Kuchnia

2010 rok w zdjęciach – III kwartał

Troszkę się opóźniam z tym wszystkim… wybaczcie.

LIPIEC

Lipiec był gorący i zupełnie nudny pod względem zdjęciowym.

Rondel

Upały powodowały rozkładanie się kotów gdziebądź w jakiejkolwiek pozie, byle jak najbardziej rozciągniętej lub sflaczałej. Wszelkie koce straciły na znaczeniu, najlepsza była podłoga. Na zdjęciu Rondel pokazujący, jak mu jest okropnie gorąco.
Continue reading

2010 rok w zdjęciach – II kwartał

KWIECIEŃ

Kwiecień zaczął się od Wielkanocy. Był miesiącem budzącej się do życia przyrody. Każdy dzień w lesie przynosił nowy zachwyt. A to pąki liściowe pękły i ukazał delikatne listki, a to zakwitły wczesnowiosenne kwiaty a to posiane przez nas jesienią nasiona drzew wykiełkowały. Był to również miesiąc pod znakiem kota. Szczecin był dumnym gospodarzem dla wystawy kotów, z której mam wiele pięknych zdjęć. Niestety nie wszystkie koty mają tak dobrze, jak rasowi bracia. Niektóre mieszkają w piwnicy, inne chorują na dworze. Te pierwsze mają opiekę i wyżywienie ale nie widują słońca, ten drugi trafił pod nasze skrzydła i doszedł nieco do siebie. Wciąż poszukuje swojego Domu.

mazurek

Mój pierwszy mazurek. Palce lizać.
Continue reading

1/52: Antyrak. Nowy styl życia – David Servan-Schreiber

#52książki

Początek roku jakoś tak sobie bez-książkowo mijał. Pewnego razu będąc w MediaMarkt dojrzałam książkę. Słyszałam już o niej wcześniej, ale zaledwie parę dni wcześniej znów się na nią natknęłam na blogu Pauliny Pruskiej (która opisuje swoje zmagania z rakiem). Przekartkowałam, ale uznałam, że kupowanie książki ot tak, bo może być ciekawa, to jednak pewne przegięcie (odezwały się lęki z zagraconego książkami domu rodzinnego…). (Nie)stety złamaliśmy się i książkę zakupiliśmy. Cóż…

Zapyta ktoś – a po co Ci książka o raku, gdy jesteś zdrowa? A ja odpowiem – lepiej zapobiegać niż leczyć, prawda? Dlaczego nie poznawać charakteru jednego z największych obecnie wroga zdrowia i życia ludzkiego? Dlaczego nie zmienić swoich przyzwyczajeń żywieniowych, żeby żyć zdrowiej?

Autor rozkłada raka na czynniki pierwsze, przygląda mu się z każdej strony – zdrowotnej, żywieniowej, kulturalnej. Drąży, szuka i zauważa pewne ciekawe prawidłowości:

Rak spoczywa uśpiony w każdym z nas. Podobnie jak wszystkie żywe organizmy, nasze ciała stale produkują wadliwe komórki. Tak rodzą się guzy. Jednak nasze ciała wyposażone są również w mechanizmy, które wykrywają takie komórki i kontrolują ich rozwój. Na Zachodzie na raka umiera jedna osoba na cztery, ale trzy na cztery nie. Ich mechanizmy obronne spełniają swoje zadanie i osoby te umierają z innych przyczyn.

tłumaczy procesy “życiowe” raka w prosty sposób, przyswajalny przez każdego; wymienia sytuacje sprzyjające jego rozwojowi:

Nowotwory atakujące mieszkańców Zachodu – na przykład piersi, okrężnicy i prostaty – występują tu z częstotliwością od siedmiu do sześćdziesięciu razy większą niż w krajach azjatyckich. Mimo to z danych statystycznych wynika, że w prostatach mężczyzn z Azji, którzy zmarli przed ukończeniem pięćdziesiątego roku życia z innych powodów niż rak, znaleziono tyle samo przedrakowych mikroguzów, co u mężczyzn z Zachodu. Jest zatem coś w ich sposobie życia, co powstrzymuje rozwój tych mikroguzów. Z drugiej strony częstotliwość występowania nowotworów u Japończyków, którzy osiedlili się na Zachodzie, w ciągu jednego lub dwóch pokoleń zrównuje się z częstotliwością w całej populacji. Krótko mówiąc w naszym sposobie życia jest coś, co osłabia mechanizmy obronne organizmu walczące z tą chorobą.

Radzi, jak się przed tym złem chronić. Bo sposób ochrony jest na wyciągnięcie ręki.

I nie jest to jakieś profesorskie ględzenie o teorii, gdyż autor sam zmierzył się z rakiem mózgu. To bardzo ciekawa książka, którą polecałabym każdemu. Przeczytałam ją jednym tchem i wiem, że wkrótce do niej wrócę zrobić porządne notatki, by dobre rady wprowadzać w życie. Póki co zrezygnowaliśmy z białego chleba, codziennie staram się zjeść pomarańczę i wypić kubek zielonej herbaty, staram się dodawać cynamonu i kurkumy do potraw. I tylko trochę ciężko zrezygnować ze słodyczy…

— edit: 12.03, 07:42 —
Wywiad z autorem, w którym przedstawia najważniejsze założenia książki:

Zmuffinowana

Notkę tę napisałam pierwszego stycznia. Czekała na dodanie zdjęć tak długo, że aż została zapomniana… W końcu ją dodaję. Dla przepisów ;-)

muffinki

Ostatnio jestem lekko zmuffinowana. Po pierwszym sukcesie sięgnęłam po kolejny przepis z tego forum. Niejaka irishcream podzieliła się ulubionym przepisem na muffiny czekoladowe znanej pani Nigelli.

Continue reading

Moje Pierwsze Muffiny

Muffiny chodziły za mną już od dłuższego czasu. Coraz głębiej wnikały w tę część mózgu, która odpowiada za jedzenie słodyczy i powiązana jest z samorealizacją, głównie kuchenną. I w końcu nie wytrzymałam i kupiłam papilotki (te papierowe cudeńka, w które ubrane są muffinki). Sytuację katalizował fakt, że w szafie tego mieszkania znajdują się metalowe foremki do takich właśnie babeczek. Ale potrzebny był jeszcze przepis. Znalazł się – zalinkowany przez Felinity, która go znalazła na fotoforum.gazeta.pl, gdzie znalazł się ze strony mojewypieki.blox.pl. Nie zrażona tymi zawiłościami postanowiłam uczynić ten przepis moim Pierwszym Przepisem na Muffinki.

SKŁADNIKI:
170 ml oleju słonecznikowego
225 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
190 g cukru pudru
1 duże jajko
1 białko
150 ml mleka
sok i skórka otarta z jednej cytryny
2 łyżeczki maku + mak do dekoracji

WYKONANIE:
W jednej misce pomieszać mokre (mleko, olej, cytrynę, jajka) a w drugiej suche (mąka, cukier, proszek, sól, mak) a potem połączyć. Ja zrobiłam bez maku, bo nie było na stanie. Podobno nie trzeba jakoś się wysilać przy mieszaniu i grudki są dozwolone. Nie wiem z czego taka uwaga się wzięła, ale już przy którymś z kolei przepisie na muffiny to widzę, więc chyba taka tradycja. Nakładać do foremek/formy wyłożonych papilotkami. Przepis mówił o wykładaniu po brzegi, ja dałam trochę mniej i dlatego wyszło mi 12 i 3/4 muffina zamiast 12. Posypać makiem dla dekoracji. Do pieca na 20-25 minut przy 190 stopniach.

muffiny cytrynowe

Wyszły przepyszne. W środku wilgotne, na wierzchu chrupiąca skórka, malowniczo spękana. Ciekawe, dlaczego mi tak ładnie wyrosły w górę a na zdjęciach innych takie plaskate? Ale nie ma się co przejmować. Najważniejsze, że są cacy:D Moje Pierwsze Muffiny :D

muffinek cytrynowy

Witaj przybyszu

shenn

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.
.
It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
.
But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

.
Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
.
shenn
.

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Kategorie

Archiwum