ZHP

Związek Harcerstwa Polskiego – hobby i służba

Bzyczek

/napisane 18 marca/

Zastęp, w którym byłam będąc młodą harcerką, miał swoją obrzędowość. Wtedy myślałam, że całkiem bogatą. Bo poza nazwą, proporcem i kroniką (co miały również pozostałe zastępy) miałyśmy jeszcze parę elementów.

Bzyczki mogły się poszczycić dużą, uroczą maskotką zastępu. Własnoręcznie uszytą, wypchaną tonami waty, o bogatej symbolice. Jej wykonanie sprawiło nam mnóstwo frajdy. Bzyczek jeździł z nami na wyjazdy. Ponad to każda z nas miała na zamknięciu kieszeni od munduru wyszytego malutkiego, kolorowego Bzyczka. Były też koszulki zastępu i piosenka. Nasza zastępowa – Karolina, mimo, że sporo od nas starsza, potrafiła nas zachęcić do podjęcia wysiłku stworzenia takiej obrzędowości. Obrzędowości, którą do dziś pamiętam. Na szafie leży duża, piękna, oprawiona w drewno kronika zastępu. Ze starymi kartkami, odziedziczona po innym zastępie. Pisana (w tamtym czasie) regularnie i starannie. Mój stary mundur, który prawie się już rozlatuje – nie wyrzuciłam go ani nie wysłałam na wschód w akcji wysyłki mundurów, ze względu na Bzyczka na kieszeni. Tuż obok munduru, w szafie, leży koszulka zastępu. Własnoręcznie wykonany emblemat z przodu i odcisk moich małych rączek z wypisanym palcami imieniem z tyłu. Proporzec gdzieś przepadł. Mam za to proporce dwóch pozostałych zastępów. I Bzyczek. Zmęczony, wyciągnięty dziś z dna szafy, potargany, w pogniecionej sukience. Gdy początkowo nie mogłam go dziś znaleźć zaczęłam czuć się nieswojo. Ale gdy wymacałam bzyczkową głowę na dnie szafy byłam przeszczęśliwa. Znów ujrzeć tę twarzyczkę uroczą, przytulić okrągły korpusik, wymiziać po włoskach. Nasz kochany Bzyczek ;-).

Wracając na ziemię. Wtedy myślałam, że mamy bogatą obrzędowość. Później dowiedziałam się, że jest jeszcze wiele innych elementów, które mogą znaleźć się w obrzędowości zastępów. Ale nigdy nie udało mi się zmotywować żadnego zastępu do działań szerszych niż posiadanie nazwy. Nie pociągało ich wymyślanie piosenki a szycie proporca budziło wstręt. Raz udało się namówić zastępy do stworzenia wizerunku graficznego. Ale nic z tego później nie wynikło. Raz powstał projekt koszulki, okrzyk i legenda. Raczej jedynie na potrzeby Turnieju Zastępów, na chwilę.

Dziś zaryzykowałam. Wyciągnęłam z szafy stary mundur z wyszytym Bzyczkiem i koszulkę zastępu. Wyszperałam kronikę innego zastępu (mniejsza gabarytowo od naszej), wyjęłam dwa proporce, znalazłam piosenkę. I Bzyczka. Celem było pokazanie jak można fajnie się zabawić w tworzenie obrzędowości. Bzyczek podbił serca dziewczyn – każda chciała go poprzytulać (mimo, że przybrudzony i śmierdzi starością). Przez chwilę był przedmiotem sporu, którego końcem było naderwanie ręki… Koszulka wzbudziła również niemałe emocje. Tak jak stary mundur (Bzyczek na nim już mnie, choć jednak trochę). Piosenka wraz z całym śpiewnikiem również („dlaczego druhna pisała ręcznie piosenki????”). W efekcie zastęp (wkrótce pod wodzą nowej zastępowej, która podjęła się tego zupełnie dobrowolnie, z własnej inicjatywy i z chęcią!) podjął decyzję o zmianie nazwy (nadanej dawno temu przez nieco inny skład) ze Świerszczy na Świetliki (tak nazywał się jeden z zastępów, których proporce przyniosłam!). Zaraz też zaczął powstawać projekt graficzny, zapadła decyzja o kronice, koszulce, oznaczeniu na mundurze (choć jeszcze bez konkretów), maskotce. Gdzieś tam zatliła się również możliwość okrzyku i piosenki. Oby ten ogień palił się na tyle długo, by udało się to wszystko zrealizować…

Warto było zaryzykować. Oraz – o ile bardziej żywy przedmiot trafia do młodego umysłu niż słowa, słowa, słowa… Zapamiętać.

Na koniec przedstawiam Wam naszego kochanego Bzyczka :D
Bzyczek

Lęk

Wędrowaliśmy z harcerzami przez las. Na szczycie wzgórza, opodal centrum miasta, na polanie między drzewami Ola R. zbierała wszystkich w krąg. Było już ciemno. Zasiedliśmy na trawie. Podniosłam gitarę, otworzyłam śpiewnik. Wzięłam jedną z zapalonych świeczek, tzw podgrzewaczy i położyłam na śpiewniku. Nie chciała współpracować, osunęła się, wosk rozlał się szeroką plamą, pobrudził trawę i śpiewnik. Wzięłam drugą, ustawiłam w końcu wszystko odpowiednio i na chwilę zapatrzyłam się w ogień. Zaraz potem odwróciłam się na moment. Ponad drzewami rosnącymi na stoku wzgórza otwierał się widok na centrum miasta. Gdzieś daleko z nieba spadł kształt świecący, podobny do płyty CD. Powiedziałam o tym siedzącemu przy mnie Piotrkowi ale za chwilę wytłumaczyłam sama siebie, że przecież zapatrzyłam się wcześniej w krąg światła dawany przez świeczkę i pewnie wzrok mnie okłamuje porażony światłem. Lecz zaraz ujrzeliśmy ognisty wybuch dokładnie tam, gdzie spadł ten kształt. Ogień wybuchu, pomarańczowo czerwony, podobny ogniom spawalniczym, fajerwerkom, sięgał wysoko, lecz szybko się skończył. Usłyszeliśmy dudnięcie. Niskie, przenikające na wskroś, wbijające się do mózgu, będące mózgiem, ciałem, wstrząsem. Dudnięcie z zewnątrz, z wewnątrz, zewsząd. Zaraz zatrząsł się widziany z polany kościół ceglany w centrum miasta. Zatrząsł się dziwnie i runął. Krzyki, szepty, rozmowy i ogólne poruszenie miasta wywołane wybuchem zmieniło się w jęk westchnienia i zamilkło. Słyszałam ciszę całego miasta. Ten moment tuż po katastrofie, gdy zamiera wszystko. Cisza przenikała, cisza żyła. Byliśmy ciszą. Całe miasto zespolone w ciszy, w niemym jęknięciu. Cicho powiedziałam ‘to kościół mariacki’, choć może tylko pomyślałam. Po ułamku sekundy zawaliły się jeszcze dwie secesyjne kamienice, żółta i niebieska. Już zaraz, za moment miały odezwać się dźwięki karetek, krzyki mieszkańców. Czekaliśmy w ciszy. W ciszę zaklęci. Jedną ciszą będąc. A może dopiero wtedy wybrzmiało to dudnięcie.

-

Obudziłam się. Nagle. Nie otwierając oczu. Bardzo się bałam. Dudnięcie wybrzmiewało w mojej głowie a ja nie mogłam się ruszyć. Przerażona próbowałam zrozumieć to, co się wydarzyło. Próbowałam poruszyć rękami, nogami, otworzyć oczy. W końcu się udało. Jeszcze przez pewien czas czułam ten lęk i nie mogłam zasnąć.

-

Teraz próbuję szukać wytłumaczenia poszczególnych elementów. Walący się kościół to obalona wieża z ukończonej książki, świeczki, śpiewnik, gitara i polana to piątkowa zbiórka drużyny, na której były tylko dwie osoby. Nie wiem skąd wzięła się reszta. Z jakich głębokich zakamarków pamięci wygrzebał je mój mózg i poskładał przedziwnie w całość. I skąd ten przejmujący dźwięk i przenikająca cisza, lęk, który zniewala…

Sny, sny, sny przewrażliwione

Śniło mi się (poza czterema trupami ludzkimi w lesie, w tym trzema bez twarzy i jednym bez głowy… [co na to pan Freud?] i wieloma innymi snami), że na zbiórkę zastępu przyszła cała drużyna (a nawet więcej) i nie wiedziałam, co z nimi zrobić. Poza tym zupełnie mnie nie słuchali i strasznie rozrabiali. Próbowałam tak, siak, owak i nic. W końcu zdesperowana zaczęłam prowadzić musztrę. I tu też porażka. Część schowała się pod stołem, pozostali dostali głupawki lub wpadli w jakieś otępienie a mi łzy w oczach stanęły i wyszłam z sali…

Pamiętam, gdy będąc małym harcerzem, drużynowa opowiadała nam, że miewa właśnie takie sny. Że gdzieś wędrujemy i nikt nie chce się jej słuchać, że robimy jakieś głupstwa lub niebezpieczne rzeczy a ona nic nie może na to poradzić. Że ona krzyczy a my jej nie słyszymy. Pamiętam, że wtedy wszyscy się z tego śmialiśmy, bo wydawało nam się, że druhna jest przewrażliwiona a cała sytuacja była taka zabawna.

Pamiętam, jak szybko zaczęłam miewać takie sny, gdy zostałam druhną…

2010 rok w zdjęciach – III kwartał

Troszkę się opóźniam z tym wszystkim… wybaczcie.

LIPIEC

Lipiec był gorący i zupełnie nudny pod względem zdjęciowym.

Rondel

Upały powodowały rozkładanie się kotów gdziebądź w jakiejkolwiek pozie, byle jak najbardziej rozciągniętej lub sflaczałej. Wszelkie koce straciły na znaczeniu, najlepsza była podłoga. Na zdjęciu Rondel pokazujący, jak mu jest okropnie gorąco.
Continue reading

Ciekawa promocja krwiodawstwa

Trafiłam dziś na blipowy wpis o treści: „A co tam! Każdy,kto oddaje honorowo #krew,otrzyma ode mnie za darmo licencję na #Social-Slider Pro:) Wystarczy podesłać zdjęcie pieczątki z ostatniego oddania:)„. Wskakując na stronę autora przeczytałam ten wpis. Myślę, że to świetna akcja, za którą należą się autorowi wielkie brawa :-).

Wymieniłam z autorem również kilka słów. Gratulując pomysłu rzekłam, że wtyczka jednak nie dla mnie a później dodałam, że nasz harcerski klub pozdrawia. Okazało się, że autor jest z Zielonogórskiego Hufca ZHP! Jak to autor rzekł: „świat jest mały i pełen harcerzy :D„. O tak, zdecydowanie. Tylko dobrze się maskują ;)

Witaj przybyszu

shenn

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.
.
It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
.
But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

.
Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
.
shenn
.

Kalendarz

Maj 2012
P W Ś C P S N
« kwi    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Kategorie

Archiwum