Z głębokości wołam
Na razie tak będzie. Szarości, pustka. Jak we mnie. I tylko nie wiem, co tam na górze robi “carpe diem”, skoro od dawna już nie aktualne, że życie przecieka przez palce. Niby życie do przodu, niby nowe sprawy, rzeczy, historie, a jednak coraz bardziej w tyle. Niby się chce coś robić, niby nowe pomysły, ale ta niemoc coraz większa i nie pozwala na nic. I tylko wieczorami dobija świadomość, że kolejny dzień za mną, dzień, z którego nic nie wynikło. Kolejne przegrane sprawy. Czasem usprawiedliwiam się, że przecież tyle pracy i nie ma na nic czasu, ale jak tylko czas będzie to… Ale teraz mam trochę czasu i nic się nie zmienia. Tak ogólnie mam wrażenie, że od dawna nic się nie dzieje. Że wszystko, co miało być, już było. Że teraz już tylko jakoś przeczekać, byle do jutra i do jutra i do jutra. Boję się marzyć, bo nie zasługuję na spełnienie. Boję się, że im bardziej się zaangażuję tym bardziej będzie bolało “nie”. Boję się podejmować decyzje, bo i tak będą złe, bo się nie znam i za tępa jestem, by się poznać. Więc nie umiem, więc pytam, więc się złoszczę. Lepiej przeczekać, nie szaleć, jakoś to będzie. Wiem wiem, że przecież to nie tak, tylko inaczej, że można, że trzeba, że należy to, siamto, owamto. Wiem, ale co z tego? To tylko puste słowa, teorie a życie gdzieś sobie poszło. Zresztą, nie wiem, po co to piszę, skoro i tak wszyscy będą wiedzieć lepiej.
Żyć pomimo przeciwności
i cieszyć się tym życiem. Brać przykład z kociaka ;)
Zawiedzione nadzieje
Czarodziejka zasiadła przy swym sekretarzyku (tak tak, czarodziejki też mają sekretarzyki, zawalone papierami i tajemniczymi miksturami, futerkami wiewiórek i pękami ziół…), wzięła kota na kolana i zadumała się. Już wkrótce Święto Wolności – dzień, w którym reprezentanci plebsu mogą dokonać wyboru nowego Króla i jego świty. Dzień, w którym poprzedni Król i jego świta muszą zdać sprawozdanie ze swojej działalności.
Wybór Króla był prosty. Według Czarodziejki niewiele było osób zdolnych choć trochę zaszkodzić kandydaturze obecnego Króla. Czarodziejkę martwiła jej osoba. Czarodziejka nie sprawdziła się w swej roli. Zaniedbała swoje obowiązki. Nie wykazała się. W zasadzie niczym. Zawiodła pokładane w niej nadzieje. I to było najsmutniejsze… Wcale nie to, że będzie musiała zwrócić srebrną szarfę. Nawet nie to, że być może Lord Władzemord zada jej kilka trudnych pytań (choć tego bardzo się obawiała). A właśnie to, że tak naprawdę nie dorasta do pięt wyobrażeniu, które inni mają o niej. I zawodzi. Każdego…
Czarodziejka, ogarnięta smutkiem, westchnęła i zabrała się do przeglądania pergaminów dotyczących Święta.
Be a kid again
Porządkuję dyski, znajduję różne głupoty. Wśród nich parę rad, by znów stać się dzieckiem. Najbardziej urzekające:
- Walk barefoot in wet grass
- Step carefully over sidewalk cracks
- Kiss a frog, just in case
- Have someone read you a story
- Find some pretty stones and save them
- Make cool screeching noises every time you turn a corner
- Give yourself a gold star for everything you do today
Czas wprowadzić w życie, choć na chwilę. Może to nas uratuje.
Miara sukcesu
Co jest miarą dobrego instruktora? Czy dzieciaki chętne do pracy, mądre, zdobywające sprawności i stopnie? Czy liczna drużyna, z której wychodzą nowe drużyny? Czy autorytet i posłuch u podopiecznych? Czy dobre relacje z rodzicami dzieci? Czy wychowany następca a może kilku? Czy prawdziwe samowychowanie się dzieciaków w zastępach pod dyskretnym okiem wychowawcy? Czy dorastający ludzie, na ktorych można polegać? Czy to, co widać, co buduje zethap? Czy dobre zmiany w charakterach tych dzieciaków? Czy ich sukcesy w prywatnym życiu? Czy dobro, które czynią, bo tak się nauczyły tutaj? Czy to, że zostają tutaj i dają to, czego się nauczyły, kolejnemu pokoleniu, czy może to, że idą sobie w świat wzbogacone i nie zostaje po nich nic prócz wspomnień? Czy dobra z nimi relacja, gdy już odejdą? …
Cokolwiek z wymienionych jest tą miarą, ja tego nie mam lub nie widzę. A jeśli żadne z powyższych, to co nią jest?
Ostatnie komentarze