Czarny i Biała

Czarny i Biała czyli dzikusy z piwnicy

26go maja 2008 roku napisałam na blogu takie słowa:

Niemniej jednak koty to wspaniałe stworzenia, które uwielbiam i boli mnie serce jak dzieje się im krzywda. A ostatnio na naszej ulicy poznaliśmy kocią rodzinkę – kolejne małe kocie nieszczęście… Mamusia i dwa kocięta. Wszystkie czarnobiałe/białoczarne i okropnie brudne od węgla… Mieszkają w zapuszczonej piwnicy, rzadko kiedy wychodzą i są szarobure od tego węgla. Drobniutka mamusia jest pokąsana na szyi. Widać czerwone rany, dość świeże oraz ubytki w sierści. Dodatkowo bardzo się boi… Od trzech dni zanosimy im jedzenie, na które rzucają się jakby niewiele jadały… Nie wiem jeszcze co z tą rodzinką zrobić… Gdybym wiedziała, że ktoś przygarnie kociaka lub dwa albo pomoże w złapaniu i leczeniu mamuśki to nie wahałabym się. Jednak wiedząc jak duży jest to wysiłek obawiam się przygarnąć ich nie mając pewności, że wszystko się powiedzie… Także, gdyby ktoś chciał przygarnąć dwa “krówkowate” maluszki niech szybko da znać! Wykąpię, zabiorę do lekarza, zsocjalizuję i oddam piękne i przyjazne kuleczki do nowego domu! (Nadal są bardzo nieufne jednak może dziś uda się zrobić im zdjęcie.)

Kociaki dokarmialiśmy przez dłuższy czas. Początkowo nieufne, później czekające na swoją porcję. Lecz ani mamuśka, ani one nie dawały się zbliżyć. Wiadomo – kocięta przejmują zachowanie matki, uczą się od niej. A ona była wyjątkowo strachliwą kotką. Z ranami na szyi, zabiedzona, wystraszona. Mieszkały w piwnicy, której od lat nikt nie używał. Boję się wyobrazić sobie, co tam się w środku mogło dziać. Odchody, mocz, truchełka kociąt, które nie wytrwały (ktoś z sąsiadów wspomniał, że początkowo widział trzy maluchy)… I ten brud, który było na nich widać. Karmiliśmy i karmiliśmy i w końcu, z pomocą p. Jacka z TOZ złapałam kocią rodzinkę.

*blip*08.06.2008*20:30*
kocięta nakarmione. czarny dawał się pięknie głaskać choć mocno się bał. białego znów nie udało się dotknąć bo mamuśka skutecznie broniła dostępu. szkoda, że ten biały #kot.ek nie chce schodzić na dół… będzie problem, żeby go złapać…

*blip*09.06.2008*20:51*
Adam zgodził się na wzięcie tej dwójki #kot.ów na tymczas. z Jackiem umówiłam się na czwartek. zobaczymy, może uda się złapać i ich mamę na sterylizację?

*blip*12.06.2008*16:53*
#kot.ki zlapane, siedza w naszej lazience. czarny byl latwy natomiast z biala stoczylam boj i jestem ranna… oboje zdrowi. chcialby ktos kociaka moze? :) #kot.ka mamusia tez schwytana, bez wiekszych problemow. juz po sterylce (byla w kolejnej ciazy juz!) jest u Jacka. uff, well done.

Akcja łapania kociaków była nieco dramatyczna w przebiegu. Jacek przyjechał z klatką-łapką i dużym transporterem. Nie chciał podchodzić do okienka piwnicznego, bo wiedział, że swoją obecnością spłoszy te bojaźliwe koty. Siedział więc za żywopłotem a na mojej głowie zostało złapanie całego towarzystwa. Postawiłam klatkę na trawniku, zachęciłam koty jedzonkiem. Mamuśka szybko złapała się na przynętę i weszła do klatki. Gdy drzwiczki się zamknęły jeszcze przez chwilę był spokój. Zanim rozszalała się ze strachu nakryłam klatkę kocem i podałam Jackowi. Wzięłam transporter i postawiłam go przy okienku. Zwabione jedzonkiem kociaki wyszły na okienko. Czarny, mocno już ośmielony naszymi codziennymi wizytami, zszedł za jedzonkiem na dół i wlazł do transportera. Zajęty pałaszowaniem nawet nie zauważył, gdy zamknęłam drzwiczki. Biały kociak w ogóle nie chciał zejść z okienka. Ostrożnie podchodził do miseczki. Pomyślałam, że nie ma innej możliwości, jak przemoc. Wiedziałam, jak wiele ryzykuję – bez mamy wystraszony kociak mógłby nie wyjść w ogóle z piwnicy i nie wiadomo, czy po tych dwóch dniach jej nieobecności jeszcze żyłby a i czy matka by się nim zajęła a on nie bałby się matki… Ale równie dobrze kot mógł zjeść swoją porcję i również zniknąć w czeluściach piwnicy… Schwytałam więc malucha znienacka. Sama nie wiem, jak to się stało, ale niewiele wtedy myślałam… W małego (a raczej w małą, co się okazało już u weterynarza) wstąpił diabeł. Nie sądziłam, że mały kotek może tak wierzgać, wykręcać się i drzeć mordę (to był taki wrzask, że inaczej tego nie nazwę…). Trzymałam kota, który wykręcał się na wszystkie strony i kąsał mnie ostrymi ząbkami, obiema rękami. A tu trzeba było otworzyć transporter z drugim kotem i wpakować tego. Jedną ręką na pewno nie udałoby mi się utrzymać tego diabła, więc pomogłam sobie kolanem przyciskając lekko kota do ziemi. Drugą ręką otworzyłam transporter i wrzuciłam białego kota. W środku czarny już szalał ze strachu, więc obydwoje zaczęli wrzeszczeć i okropnie się kotłować. Zamknęłam drzwiczki. Cała akcja trwała naprawdę mgnienie oka. Sama się sobie dziwię, jak to w ogóle się udało… Jacek pakował koty do samochodu a ja poszłam do domu umyć pogryzione i podrapane ręce. I dopiero wtedy poczułam jak trzęsą mi się ręce i nogi z tej całej adrenaliny…

*blip*13.06.2008*09:56*
#kot.ulki siedza za pralka ale jest nadzieja,bo raz ujrzalam uciekajacy ogonek, jedzonko zniknelo a pojawilo sie sioo i koopa,i to nic,ze nie tam gdzie trzeba;)

*blip*13.06.2008*21:50*
mały czarny #kot.ek wychylił łepek zza pralki do jedzonka ale jeszcze wychodzić nie chce. sioo jest na wszystkim materiałowym prócz kuwety. hm.

*blip*13.06.2008*23:45*
najlepsza metoda na kociaki – piórka na patyku!! najpierw wyszedł czarny, długo potem dopiero biała ale jak już zaczęły hasać:D ale nadal są bardzo płochliwe, choć udało mi się głasknąć czarnego jak był mocno zajęty wydobywaniem piórek spod kocyka;-)

*blip*14.06.2008*00:16*
dwa koopale zakopane w kocyki i jakieś sioo wsiąknięte. szkoda, że wszystko poza kuwetką… niemniej jednak wciąż jest nadzieja.

*blip*14.06.2008*09:04*
dwa małe dzikusy zrobiły w nocy w łazience DEMOLKĘ a że wciąż są okropnie brudne od węgla to wiem, że były niemal wszędzie… a koopale wciąż w ręcznik…

Koty zamieszkały w łazience. Obsikały wszystkie dostępne elementy materiałowe, kuwety nawet nie odwiedziły. Podejrzewam, że swoje potrzeby załatwiały w piwnicy, na jakiś szmatach. Stąd nieznajomość zwyczaju załatwiania się w ziemi/piasku/żwirku… Trochę spanikowałam, ale zabrałam im legowisko (cóż, jak i tak je osikały, to nie będą go miały) i wszystkie inne materiałowe rzeczy (np dywanik przy kibelku).

*blip*14.06.2008*21:38*
maluchy #kot.uchy koopają już do kuwety. najczęściej;-) sioo chyba też bo zabrałam wszystko na czym mogłyby zrobić a kałuży nigdzie nie znalazłam

*blip*15.06.2008*21:35*
#kot.aki nadal się boją ale udało mi się w czasie zabawy sprzedać czarnemu kilka głasków. co następny to mały wolniej uciekał jakby zastanawiając się ocokaman;)

*blip*16.06.2008*07:21*
#kot.uchy śmierdziuchy zdjęły w nocy mój ręcznik i go osioosiały… dobrze, że chociaż reszta podłogi jest sucha… :/

Zdarzyły się wpadki z winy kotów. Dranie ciągnęły do materiałów i próbowały sobie jakoś radzić. Jednak dzięki konsekwencji przyzwyczaiły się do żwirku. Choć nie powiem, że nie baliśmy się, gdy nadszedł czas wypuszczenia ich z łazienki… Na to jednak jeszcze było za wcześnie. Tymczasem trwało powolne oswajanie.

*blip*17.06.2008*09:32*
mały czarny #kot.ek wypróżnił się przy mnie! to chyba rodzaj postępu:-] poza tym udało mi się go wziąć na ręce ale po dwóch sek zaczął syczeć – jeszcze nie czas

*blip*17.06.2008*10:32*
#kot.uchy bawią się ze mną w kotka i myszkę;-) ja się maluję i patrzę w lustro a one tymczasem przemykają między pralką a kibelkiem myśląc, że nie widzę ;-)

*blip*18.06.2008*09:07*
#kot.ki już kilkakrotnie zostały przyuważone na spanu na koszu na bieliznę. szkoda tylko, że od razu po otworzeniu drzwi uciekają…

*blip*19.06.2008*07:55*
Nie ma to jak na dzieńdobry znaleźć w wannie 11 glist kocich…

To było dla mnie zdecydowanie traumatyczne przeżycie… Jeszcze się trochę ruszały… Ale co cię nie zabije to wzmocni. Popołudniu poleciałam, ze słoiczkiem z tymi ochydami, po środek na odrobaczenie. Okropność… Oswajanie trwało nadal. Z poprzednimi kotami szło jakoś szybciej. Te były zdecydowanie oporne a nam w końcu zaczęła się kończyć wytrwałość i pomysły…

*blip*23.06.2008*20:32*
mały czarny #kot atakuje moją rękę. pac pac i myśli, że wygrywa. postęp? mała biała zaatakowała znienacka moje stopy. ke?

*blip*26.06.2008*18:14*
dzikusy zjadły gotowanego kurczaka błyskawicznie warcząc na siebie i na nas ;-) a nasze koty pogardziły drobiem…

*blip*28.06.2008*20:41*
mały Czarny #kot podupada na zdrówku… ciągle to załzawione oko i jeszcze dziś sobie kawałek szyi rozdrapał niewiemczemu :(

*blip*30.06.2008*23:27*
Za radą znajomego z TOZu zabraliśmy się za oswajanie #kot.ów. Jak nie chcą dobrowolnie to my je oswoimy na siłę! Czarny dał się złapać, zawinąć w ręcznik i oporządzić bez większego marudzenia. Za to Biała… latała jak strzała po całej łazience… a złapana zaczęła wierzgać i wrzeszczeć przeraźliwie… wredota mała, będzie z nią duży problem…

*blip*01.07.2008*07:48*
Maluszki jakoś tak mało pewnie się czują po zlikwidowaniu kryjówki za pralką. No cóż, jak oswajanie to oswajanie na max.

*blip*01.07.2008*23:22*
Wzięłam Czarnego na ręce. Bez żadnego ręcznika. Trochę się buntował ale jakby bez przekonania;-) Jest dobrze z Czarnym :-)

*blip*01.07.2008*23:52*
Tym razem na pierwszy ogień poszła Biała. Po krótkiej pogoni osaczona za klopem i złapana za kark nie walczyła jak wczoraj choć też było ostro… Czarnego też musiałam złapać ja. Dlaczego mężczyźni są ostatnio taacy wrażliwi? Czarny tym razem nieco protestował ale też krótko. Jest nadzieja :-)

*blip*02.07.2008*23:16*
Przy Czarnym ręcznik tylko na wszelki wypadek już. Biała znów wrzeszczała a z jej oczkiem jest gorzej :( Biedne #kot.aki…

*blip*04.07.2008*23:40*
#kot biały chyba skapitulował. choć nieco boję się, że to apatia… zobaczymy co będzie jutro. u czarnego nic nowego.

8 lipca zaczęliśmy intensywnie szukać domu dla kociaków. Wszystkie portale ogłoszeniowe. Dobrze, że baza adresów była już wcześniej skompletowana. Mimo wszystko umieszczenie tylu ogłoszeń zajmuje całkiem sporo czasu. Nadszedł również czas poszerzenia kocich horyzontów.

*blip*10.07.2008*21:20*
#kot.aki spędziły jakieś 45 minut na terenie kuchni i przedpokoju pod czujnym okiem Matyldy i Farby oraz w asyście Kernela i przy obecności Żaby;-) Czujne oczy Matyldy i Farby były co prawda bardziej wystraszone niż czujne ale maluchom się chyba podobało;-)

*blip*11.07.2008*20:55*
Czarny #kot.ek jest mega odważny. Sforsował naszą przegrodę między kuchnią a pokojem i teraz niemal bez obaw zwiedza całe mieszkanie… Natomiast Biała #kot.eczka pochodziła po kuchni i czmychnęła do łazienki… boi się biedna, szkoda…

*blip*14.07.2008*20:57*
Mała Biała #kot.ka upolowała z wysokości kanapy naszego kocurka Żabę, który się zakradał na małego Czarnego. ahahaha:D

*blip*10.07.2008*23:54*
dzisiaj #kot.ki małe zostają puszczone na stałe na mieszkanie. mam nadzieję, że poranek powita nas spokojem i ciszą…

Zaczęły się nieciekawe przeprawy z nieodpowiedzialnymi ludźmi:

*blip*15.07.2008*09:26*
Kobiecina #kot.y by wzięła ale kategorycznie bez żadnej umowy adopcyjnej! Węszę jakiś przekręt…

*blip*15.07.2008*09:32*
Biała #kot.ka włączyła podzespół mruczący! AAAA sukces!:D

*blip*15.07.2008*10:15*
Bo co szkodzi komuś podpisać umowę adopcyjną #kot.a skoro i tak obiecuje się nim dobrze zajmować? Jak dla mnie niepojęty jest ten upór antyumowowy.

*blip*15.07.2008*10:55*
Dlaczego ludzie koniecznie chcą rozmnażać swoje domowe #kot.y? Po jaką cholerę?

*blip*15.07.2008*11:54*
Kobieta uznała moją troskę o #kot.y oddawane do adopcji za biurokrację utrudniającą życie… No comments… #wyraz

*blip*17.07.2008*12:09*
#kot.y małe złapane w łazience i wymyte ciepłym wacikiem. niby były grzeczne ale jednak ciągle są trochę dzikie… nie mam już pomysłu na oswajanie :(

*blip*23.07.2008*14:51*
Właśnie przekazaliśmy nasze tymczasowe #kot.aki znajomemu z TOZu z powodu mojego wyjazdu. Teraz on będzie szukał im domu a mi smutno :( Przywiązałam się :(

Tak się skończyła nasza przygoda z dzikuskami. Taki był też warunek Adama do całej tej akcji. Dwa dni później wyjeżdżałam na dwa tygodnie i nie chciał się kotami zajmować sam. Jacek zgodził się na te warunki. Mieliśmy koty odczyścić, zsocjalizować, znaleźć im dom. Socjalizacja przebiegała opornie a domek się nie pojawił (nie oddam kota człowiekowi, który koty chce rozmnażać, karmić domowym jedzeniem, puszczać na nieosiatkowany balkon na 3cim piętrze i nie docierają do niego żadne rozsądne argumenty a ponadto boi się podpisać umowę…). Tak więc kotki trafiły w profesjonalne ręce Jacka. Kontakt się urwał. Podejrzewam, że może mieli jakiś żal do nas o całą tą sytuację, a może po prostu nie było czasu? W każdym razie spotkałam jakoś na jesieni w gabinecie TOZu Jacka z Białą. Wyrośnięta pannica, oswojona, choć ze swoim charakterkiem, nadal bez domku. Jej braciszek domek znalazł jakiś czas po przekazaniu. Podobno dobrze mu tam. A Biała? Od tamtego spotkania nie mam o niej żadnych wieści…

Historia Białej i Czarnego to dla mnie mieszanka sukcesów i porażek, doświadczeń i zmarnowanych szans. Nadal nie wiem jak ją uporządkować…

12 III 2010

Odpowiedz

Witaj przybyszu...

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.



    shenn
    .
    It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
    .
    But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

    .
    Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
    .
    shenn
    .

    button stats bikestats.pl

    Kalendarz

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930