Araska

—STRONA W BUDOWIE—

9 DNI Z NAJPIĘKNIEJSZĄ KOTKĄ POD SŁOŃCEM 7-15.07.2004

araska

POCZĄTEK

Pewnego słonecznego dnia przechadzając się po mieście zobaczyliśmy za płotem grupkę baraszkujących małych kociaków. Zaczęłam się nad nimi rozczulać i snuć marzenia o posiadaniu takowego malucha w domu. Niestety nastawienie rodziców i warunki mieszkaniowe szybko sprawiłyby, że znalazłabym się z tym kotem po zewnętrznej stronie drzwi. Trzeba było znaleźć inne rozwiązanie. Adam, który gdyby tylko mógł, przychyliłby mi nieba, zgodził się na szalony pomysł. Ba, nawet namówił swoich rodziców. I tak po niedługim czasie, zaopatrzyliśmy się w kuwetę, drapak (własnoręcznie wykonany), komplet misek, żwirek i karmę, wyedukowaliśmy się w kwestii posiadania kota i trzymając karton wyłożony kocykiem ruszyliśmy w daleką podróż na drugi koniec miasta do schroniska dla zwierząt. Był 7 lipca 2004r.

W schronisku, witani zawodzeniem psów, zostaliśmy zaprowadzeni do pomieszczenia, gdzie trzymano małe kociaki. W pokoju panował półmrok. Stały chyba dwie klatki z kociaczkami. Upatrzyliśmy sobie przepiękną ‘tricolorkę’, około dwumiesięczną, dość spokojnie siedzącą gdzieś przy ścianie klatki. Była śliczna i spokojna, jednak nie osowiała jak jeden kotek w rogu klatki. Po wyjściu do jasnego biura przyjrzeliśmy się jej (za książkową radą) czy wygląda zdrowo. Oprócz śpiochów w oczach nic nie wzbudziło w nas niepokoju. Jedynie pani wydająca nam kotkę zdenerwowała nas nie chcąc powiedzieć czym maluch był karmiony do tej pory. Podaliśmy swoje dane i tak oto w naszym życiu pojawił się PIERWSZY KOT.

PODRÓŻ

Pierwszy Kot, a raczej Kociątko, wpakowaliśmy do pudła. Mglista była nasza świadomość na temat transportu kotów, o smyczy nie myśleliśmy, a na transporterek stać nas nie było (wg. naszego mniemania). Kotek zamknięty w wyściełanym kocykiem pudełku zawodził całą długą (prawie półgodzinną) podróż autobusem. Wszystkie pary oczu skierowane były na nas. Ale przecież kotek miał dziurki w ściankach i kocyk i coś do zabawy w środku… Rozmawialiśmy do niej, pamiętając by nie otworzyć pudełka (hyc! i nie ma kota?). A ona próbowała ze wszystkich sił wyleźć albo przedrapać się na drugą stronę. Po przyjeździe od razu zaszliśmy do weterynarza (co by nie chodzić dwa razy). Pani weterynarz obejrzała kicię i powiedziała, że wszystko wygląda dobrze i za kilka dni mamy się pojawić na odrobaczanie.

ZAPRZYJAŹNIAMY SIĘ

Po przyjeździe zamknęliśmy się z kotkiem w pokoju, tak by nikt (a zwłaszcza hałaśliwy pies) nie przeszkadzał w zaprzyjaźnianiu się. Zanim jednak to nastalo to Puchatek zdążył oszczekać pudełko. Pierwsze co zrobiła kitunia po otworzeniu pudełka to wystawienie łebka i rozejrzenie się wokoło. Po chwili wyskoczyła i zaczęła zwiedzać pokój. Zapoznała się z kuwetą (ładnie umiała korzystać z niej, więc kamień spadł nam z serca – nie trzeba się będzie męczyć z nauką), sprawdziła miseczki, ale zjadła tylko odrobinę, wypiła niewiele więcej. Tego się obawialiśmy. Pewnie dostawała zupełnie coś innego (tańszego) i nie bardzo podchodził jej Whiscas. Cały dzionek łaziła po pokoju, potem po mieszkaniu (pies zamknięty). Gdy puściliśmy psa (stojąc obok w pogotowiu) ten szczekał zaciekle ale chował się za naszymi nogami. W oczach widać było strach. Dziwne, bo już kiedyś miał do czynienia z takimi maleństwami – królikiem i szczurem. Ale to dobrze, trzymał się od malej z daleka i nie musieliśmy się obawiać o jakieś niemiłe wydarzenia.

COŚ SIĘ PSUJE

Drugiego dnia kicia zjadła ze smakiem przywieziony przeze mnie twarożek. Niestety ogólnie mniej jadła i piła, coraz mniej chciała się bawić a więcej spała. Pomyśleliśmy, że może to kolejny etap aklimatyzacji. W końcu to dopiero drugi dzień. Poza tym przez pół nocy mała budziła Adama chcąc się bawić. Kolejna noc znów pod znakiem zabawy ale dzień był już gorszy. Kotek spał, prawie nie jadł a kupka robiła się rzadka. Do wieczora zmieniła się w biegunkę a kotka zdążyła dwukrotnie zwymiotować. Byliśmy przerażeni. Czwartego dnia sytuacja wciąż się pogarszała. Mała już nic nie jadła i wciąż miała biegunkę. Popołudniu opatuliliśmy ją kocykiem i polecieliśmy do weterynarza. Młody lekarz zbadał kicię (temperatura, oczy, uszy, sierść, serduszko i brzuszek) i powiedział, że to prawdopodobnie zatrucie związane ze zmianą pokarmu i stresem. Zrobił trzy zastrzyki (teraz nie pamiętam już co to było ale na pewno coś przeciw odwodnieniu też), zalecił do końca dnia głodówkę a w niedzielę gotowaną rybę, wodę i zaparzane siemię lniane. W poniedziałek mieliśmy zajść na kontrolę. Mała po powrocie duużo spała. Tego dnia zaprzyjaźniła się też z psem. Ona miauknęła, on ją polizał po pyszczku, ona jego. Później Puchaty lizał ją po uszach a ona spała oparta o niego łapkami.

IMIĘ I PIERWSZY SPACER

Zgodnie z zaleceniem lekarza zjadła w ciągu dnia trochę ryby. Wieczorem niestety zrezygnowała z kolacji. Cale szczęście biegunka i wymioty skończyły się. Tego dnia otrzymała też imię. Szukaliśmy go do tej pory po różnych stronach internetowych. Zależało nam na ochrzczeniu jej imieniem wziętym z mitologii. Tak też otrzymała imię ARASKA (Imię to nosił irański demon zawiści. Jednak nie chodziło nam o znaczenie lecz brzmienie imienia).
W poniedziałek grzecznie poszliśmy rankiem do weterynarza ale pocałowaliśmy klamkę. Poranny dyżur był odwołany. Po powrocie mała siadła koło drzwi i miauczała, więc zabraliśmy ją na spacer. Araska, pomimo kropiącego lekko deszczu, wykazywała odwagę i dreptała coraz dalej od domu. Niestety nie zostaliśmy z nią długo. Wszak chora i nieszczepiona a okolica bardzo kotna. Popołudniu weterynarz dał Arasce antybiotyk i 5ml glukozy (bo znów nie chciała jeść). Dostała też pastę na odrobaczenie. W środę kolejna wizyta. Wieczorem na kolejnym spacerze mała straszyła duże psy podchodząc do nich bez strachu. Wszystko wydawało się iść ku lepszemu.

KATAR?

Mała zdrowiała. Zjadła kawałek gotowanego kurczaka, wypiła dużo wody. Na spacerze coraz śmielej się zachowywała, zagłębiła się nawet w trawę. Niestety zaczęła kichać a w nosku zrobiło się mokro. Weterynarz powiedział byśmy przyszli w środę, tak jak się umawialiśmy.
W środę kicia obudziła się sponiewierana. Załzawione oczęta, sierść wokoło posklejana, nosek brudny, kichanie i prychanie. Diagnoza – koci katar jak nic. Podobno uleczalny. Mała dostała zastrzyki (w tym również glukozę, bo od kataru jeść nie mogła), krople w oczy i do noska, po których się tak rozkichała, że krew poleciała. Weterynarz zapewniał, że tak się może zdarzyć. Przykazał przemywać oczęta i nos, zakrapiać i nakarmić jakąś papką. Pełni najgorszych przeczuć czekaliśmy na następny dzień.

ŻEGNAJ KOTKU…

Niestety było już tylko gorzej. Siedziałam u siebie w domu i z każdym kolejnym smsem coraz bardziej płakałam. Mała ledwo oddychała przez świszczący nosek, nie mogła pić, o jedzeniu nawet nie było mowy. Przy próbie załatwiania się wychodziła jej odbytnica. Męczyła się okropnie a wyglądała po prostu tragicznie. I z każdą chwilą coraz gorzej. Weterynarz szczerze powiedział, że szanse są bardzo małe. Płacząc zdecydowaliśmy się na uśpienie. Czasem myślę, że gdybyśmy dali jej jeszcze jedną szansę to dziś cieszyła by nasze oczy najpiękniejsza trzyletnia kotka pod słońcem… A tak gasła w ciszy, powoli i spokojnie, głaskana przez Adama i zapłakaną mnie…

Zawsze będziemy o Tobie pamiętać Arasko, najpiękniejsza i najmilsza kotko jaką udało mi się spotkać…

Skomentuj

*

Witaj przybyszu

shenn

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.
.
It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
.
But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

.
Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
.
shenn
.

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Kategorie

Archiwum