Migawki z Warszawki
Było słownie, to będzie i obrazowo. Kilka zdjęć z weekendowego wypadu do Warszawy:
Idzie sobie człowiek ulicą a tam Premier. Oto Donek:

Druh Bardzo-Sympatyczny-Komisarz-Zagraniczny hm Rafał Bednarczyk ze swoim “maczkiem”. Po prawej nieznana mi druhna oraz druh zastępca Przewodniczącego:

Continue reading
Spotkania na najwyższym szczeblu
Warszawa nocą jest jednak nawet przyjemna. Pomnik Małego Powstańca, linia dawnego muru getta, pomnik ofiar katyńskich i innych z tego okresu, Stare Miasto (stare miasto, wiernie ciebie będziem strzec…), zamek, Barbakan, puste ulice, pełne metro. Miejsce, gdzie stał krzyż ;). Moja niechęć do tego miasta poszła spać wraz z większością obywateli.
Nieco wcześniej zakończyły się długie i emocjonujące warsztaty dla drużynowych dotyczące strategii ZHP. Finanse, struktura, medialność (czyli jak nas widać) itp. Sceptycznie nastawiona do warsztatów trafiłam do obszaru finansów. Zajęliśmy się składkami, dodatkowymi funduszami, potrzebami finansowymi drużyn. Dyskusja była burzliwa i ciekawa. Znów, zupełnie jak na warsztatach z metodyk na Zlocie, zobaczyłam, że moje problemy nie są odosobnione ale inni mają też inne problemy. Poznaliśmy swoje sposoby radzenia sobie z tymi problemami, jakże różne w różnych środowiskach. Niektóre całkiem szokujące dla mnie (zryczałtowana opłata od drużyny). Zresztą we wszystkich omawianych obszarach pojawiło się wiele ciekawych wniosków i problemów do rozwiązania. Niesamowity prowadzący- hm Rafał Bednarczyk (który powitał nas siedzzac przy maczku i iphone;)) podnosił poziom dyskusji. Później nadszedł czas na pytania do druhny Naczelnik i druha zastępcy Przewodniczącego a także do ww. Komisarza Zagranicznego – tu pojawiło się pytanie o członkostwo w WOSM i WAGGGS. O wysokie opłaty i korzyści, o których wie bardzo niewielu. Jak zwykle opanowana i rzeczowa Naczelniczka, rozemocjonowany Przewodniczący i harcerze, którzy proszą o jeszcze pół, ćwierć pytania, po czym, po uzyskaniu zgody, rozbawiają publikę słowami “to ja mam dwa pytania”;). Zapisywanie się na listę chętnych do opiniowania propozycji zmian i prywatna rozmowa z Naczelniczką o temacie kleszczy, który wcześniej podniosła na forum. Druhna skojarzyła nasz bajecznie zadłużony Hufiec (to chyba jednak nie powód do dumy) i spytała po prostu – dlaczego nie pisałam wyżej z prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemu. Nie przyszło mi to do głowy. Do tego wyjazdu GieKa i reszta “góry” wydawała mi się ciałem niedostępnym, obwarowanym i nie przyjmującym wiadomości od jakiś tam szaraczków drużynowych… Druhna załatwiła mi rozmowę z druhem hm Krzysztofem Budzińskim, odpowiedzialnym za tę akcję a ten również był zdziwiony, że nie spytałam wyżej, tylko zrezygnowałam po pierwszej negatywnej dla nas odpowiedzi… W efekcie może jeszcze da się coś ugrać.
Jeszcze wcześniej odwiedziliśmy Muzeum Powstania Warszawskiego. Mieliśmy zaledwie niecałe dwie godziny. W tym czasie zdążyłam pobieżnie przejrzeć całe muzeum. To wystarczyło, by poruszyć mnie do głębi… Będę musiała tam koniecznie wrócić. W tym biegu znaleźliśmy chwilę, by wejść do kanału. Nie potrafię opisać słowami tych wszystkich emocji, które kłębiły się w mojej głowie podczas tego krótkiego przejścia, jak i po nim. Ciemność, ciasne korytarze, tajemnicze rozgałęzienia. Plusk wody i nieco przestraszone głosy przed nami. I wyobraźnia. Brud, woda, szczury, smród, odgłosy bombardowań i pożarów, strach przed zdemaskowaniem. Przecież w razie czego nie było jak uciekać. Jeden granat, jeden strzelec, benzyna i zapałka i koniec nadziei i życia. Podziwiam tych wszystkich, którzy brali udział w powstaniu i wszelkich działaniach przeciw okupantom. Podziwiam determinację, siłę, wiarę i niezłomność. Podziwiam umiłowanie Ojczyzny. I chciałabym, w momencie zagrożenia, być choć w części taka jak oni…
Rankiem zebraliśmy się leniwie i wsiedliśmy, jak sardynki, do samochodów druhów z GieKi. Przybyliśmy na płac Piłsudskiego, pod Pomnik Nieznanego Żołnierza. Dowiedzieliśmy się, że Prezydent rzeczywiście nie obejmie dziś protektoratu nad organizacjami harcerskimi, miedzy innymi z tego powodu, iż jest to zły czas dla nas na rozgłos i szum. Protektorat obejmie, ale w późniejszym terminie. Dziś natomiast miał się pojawić na zakończeniu rajdu Arsenał, w 68 rocznicę bohaterskiego czynu odbicia więźniów z rąk gestapowców. Miał się pojawić i poświęcić nam chwilkę oraz cyknąć fotkę. Fotka była ale chwilka to kilka uscisnięć dłoni (nie załapałam się) i tyle. Później jeszcze, po kręgu, spotkaliśmy się w naszym gronie z Naczelniczką, zastępcą i Komisarzem. Wręczenie listów gratulacyjnych, uściśnięcie dłoni Naczelniczce, salut. Potem kilka ciepłych słów o tym, że najważniejszy z kadry w organizacji jest drużynowy i nikt nie powinien o tym zapominać… Według pierwotnego planu miał się odbyć obiad zapewniamy przez kanceliarię Prezydenta. Z powodu nie obejmowania protektoratu obiad również się nie odbył. GieKa jednak zabrała nas do KFC na wyżerkę;). Podjechalam z druhem Krzysztofem rozmawiajać o sprawie kleszczy. Jest pewna szansa. W każdym razie usiąść z Naczelniczką przy jednym dużym stole w KFC i razem obgryzać kurczaki trzymane w rękach, rozmawiając o przeróżnych tematach, od księgowości w Choragwiach, po jej siostrzeńców, to ciekawe przeżycie. Osobiście podziękować, zapewnić, że było warto, choć wcale nie czuje się tym najlepszym w środowisku…
.
Na koniec okazało się, że nie było jeszcze żadnej atrakcji, wiec grupa, która udawała się do auta, w którym był również mój plecak, zniknęła mi z oczu. Wszystko dlatego, ze rozładował mi się telefon i musiałam umówić się z dh. D. gdzie się spotkamy (miał plecak w innym miejscu). Poleciałam więc na parking, gdzie ostatni raz widziałam mój dobytek. Jednak tam go nie było. Przyszło mi do głowy, że może M. przeparkował auto koło KFC i dlatego mi gdzieś zniknęli. W obcym mieście, bez telefonu, bez znajomosci żadnego przydatnego numeru na pamięć, bez dobytku. Byłam blisko spanikowania. Jeszcze przyszło mi do głowy cofnięcie się ten kawał drogi do KFC i już szłam w tamtą stronę, gdy pokazał się poszukiwany samochód. Kierowca również nieco spanikował i już uruchamiał jakieś sposoby zaradzenia, ale wszystko dobrze się skończyło. Uff ;))
2010 rok w zdjęciach – III kwartał
Troszkę się opóźniam z tym wszystkim… wybaczcie.
LIPIEC
Lipiec był gorący i zupełnie nudny pod względem zdjęciowym.
Upały powodowały rozkładanie się kotów gdziebądź w jakiejkolwiek pozie, byle jak najbardziej rozciągniętej lub sflaczałej. Wszelkie koce straciły na znaczeniu, najlepsza była podłoga. Na zdjęciu Rondel pokazujący, jak mu jest okropnie gorąco.
Continue reading
Ebras czyli jaki masz rozmiar biustu?
Od dawna miałam w planach wybranie się do jednego z trzech (z tego co wiem) sklepów bieliźnianych w Szczecinie, oferujących usługę brafittingu. Wiedziałam jednak, że biustonosze w nich oferowane są często drogie (=dobrej jakości, najczęściej sprowadzane z Wielkiej Brytanii) a pójść tylko i mierzyć to trochę nie fair. W końcu uzbierała się pewna sumka i mogłam ruszyć na podbój świata porządnych staników.
Tego dnia moja trasa przebiegała w pobliżu sklepu Ebras (na ul. Królowej Jadwigi 9). Sklep ten oglądałam już wcześniej z zewnątrz, zaglądając również do środka przez szybę, także wiedziałam, ze jest obszerny i ładnie urządzony. Po wejściu, nieco onieśmielona, skierowałam swe kroki ku wieszakom, ale zaraz pojawiła się przy mnie pani ekspedientka oferując pomoc. O to chodziło;). Miałam sprecyzowane potrzeby – od dawna nie miałam w szufladzie porządnego białego stanika. Poznawszy moje potrzeby pani spytała o rozmiar a ja, ładnie się uśmiechając, rzekłam, że w zasadzie to różnie i raczej nie wiem. Pani pojęła w lot i zaproponowawszy dobór rozmiaru (o to chodziło!) zaprosiła do przymierzalni. Poprosiła o rozebranie się do stanika, po czym weszła do przymierzalni i obmierzyła mnie ustalając 65C. Przyznałam się jeszcze do kombinowania stanikowego i powiedziała, że ten, który mam na sobie, jest nawet ok. Po dwóch przyniesionych modelach okazało się, że trzeba jednak zaczynać od 65D*. Niestety dla mnie, zima to nie czas na białą bieliznę i wybór był skromny. Niemniej jednak jeden z kilku przymierzanych modeli okazał się bardzo ładny. Tak ładny, że można by w nim chodzić bez bluzki;). Niestety cena rownież była ładna – 169zl. Sprawdziłam pózniej w internecie i nie była to jednak wygórowane cena jak za ten model (sprowadzany z GB; Panache Masquerade). Przy kasie dostałam jeszcze szczegółową słowną instrukcję dbania o biustonosze. Zapytawszy o ceny, pani wyjaśniła mi również skąd takie ceny. Zareklamowała jeszcze ich sklep internetowy i powiedziała o promocjach. Niestety 65tki rzadko kiedy zostają na magazynie, wiec nie mam o czym marzyć…
Całościowe wrażenie bardzo dobre. Przy każdym staniku pani pytała czy może zobaczyć, nie pchając się nachalnie do przymierzalni. Przy sprawdzaniu obwodu i ramiączek nie było wrażenia skrępowania. Inna sprawa, że wiem, jak biust wkładać do miseczek i jak układać, więc nie wiem, jak sytuacja wyglądałaby w przypadku nauki prawidłowego zakładania. Niemniej mam wrażenie, że wszystko byłoby w jak największym porządku i dyskrecji. Przede mną jeszcze próba dwóch kolejnych sklepów, ale najpierw znów muszę odłożyć trochę pieniędzy;).
—
* Niech nikogo nie zwiedzie “wysoki”rozmiar biustonosza. Ja mam mały biust. Kwestia doboru obwodu. Jest on rozciagliwy, a to właśnie on ma w większości utrzymywać wszystko na miejscu. Dla jasności, obwód mojej klatki piersiowej to 73 cm. A literka? 65D to co innego niż 75D i zupełnie co innego niż 85D. Zmniejszając obwód stanika trzeba zwiększać literę miseczek. I stąd taki wynik. Inna sprawa, że taki rozmiar poprawia psychiczne samopoczucie małocyckowych ;). A dobrze dobrany rozmiar poprawia samopoczucie w ogóle. I chyba jednak wolę te moje małe D i szczerze współczuję dziewczynom z zakresu G-K…
//napisane za pomocą iPada//
2010 rok w zdjęciach – II kwartał
KWIECIEŃ
Kwiecień zaczął się od Wielkanocy. Był miesiącem budzącej się do życia przyrody. Każdy dzień w lesie przynosił nowy zachwyt. A to pąki liściowe pękły i ukazał delikatne listki, a to zakwitły wczesnowiosenne kwiaty a to posiane przez nas jesienią nasiona drzew wykiełkowały. Był to również miesiąc pod znakiem kota. Szczecin był dumnym gospodarzem dla wystawy kotów, z której mam wiele pięknych zdjęć. Niestety nie wszystkie koty mają tak dobrze, jak rasowi bracia. Niektóre mieszkają w piwnicy, inne chorują na dworze. Te pierwsze mają opiekę i wyżywienie ale nie widują słońca, ten drugi trafił pod nasze skrzydła i doszedł nieco do siebie. Wciąż poszukuje swojego Domu.
Mój pierwszy mazurek. Palce lizać.
Continue reading

Ostatnie komentarze