Strach ogranicza
/…/ nie tylko komputery szkodzą fizycznemu rozwojowi dzieci, ale także lęk szkół przed odpowiedzialnością prawną, gdyby dziecku coś się stało. “Upadek z drzewa był dla dziecka dobrą lekcją, jak się pozbierać z ziemi i nauczyć wspinaczki. Obecnie lęk przed postępowaniem sądowym powoduje, że dzieci w ogóle powstrzymuje się od wspinania” /…/
I to jest właśnie to, o czym ostatnio z paroma osobami rozmawialiśmy. Ogranicza nas strach. Obszernym tematem jest, dlaczego ten strach się pojawia. Ale o tym kiedy indziej. Jeśli macie jakieś spostrzeżenia – piszcie.
(fragment pochodzi z tego artykułu)
Kolejne książki 2011 – hurtowo
Na początek, zgodnie z życzeniem A., który ostatnio miał do mnie pretensje, ostrzegam, że opisy książek mogą zawierać spojlery ;).
2. Marek Kudasiewicz “Obrzędowy piec”
Dojrzałam na półce w biurze Hufca i podharcerzyłam na pewien czas. Pozycja obowiązkowa dla drużynowych a przede wszystkim dla zastępowych! Dlaczego nikt wcześniej mi jej nie podpowiedział??? Niesamowite spojrzenie na obrzędowość zastępów, drużyn, obozów. Warto, warto, warto.
3. Art Spiegelman “Maus – opowieść ocalałego. Cz. pierwsza – Mój ojciec krwawi historią”
4. Art Spiegelman “Maus – opowieść ocalałego. Cz. druga – I tu się zaczęły moje kłopoty”
Przeczytane gdzieś w międzyczasie, ale dla rachunku nadaję im te numery. Adam przyniósł te dwa komiksy z pracy na pewien czas. Oczywiście sięgnęłam po nie wtedy, kiedy chciał je już oddać ;). Sięgnęłam od niechcenia, by sprawdzić co też takiego komiksowego mój luby czyta. I wciągnęłam się…
Art, próbując zrozumieć swojego ojca – żyda ocalałego z Holocaustu, zaczyna z nim wywiad. Na papier przelewa wydarzenia sobie teraźniejsze i opowieści ojca, w formie komiksu, w którym każda nacja przedstawiona jest jako zwierzęta. Żydzi są myszami, Niemcy kotami, Polacy świniami itd. Ciekawa publikacja oferująca inne spojrzenie na II Wojnę Światową. Sporo informacji na temat tych komiksów podaje Wikipedia. Moim zdaniem warto je wziąć do ręki.
5. Karolina Piekarska “Tropiciele”
6. Karolina Piekarska “Dzika”
Dwie książki polecone przez pewną druhnę a traktujące o harcerzach starszych. W zasadzie to o gimnazjalistach, którzy trafili do drużyny harcerskiej, przez co mają przygody, przyjemności i nieprzyjemności. Ciekawa lektura. Mam nadzieję, że wyciągnęłam z niej to, co miałam wyciągnąć, jako instruktor. A książka przede wszystkim właśnie dla gimnazjalistów.
7. Heather Gudenkauf “Ciężar milczenia”
Już miałam wychodzić z biblioteki, ale ciągle wydawało mi się, że wzięłam za mało książek. Pokręciłam się trochę przy stoliku z nowościami i niedawno oddanymi książkami i mój wzrok padł na okładkę z dziwnym tytułem i obrazkiem pleców małej dziewczynki chowającej za sobą łańcuszek z nutką. Zaintrygował mnie na tyle, że przeczytałam tył – “… Dwie rodziny odkryły puste łóżka swoich córek. Calli i Petra, nierozłączne przyjaciółki, znikły w nocy z domów. Siedmioletnia Calli Clark trzy lata temu zamknęła się w świecie ciszy po tragicznym wydarzeniu, którego była świadkiem w rodzinnym domu. /…/ Odpowiedź jest ukryta w ciszy przemilczanych, rodzinnych sekretów.” Książka zaklasyfikowana jako thriller psychologiczny. Nawet trochę się thrillowałam podczas czytania. Jednak osoba biorąca tę książkę do ręki musi być przygotowana na bardzo specyficzny sposób prowadzenia narracji. Krótkie rozdziały, każdy opowiadany przez inną osobę. Język szorstki, jak stary sweter, choć może to raczej wina tłumaczenia. Dobra historia, z napięciem. Inteligentny czytelnik dość szybko zorientuje się, w którą stronę przechyla się rozwiązanie zagadki, choć mimo wszystko można trochę się zaskoczyć. I jak zawsze przy takich historiach człowiek zaczyna zastanawiać się, jak można było do tego nie dopuścić…
8. Nobara Nonaka “Pamiętnik Kociłapki” tom 1 (komiks japoński)
Dostałam tę książkę kiedyś od A. na poprawę humoru. Ale przez długi czas nie tknęłam jej nawet. A. przeczytał zaśmiewając się a ja nie miałam ochoty. W końcu jednak sięgnęłam. Krótkie paski komiksowe, oczywiście od góry do dołu i od prawej do lewej, traktujące o zwyczajach i humorkach pewnego kota i jego właścicielki. Nawet zabawne ;).
9. Andrzej Pilipiuk “Oko jelenia, cz 1 – Droga do Nidaros”
Jeśli komuś za reklamę nie wystarczy autor, to na pewno skusi się po przeczytaniu tylnej okładki, gdzie napisane jest, że “Zaczyna się jak u Hitchcocka. W dodatku nie od trzęsienia, lecz od zagłady ziemi. A potem… napięcie wciąż rośnie. Występują: -kosmiczni nomadzi, którzy rąbnęli 5 ton książek razem z opakowaniem, czyli gmachem Biblioteki Narodowej (…)“. Bardzo dobra opowieść i na pewno sięgnę po kolejną część!
10. Max Brooks “Zombie survival. Podręcznik obrony przed atakiem żywych trupów”
Książka pożyczona nam przez P., który się nią po prostu zachwycał. Rzeczywiście jest ciekawa. Napisana jest tak, że w pewnym momencie już nie wiadomo, czy autor się zgrywa, czy może jednak naprawdę wierzy w nadchodzącą epidemię zombizmu. Zaczyna się od profesjonalnych informacji na temat wirusa zombizmu, cech fizycznych zombiaków i ich możliwości oraz zachowań, później wzmianka o rodzajach epidemii i sposobach jej wykrywania. Następnie obszerna część dotycząca przeróżnych rodzajów broni i wyposażenia oraz ich przydatności w walce, sposobów i strategii obrony i ucieczki (przydatność miejsc i budynków, sposoby poruszania się) a nawet ataku. Kilkadziesiąt dobrych rad na przetrwanie. Wszystko poparte przykładami z historii, których multum zawiera ostatni rozdział. I potem człowiek zaczyna się oglądać przez ramię a w autobusie czuje się niepewnie ;).
11. Haruki Murakami “Po zmierzchu”
Popularny ostatnio pisarz. Dwie książki wypożyczyłam na prośbę Taty, ale gdy oboje rodzice je przeczytali, sama po nie sięgnęłam. Znów dziwny sposób narracji. Jednak tym razem nie chodzi o różnych narratorów tylko o sposób istnienia narratora. Jakby był zawieszonym w powietrzu rojem muszek o wspólnym umyśle. “Patrzymy na miasto. (…) Nasz wzrok wyławia miejsce, w którym jest skupisko świateł i koncentruje się na nim. Spokojnie obniża się ku temu punktowi. (…) Przebiegamy restaurację wzrokiem i nasze oczy zatrzymują się na dziewczynie siedzącej przy oknie. Dlaczego na niej? Dlaczego nie na kimś innym? Nie wiemy, z jakiej przyczyny. Ale ta dziewczyna przyciąga nasze spojrzenie.” Warto przeczytać choćby dla samego poznania tego przedziwnego sposobu narracji. Oczywiście pisarz pochodzi z zupełnie innego kręgu kulturowego i to kolejny powód, dla którego warto sięgnąć po książkę. Jednak daleka byłabym od tej światowej euforii. Sama historia jest interesująca, choć wbrew oczekiwaniom nie dąży do rozwiązania w ten sposób. Jest bardziej studium pewnej przemiany.
12. Frank Herbert “Dzieci diuny”
Trzecia część kultowej sagi o niegościnnej planecie zwanej Diuną. Minęło dziewięć lat od odejścia Paula na pustynię. Jego przednarodzone dzieci muszą podjąć niebezpieczną grę, by uratować planetę, siebie i ród Atrydów. Regencja bowiem jest bardzo pociągająca a procesy ekologicznej przemiany, mimo wszystko mogą spowodować nieszczęście. Niestety znów żegnamy się z kilkoma bohaterami. Władza jest bowiem niebezpieczna i bezwzględna. A cała książka wciągająca, piękna i urzekająca, jak obydwie poprzednie części. Z niecierpliwością czekam na kolejną. Naprawdę warto przeczytać Diunę i poznać ten świat.
13. Haruki Murakami “Sputnik Sweetheart”
Kolejna książka Murakamiego. Tym razem pisana (tłumaczona?) bardziej po “naszemu”. Według okładki to opowieść o samotności. Zdecydowanie tak. Ale też o przemianach, które odbywają się w naszym życiu z powodu napotkanych osób. Nieświadome zmiany, jak trajektorie dwóch mijających się ciał niebieskich, które swoim przyciąganiem zaburzają sobie nawzajem trasę wędrówki przez kosmos. Czy mogę napisać, że podobała mi się ta książka, jeśli zupełnie nie zrozumiałam ostatniego akapitu? Nie wiem, co autor miał na myśli. Coś mi tam świta, ale pewności brak… Czytało się jednak bardzo przyjemnie.
Ostatnie książki 2010 roku
Płynąc na fali wczorajszego wydarzenia (o którym napiszę osobno) zasiadam do spisania przeczytanych książek. Bo aż wstyd, że maj się już kończy a tu 2010 jeszcze nie zakończony. Otóż na koniec roku przeczytałam:
33. Terry Pratchett “Świat finansjery”
Znany nam z “Going postal” (Piekło pocztowe) bohater doprowadził pocztę do stanu świetnie działającej instytucji. I zaczął się nudzić. Taki charakter. Dlatego też niezawodny Vetinari znów wkroczył do akcji (choć prawdę mówiąc, nigdy z niej nie wychodzi) i Moist von Lipwig poznał siłę pieniądza. Cała konstrukcja książki mocno przypomina Piekło pocztowe. Co prawda akcja wciąga, jest ciekawa, błyskotliwa, ale gdzieś z tyłu głowy co jakiś czas odzywa się właśnie to uczucie – że to podobny schemat. Chętnie jednak przeczytałabym jeszcze jedną książkę o podobnym schemacie – jak Moist ratuje polską służbę zdrowia ;).
34. Frank Herbert “Mesjasz Diuny”
Druga część cyklu Kroniki Diuny. Szczerze mówiąc trochę się bałam biorąc do ręki tę książkę. Obawiałam się, że okaże się gorsza od Diuny i że zepsuje mi to całą przyjemność z odwiedzin na Arrakis. Początkowo czytało mi się ją ciężko. Nie porywała tak jak pierwsza część. Jednak dość szybko zaczęła się rozkręcać. Paul orientuje się, że pewne jego decyzje podjęte po objęciu tronu nie skończą się dobrze, jeśli nie podejmie odpowiednich kroków. Ja nie jestem Kwisatz Haderach a zorientowałam się już wcześniej ;). Pojawia się spisek (nie jeden!), morderstwo, okaleczenie, wskrzeszenie (kadzie aksolotlowe – niesamowita rzecz), miłość, śmierć (to coś, czego Herbert nam nie oszczędza – znów żegnamy się z postaciami, z którymi nie chcielibyśmy się żegnać…) i trudna, wstrząsająca decyzja. Ostatnie kilkadziesiąt stron obfituje w taką mnogość wstrząsających wydarzeń, że byłam mocno poruszona i po pewnym czasie jeszcze raz musiałam przeczytać końcówkę, by więcej zrozumieć, by wyłuskać informacje z emocji, które mną targały za pierwszym razem.
35. Antologia “Jedenaście pazurów”
Zbiór opowiadań dotyczących kotów, z kotami jako bohaterami, bądź występującymi gdzieś w tle. Z przedmową Sapkowskiego, dotyczącą kotów oczywiście. Opowiadania są bardzo różnego gatunku. Jedne podobały mi się bardziej, inne mniej. Cała antologia warta polecenia :).
36. Sir Robert Baden-Powell “Wędrówka do sukcesu (Rovering to Success)”
Określana jako trzecia z książek trylogii skautowej. Mniemam, że pierwszą z nich jest Scouting for boys, jednak nie mogę znaleźć informacji o tej drugiej… W każdym razie jest to książka dla skautów starszych – wędrowników. Mówi o życiu i jest nadal w większości zadziwiająco aktualna. Must-read dla każdego instruktora, jeśli nie dla każdego wędrownika nawet. Ja na pewno jeszcze do niej wrócę.
37. Simon Tofield “Kot Simona. Za płotem”
I ostatnia z pozycji w 2010 roku. Co prawda zupełnie obrazkowa, ale kto powiedział, że komiksy bez słów się nie liczą? ;). Druga część przygód kota bez imienia, posiadającego niejakiego Simona. Kot przekracza płot. Ma wiele przygód, spotyka różne stworzenia, by na koniec powrócić zmęczonym do domu. Jak zwykle przeurocze obrazki, pełne humoru.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o 2010 rok :-)
37 książek z zalecanych 52 to ok 71%, więc nawet nie 3/4. 0,7 książki na tydzień. Może w 2011 poprawię statystyki ;).
Migawki z Warszawki
Było słownie, to będzie i obrazowo. Kilka zdjęć z weekendowego wypadu do Warszawy:
Idzie sobie człowiek ulicą a tam Premier. Oto Donek:

Druh Bardzo-Sympatyczny-Komisarz-Zagraniczny hm Rafał Bednarczyk ze swoim “maczkiem”. Po prawej nieznana mi druhna oraz druh zastępca Przewodniczącego:

Continue reading
Spotkania na najwyższym szczeblu
Warszawa nocą jest jednak nawet przyjemna. Pomnik Małego Powstańca, linia dawnego muru getta, pomnik ofiar katyńskich i innych z tego okresu, Stare Miasto (stare miasto, wiernie ciebie będziem strzec…), zamek, Barbakan, puste ulice, pełne metro. Miejsce, gdzie stał krzyż ;). Moja niechęć do tego miasta poszła spać wraz z większością obywateli.
Nieco wcześniej zakończyły się długie i emocjonujące warsztaty dla drużynowych dotyczące strategii ZHP. Finanse, struktura, medialność (czyli jak nas widać) itp. Sceptycznie nastawiona do warsztatów trafiłam do obszaru finansów. Zajęliśmy się składkami, dodatkowymi funduszami, potrzebami finansowymi drużyn. Dyskusja była burzliwa i ciekawa. Znów, zupełnie jak na warsztatach z metodyk na Zlocie, zobaczyłam, że moje problemy nie są odosobnione ale inni mają też inne problemy. Poznaliśmy swoje sposoby radzenia sobie z tymi problemami, jakże różne w różnych środowiskach. Niektóre całkiem szokujące dla mnie (zryczałtowana opłata od drużyny). Zresztą we wszystkich omawianych obszarach pojawiło się wiele ciekawych wniosków i problemów do rozwiązania. Niesamowity prowadzący- hm Rafał Bednarczyk (który powitał nas siedzzac przy maczku i iphone;)) podnosił poziom dyskusji. Później nadszedł czas na pytania do druhny Naczelnik i druha zastępcy Przewodniczącego a także do ww. Komisarza Zagranicznego – tu pojawiło się pytanie o członkostwo w WOSM i WAGGGS. O wysokie opłaty i korzyści, o których wie bardzo niewielu. Jak zwykle opanowana i rzeczowa Naczelniczka, rozemocjonowany Przewodniczący i harcerze, którzy proszą o jeszcze pół, ćwierć pytania, po czym, po uzyskaniu zgody, rozbawiają publikę słowami “to ja mam dwa pytania”;). Zapisywanie się na listę chętnych do opiniowania propozycji zmian i prywatna rozmowa z Naczelniczką o temacie kleszczy, który wcześniej podniosła na forum. Druhna skojarzyła nasz bajecznie zadłużony Hufiec (to chyba jednak nie powód do dumy) i spytała po prostu – dlaczego nie pisałam wyżej z prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemu. Nie przyszło mi to do głowy. Do tego wyjazdu GieKa i reszta “góry” wydawała mi się ciałem niedostępnym, obwarowanym i nie przyjmującym wiadomości od jakiś tam szaraczków drużynowych… Druhna załatwiła mi rozmowę z druhem hm Krzysztofem Budzińskim, odpowiedzialnym za tę akcję a ten również był zdziwiony, że nie spytałam wyżej, tylko zrezygnowałam po pierwszej negatywnej dla nas odpowiedzi… W efekcie może jeszcze da się coś ugrać.
Jeszcze wcześniej odwiedziliśmy Muzeum Powstania Warszawskiego. Mieliśmy zaledwie niecałe dwie godziny. W tym czasie zdążyłam pobieżnie przejrzeć całe muzeum. To wystarczyło, by poruszyć mnie do głębi… Będę musiała tam koniecznie wrócić. W tym biegu znaleźliśmy chwilę, by wejść do kanału. Nie potrafię opisać słowami tych wszystkich emocji, które kłębiły się w mojej głowie podczas tego krótkiego przejścia, jak i po nim. Ciemność, ciasne korytarze, tajemnicze rozgałęzienia. Plusk wody i nieco przestraszone głosy przed nami. I wyobraźnia. Brud, woda, szczury, smród, odgłosy bombardowań i pożarów, strach przed zdemaskowaniem. Przecież w razie czego nie było jak uciekać. Jeden granat, jeden strzelec, benzyna i zapałka i koniec nadziei i życia. Podziwiam tych wszystkich, którzy brali udział w powstaniu i wszelkich działaniach przeciw okupantom. Podziwiam determinację, siłę, wiarę i niezłomność. Podziwiam umiłowanie Ojczyzny. I chciałabym, w momencie zagrożenia, być choć w części taka jak oni…
Rankiem zebraliśmy się leniwie i wsiedliśmy, jak sardynki, do samochodów druhów z GieKi. Przybyliśmy na płac Piłsudskiego, pod Pomnik Nieznanego Żołnierza. Dowiedzieliśmy się, że Prezydent rzeczywiście nie obejmie dziś protektoratu nad organizacjami harcerskimi, miedzy innymi z tego powodu, iż jest to zły czas dla nas na rozgłos i szum. Protektorat obejmie, ale w późniejszym terminie. Dziś natomiast miał się pojawić na zakończeniu rajdu Arsenał, w 68 rocznicę bohaterskiego czynu odbicia więźniów z rąk gestapowców. Miał się pojawić i poświęcić nam chwilkę oraz cyknąć fotkę. Fotka była ale chwilka to kilka uscisnięć dłoni (nie załapałam się) i tyle. Później jeszcze, po kręgu, spotkaliśmy się w naszym gronie z Naczelniczką, zastępcą i Komisarzem. Wręczenie listów gratulacyjnych, uściśnięcie dłoni Naczelniczce, salut. Potem kilka ciepłych słów o tym, że najważniejszy z kadry w organizacji jest drużynowy i nikt nie powinien o tym zapominać… Według pierwotnego planu miał się odbyć obiad zapewniamy przez kanceliarię Prezydenta. Z powodu nie obejmowania protektoratu obiad również się nie odbył. GieKa jednak zabrała nas do KFC na wyżerkę;). Podjechalam z druhem Krzysztofem rozmawiajać o sprawie kleszczy. Jest pewna szansa. W każdym razie usiąść z Naczelniczką przy jednym dużym stole w KFC i razem obgryzać kurczaki trzymane w rękach, rozmawiając o przeróżnych tematach, od księgowości w Choragwiach, po jej siostrzeńców, to ciekawe przeżycie. Osobiście podziękować, zapewnić, że było warto, choć wcale nie czuje się tym najlepszym w środowisku…
.
Na koniec okazało się, że nie było jeszcze żadnej atrakcji, wiec grupa, która udawała się do auta, w którym był również mój plecak, zniknęła mi z oczu. Wszystko dlatego, ze rozładował mi się telefon i musiałam umówić się z dh. D. gdzie się spotkamy (miał plecak w innym miejscu). Poleciałam więc na parking, gdzie ostatni raz widziałam mój dobytek. Jednak tam go nie było. Przyszło mi do głowy, że może M. przeparkował auto koło KFC i dlatego mi gdzieś zniknęli. W obcym mieście, bez telefonu, bez znajomosci żadnego przydatnego numeru na pamięć, bez dobytku. Byłam blisko spanikowania. Jeszcze przyszło mi do głowy cofnięcie się ten kawał drogi do KFC i już szłam w tamtą stronę, gdy pokazał się poszukiwany samochód. Kierowca również nieco spanikował i już uruchamiał jakieś sposoby zaradzenia, ale wszystko dobrze się skończyło. Uff ;))
Ostatnie komentarze