by mi było nawet tego piątaka. Poszukałam info w sieci, trafiłam na pdf, ściągnęłam i zmarnowałam czas. Początek naiwny, jak przeciętny wpis na blogu. Byłem tam, spotkałem tych, rozmawiałem o tym. Bla bla. W którymś momencie zaczyna się szaleństwo. Tamci, obcy, chemitrailsy, reptilianie, czas jakiś tam ostateczny, czy coś, klony polityków, reinkarnacje i inne brednie. Potem znów pitu pitu, jak na początku. I koniec. Fuj. Wciąż czuję niesmak…
A na tapecie „Biała gejsza” Chelsea Haywood, opowiadania „31.10 Halloween po polsku” i inne drobiazgi.
Żyć pomimo przeciwności
i cieszyć się tym życiem. Brać przykład z kociaka ;)
Ostatnie komentarze