Farba

—STRONA W BUDOWIE—

KOCIA KRUSZYNA ARYSTOKRATYCZNA

farba

21/01/2008

Chcąc napisać co nieco o tym skomplikowanym kocie zerknęłam do swojego dawnego bloga by wyłuskać to i owo, ale to co znalazłam przeszło nasze wszelkie oczekiwania. Zawsze wydawało nam się, że ten kot został zepsuty przez siostrę Adama itp. Niestety właśnie dotarła do nas prawda. Piątek trzynastego nie jest najlepszym dniem do adoptowania czarnej kotki

2004-08-13 23:49:49 >> brand new cat “m~

piątek trzynastego a my przywlekliśmy do domu czarną kocicę, która rozwaliła już kłębuszek z włóczki, obraziła się, że Adaś nie pozwolił jej gryźć swojej ręki, prawie podrapała psa i wlazła na telewizor … charakternego kota przygarnęliśmy, nie ma co… ciekawe jak to będzie dalej…

Teraz już wiemy “jak to będzie dalej”… Choć patrząc na kolejne notki już wtedy można się było tego i owego domyślać…

2004-08-14 19:44:28 >> miauuu:)

kotka jest trzepnięta odrobinkę;) kłębuszek zabiła dziś do końca, pozostały same strzępy. z okazji chrzcin dostała maskotkę-tygryska. on jest trwalszy niż kłębuszek (mam nadzieję…).a właśnie, chrzciny. od wczoraj mieliśmy już umyślone imię, ale po tym co robiła wieczorem i dziś rano, mieliśmy wątpliwości czy nie zmienić na Bestia albo Paskuda albo Wariatka, Szalona itp… ale jednak pozostaliśmy przy tamtym. kotka ma więc na imię FARBA:) (szukaliśmy czegoś co jest czarne-noc i kawa były za krótkie a afryka za długie;)

Dlatego teraz i wcześniej (i również zapewne jeszcze przez długie lata) sąsiedzi mieli i mają (i będą mieli) okazję usłyszeć jak ktoś przynajmniej kilka razy w tygodniu krzyczy “farba!”. Wieczny remont, czy co? ^^’

Farba szybko pokazała jaką ma zdradliwą naturę. Na początek ucierpiał na tym Puchatek the Pies. Potem cierpieli już wszyscy…

2004-09-07 17:49:02 >>

pies tymczasem przeżywa drugą młodość w towarzystwie kotki:) łaskocze ją, zaczepia, goni… bawi się jak szczeniak:) i tylko czasem gdy ona się w zabawie zapomni (pazurki) to piszczy skrzywdzony. ona go jednak zaraz przeprasza liżąc w ucho. są jednak chwile, gdy on chciałby odpocząć to ta bestia rzuca się na niego znienacka… przeurocze widowiska:)

Przeurocze to one były na początku. Potem go po prostu lała jak tylko chciała…

Tak na serio i w skrócie to Farbę wzięliśmy zupełnie niedługo po tym, jak odeszła od nas Araska. Ja bardzo naciskałam, żeby wziąć kota a Adam nie sprzeciwiał się. Niestety akurat wtedy nie było już wiele ogłoszeń. Trzymiesięczna czarna kotka wydawała nam się najlepsza. Umówiliśmy się telefonicznie i pojechaliśmy. Hasała ze swoją mamą, często również i sama, po ogródku przydomowym i nie bardzo chciała dać się złapać i głaskać. Takie małe kocie indywiduum. Wtedy obawialiśmy się jedynie tego, że jest za duża. Byliśmy przekonani, że wiek dwóch miesięcy to akurat na oddzielenie kocięcia od mamy a trzy to już bardzo dużo. Niemniej jednak zaryzykowaliśmy. Później wielokrotnie przychodziło mi do głowy, że to jednak rzeczywiście mogło mieć wpływ na charakter tej czarnej bestii.
Farba od początku pokazywała, że jest kotem z charakterem. Energiczne zabawy z zabawkami, czy później też z psem (lub bardziej: zabawy psem), obranie sobie najwyższej szafy na miejsce do spania, czy coraz bardziej samotnicze zachowania. Ona lubiła pieszczoty tylko wtedy gdy sama przyszła i o nie poprosiła. Ale to i tak nie za długo. Chwila moment i w ruch szły pazury i zęby.

Tak naprawdę to najwięcej mógłby o niej powiedzieć Adam, to on z nią mieszkał prawie trzy lata i nauczył się jej zachowań. Ja mieszkam z nią pod jednym dachem dopiero od niecałego roku i dopiero niedawno doszłam z nią do jakiś tam ustaleń pokojowych. A nasze relacje początkowo były bardzo trudne… Potrafiła się na mnie rzucić, gdy kładłam się spać. Syczała, prychała, drapała… Również pojawienie się Kernela w domu przeżyła bardzo mocno. Przez długi długi czas z parapetu czy szafy schodziła jedynie gdy mały spał. Później przeszła przez okres mamkowania (katalizowany przez ruję) aż do nienawiści. Ostatnimi czasy zaczyna się z Kernelem ganiać, choć to teraz on się jej boi. Podobnie, gdy pojawiły się maluchy, a dokładnie, gdy je wypuściliśmy na mieszkanie. Spędziła wtedy parę ładnych dni na szafie. Wiemy, że stamtąd nie schodziła, ponieważ jak w końcu zamknęliśmy się z nią w pokoju, zwabiliśmy na dół walerianą i jedzonkiem, to zsikała się na dywan… (a sikała naprawdę bardzo długo) po czym łapczywie pochłonęła całą miskę jedzenia.

Farba jest kotem nieufnym, zamkniętym w sobie, kocim samotnikiem, który do życia potrzebuje towarzystwa człowieka. Potrafi przyjść, dać się pogłaskać, czy nawet położyć się na kolanach, ale zawsze czujna, gotowa uciec na swoją szafę. Ostatnio przyjęła rolę “obrońcy uciśnionych”. Gdy któryś kot obrywa od innego kota, albo gdy wydaje jej się, że my robimy krzywdę któremuś kotu to wyrusza by ukarać złoczyńcę. Nienawidzi wysokich dźwięków, takich jak pisk kobiety, czy nawet podniesiony ton głosu kobiecego. Przychodzi wtedy i również karze osobę, która dźwięk wydała (mnie…).

Ta czarna bestia jeszcze nie była kastrowana. Głównym powodem są pieniądze, problem z włożeniem kota do transporterka (za pierwszym razem zajęło nam to parę ładnych godzin…) i obawa przed pielęgnacją po operacji. Jest to kot, któremu nawet wyjęcie śpiocha z kącika oka zazwyczaj kończy się nieciekawie dla osoby wyjmującej. Ponadto Mała zemdlała nam już dwukrotnie. Póki co nie robiliśmy żadnych badań. Karmimy ją witaminą B (umiejętnie zakamuflowaną w karmie, którą podobno kupowałby Twój kot), co na razie daje efekt w postaci braku kolejnych incydentów. Farba cierpi jeszcze na jakiś problem z włosami. Łysieje na brzuchu i w okolicach, lecz również nie wiemy co jest przyczyną. W najbliższym czasie planujemy kastrację razem z pobraniem krwi do analizy i mamy nadzieję, że wszystko wróci do normy po operacji lub z krwi dowiemy się, co kota trapi.

A póki co Czarna śpi znów na szafie mając cały świat głęboko w poważaniu;-)

22/02/2008

Dziś w końcu Farba została wykastrowana. Zabieg zaplanowaliśmy kilka dni temu, pożyczyliśmy transporterek od Niny (nadal nie dorobiliśmy się swojego…) i odwiedziłam przychodnię TOZu w celu omówienia szczegółów. Pani weterynarz nie zgodziła się na podanie kotu przez nas tabletki uspokajającej, by łatwiej nam było ją zapakować w klatkę i dostarczyć, bo to zawsze komplikuje sprawę narkozy. Uzbrojeni w strach, smycz i klatkę poszliśmy wczoraj spać. Noc była męcząca, słabo spaliśmy i jeszcze Farba zaczęła odstawiać przedstawienie. Przyszła (czego nie robi prawie wcale) do łóżka i całą noc dopraszała się głaskania po brzuszku. Początek rui czy co? Ale dzięki tej miłej atmosferze rano udało się bez problemu zapakować kota w szelki. Niestety trochę zwlekaliśmy z kolejnym etapem, więc zorientowała się, że coś jest nie tak i już z klatką nie było tak łatwo. Całe szczęście wypracowany sposób “na wędkę” zadziałał i otrzymaliśmy pudełko z wściekłą zawartością. U weta przełożyliśmy złośnicę do klatki iniekcyjnej i był to dobry wybór, bo jak tylko dostała zastrzyk to zaczęła się miotać, aż klatka skakała po stole… Pobraną krew (słabe ciśnienie, podobno dlatego, że kota chuda i chude żyłki ma, więc ciężko było) oddałam do badania. Dzięki Bogu wszystko, co miało być sprawdzone (mocznik, keratynina, ASPAT, ALAT i AP) jest w normie. Uff. Małej jeszcze obcięto pazurki a potem zoperowano. Odebraliśmy ją po ponad 4 godzinach już wybudzoną i wściekłą na tyle, że pani wetka darowała sobie pooperacyjne oględziny kota…
Kitunia siedzi nadal w transporterku odizolowana od męczących pozostałych kotaków w łazience. Wkrótce wypuścimy ją na łazienkę i damy jej wodę a jutro, w zależności od samopoczucia, na resztę mieszkania.
Mam nadzieję, że szybko dojdzie do siebie, nieco złagodnieje i proces “normalnienia” będzie przebiegał dalej bez przeszkód. Od kiedy dostaje witaminę B nie zemdlała, coraz częściej też przychodzi na głaskanie a futerko na jej brzuchu zaczyna odrastać. Zaczęła się też sama bawić, inicjować zabawy, choć dalej nie przepada za resztą kociego towarzystwa… No cóż, taki to kot, inny niż wszystkie. :-)

Odpowiedz

Witaj przybyszu...

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.



    shenn
    .
    It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
    .
    But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

    .
    Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
    .
    shenn
    .

    button stats bikestats.pl

    Kalendarz

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930