Komputerowo

O komputerach. Dopiero się zacznie…

Krakvet-gate ciąg dalszy

Pierwsza część aferki z Krakvet.pl: “Czerwona kartka dla krakvet.pl

Uradowana wolą naprawy błędu przez sklep Krakvet 15go listopada złożyłam następne zamówienie. Dwie paczki po dwa kilo, zabawka i informacja z adresem dostawy oraz przypomnienie o trzech brakujących paczuszkach.

Dwa dni później (17go) zadzwoniła pani i oznajmiła, iż niestety nie mają już tych promocyjnych opakowań karmy (400 gram + 400 gram GRATIS) i czy może zaproponować coś w zamian za podobną kwotę czy może życzę sobie jakieś inne rozwiązanie. Słabo panią słyszałam (jadąc autobusem), więc odrzekłam, iż odpowiem drogą mailową. Pozostałą część drogi do domu rozmyślałam nad problemem i doszłam do wniosku, że nie powinno mnie obchodzić, że promocji już nie mają i powinnam dostać odpowiednią ilość karmy. Tak też im napisałam:

Witam,
W odpowiedzi na telefon od Państwa w sprawie 3 opakowań karmy Royal Canin 400gram+400gratis (2xIndoor i 1xFit):

Karmy te zamówione były u Państwa ze względu na promocję, która je obejmowała. Nie zostały dostarczone i zaproponowano dołączenie ich do następnego zamówienia. Przy następnym (obecnym) zamówieniu okazało się, że karmy te nie są już objęte promocją. Zapytali Państwo o moją decyzję i zaproponowali zamianę lub odesłanie pieniędzy. Skłonna byłam zgodzić się na zamianę na będącą również w promocji (w dniu składania zamówienia) RC Sensitive (400+400), jednak promocja się zakończyła i dziś ta karma nie jest już dostępna. Wydaje mi się jednak, że właściwe byłoby dołączenie po prostu odpowiedniej ilości tych karm (3x 400+400) bez zamieniania ich na inne. Zwrot pieniędzy mnie nie satysfakcjonuje, ponieważ, jak już wspomniałam, karmy zamówiono ze względu na promocję a ich brak w paczce był spowodowany Państwa pomyłką.

Proszę o szybkie ustosunkowanie się do sytuacji,
pozdrawiam
X.X.

Na odpowiedź oczekiwałam grube trzy dni a tymczasem koty wciągały kolejną paczkę Puriny zakupioną w lokalnym supersamie. Gorsze to jakościowo, więc kotów szkoda a i więcej jedzą, żeby się najeść, więc kasa leci… I doczekałam się w piątek, 20go:

Witam!

Szanowna Pani:

Najmocniej przepraszamy za zaistniale nieporozumienie, w poniedzialek bedziemy kontaktowali sie z Pania w celu wyjasnienia zaistnialej sytuacji.

Pozdrawiam!

Krzysztof Batko
Zespol Krakvet

W poniedziałek cała w nerwach czekałam na telefon, bo przecież ja się nie umiem kłócić o swoje a oni wyglądali na takich, co przy swoim twardo obstawać będą… I nie doczekałam się. Przyszła tylko informacja, iż paczka została wysłana. Pełna niepewności co znajdę w paczce czekałam aż przyjdzie. Przyszła we wtorek, ale znów GLS dostarczył ją nie na ten adres co trzeba… W paczce, prócz zamówienia, znalazły się 4 opakowania RC po 375 gram, co daje nam łącznie 1500 gram. Nijak to się ma do ilości, którą uzyskuje się z niedostarczonych 3 opakowań karmy 400 gram + 400 gram GRATIS a która wynosi 2400 gram…

Paczkę odebrałam w środę wieczorem. Czwartek spędziłam na denerwowaniu się, gdyż wywalił mi się system i dopiero wieczorem Adam go przeinstalował a potem wgrywaliśmy programy. Tak więc dopiero dziś chwyciłam słuchawkę i zadzwoniłam do Rzecznika Praw Konsumenta. Lekko znudzona życiem pani rzekła, iż należy mi się taka gramatura (!), jaką zamawiałam. Czyli Krakvet wisi mi jeszcze 900 gram karmy i nie odpuszczę. Wystosowałam do nich maila z informacją o stanowisku Rzecznika. Zapewne znów poczekam parę dni, bo będą się głowić jak by tu wyjść z tego bez szwanku. Ale wtedy to ja pójdę i złożę u Rzecznika wniosek.


Edytowano 13:08

Słowo-wytrych: “Rzecznik Praw Konsumenta” sprawiło, że odpowiedź na mojego maila pojawiła się w zaledwie pół godziny!

Szanowna Pani,

dziękuję za informację, najmocniej przepraszamy za powstałe utrudnienia jakie Pani napotkała z naszej strony, oczywiście zapewniam iż w żaden sposób nie jest to działanie celowe z naszej strony, jeżeli Pani sobie życzy dołączymy brajujące opakowania do kolejnego zamówienia, ewentualnie możemy Pani zwrócić nadpłaconą kwote przelewem na konto

Najmocniej jeszcze raz przepraszam za utrudnienia

Pozdrawiam
zespół Krakvet
Jarosław Lelek

Wróci A. to zrobimy naradę wojenną. Ale nie podoba mi się, że zmuszają mnie do składania kolejnych zamówień…

PS-Pisownia maili od Krakvetu oryginalna. Naprawdę nie mieści mi się w głowie, jak można do klienta pisać w taki niechlujny sposób…

Czerwona kartka dla krakvet.pl

E-zakupy dla zwierzaków zaczęliśmy w lutym 2008 roku od lokalnej firmy Nasze Potworki. Szczecińska, niedroga, z osobistą dostawą do domu już od 50 zł. Zadowoleni korzystaliśmy z jej usług nieco ponad rok. W tym czasie kwota darmowej przesyłki wzrosła do 100 zł, nieco zmniejszyła się oferta karm oraz wzrosły ceny. Jednocześnie zwiększyły się potrzeby naszych futerkowych, więc zaczęliśmy szukać alternatywy.

Trafiliśmy na dużo większy sklep*, chwalący się najmniejszymi cenami pośród e-sklepów zoologicznych, ponadto wspierający schroniska, oferujący darmowe porady lekarzy weterynarii na forum dyskusyjnym i wiele promocji na artykuły. Po prostu ideał. Sklep z siedzibą w Krakowie ma dobre opinie w internecie. Zaczęliśmy korzystać z Krakvetu szybciutko. Niestety równie szybciutko zaczęły się problemy. A to czegoś akurat nie było, a to dostawa się przeciągała (GLS też ma za skórą…). Było i tak, że 4 dni po złożeniu zamówienia dostałam maila z prośbą o telefon (mimo, że mój podany jest w formularzu zgłoszeniowym). Odebrałam go wieczorem, więc zadzwoniłam dopiero następnego dnia. Okazało się, że wszystko już jest ok. Przyszedł mail z info, że paczka została przekazana do wysyłki ale następnego dnia zadzwonili, iż czegoś tam nie ma i czy mają paczkę wysłać, czy zaczekam aż się pojawi… Pominę fakt, że przez tę zwłokę musieliśmy zakupić karmę w sklepie, bo poprzednia zdążyła się skończyć. Niemal za każdym razem były jakieś przeboje. Krakvet zarobił dwie a nawet trzy żółte kartki. Ostatnie zamówienie zadecydowało o czerwonej. Zamówienie złożyłam 16go października, pieniądze poszły 19go (w poniedziałek). 21go zadzwonił pan i oznajmił, że nie mają jednej karmy, zabawki i smakołyku. Ustaliliśmy, że za brakującą karmę dodadzą jeszcze tej, która jest i również była zamówiona, że z zabawki rezygnujemy a smakołyk wymienią na jakiś podobny o podobnej cenie. Paczka przyszła następnego dnia, jednak nie bez problemów. W formularzu jest adres moich rodziców natomiast w uwagach zawsze dodaję, gdzie ma być paczka dostarczona. W Potworkach dawałam adres wynajmowanego mieszkania, ponieważ można się było umówić na konkretną porę dnia. GLS natomiast twierdzi, że dostarcza jedynie w godzinach 8-16, kiedy to jesteśmy w pracy (pominę fakt, że kiedyś paczkę przywieźli po 20stej…), więc podaję adres do rodziców A., gdyż zawsze ktoś jest. Tym razem też podałam, lecz kurier dostał od Krakvetu jedynie adres na Słoneczne… Oczywiście nikogo nie zastał, zostawił u sąsiadów… Muszę dodawać, że w paczce nie było również smakołyku, pomimo umówienia się na zamianę na inny? W paczce przyszło również jedynie 6 opakowań karmy podczas, gdy w rozmowie z panem z firmy ustaliłam, że kolejne trzy zostaną dodane zamiast tej brakującej i na stronie internetowej w zamówieniu widnieje 9 opakowań. Mam nadzieję, że uda mi się wyjaśnić tę sprawę. Inaczej będziemy stratni o ponad 2 kg karmy lub o prawie 50 zł…

Po przebojach z tym zamówieniem Krakvet dostał czerwoną kartkę. Być może kiedyś zejdzie z ławki rezerwowych, lecz póki co rozglądamy się już za innym sklepem. Polecono nam Animalię. Zobaczymy. Najbardziej szkoda mi promocji na Royal Canin…


* dla porównania – numeracja pierwszego i ostatniego zamówienia w Naszych Potworkach (nieco ponad rok różnicy) wzrosła o niecały tysiąc podczas gdy w Krakvecie w przeciągu miesiąca jest to wzrost o ponad 10 tysięcy! Przy takiej ilości można się pomylić. Ale tak nie powinno być!

====
edycja 25/10/09 18:34
Krakvet odpisał wczoraj:

Witam!

Bardzo przepraszamy za zaistniala sytuacje.
Postaramy sie uniknac takich bledow w przyszlosci.
Proponuje dolozyc brakujace produkty do kolejnego zamowienia (rozliczyc ich rownowartosc),ewentualnie dokonamy zwrotu rownowartosci przelewem bankowym.

Blad w adresie dostawy to wina firmy kurierskiej GLS.

Oczekuje na informacje czy takie rozwiazanie Pania satysfakcjonuje?

Liczymy na dalsza udana i bezproblemowa wspolprace.

Pozdrawiam

Krzysztof Batko
Zespol Krakvet

Pomijam brak polskich znaków diakrytycznych… Promocje na RC są tak korzystne, że aż szkoda z nich rezygnować. Zrobimy jeszcze jedno zamówienie z tymi pominiętymi a potem się zastanowimy…

Wpadłam z mikrowizytą

Mikrowizyta – nowy termin zainspirowany mikrobloggingiem. Oznacza wizytę, spotkanie, które trwa mniej niż 140 sekund. Polscy blipowicze mają trochę lepiej niż twitterowcy, bo mogą się zatrzymać na pogawędkę aż na 160 sekund. ;-)

Za Urban Dictionary

Kilka ciekawych linków ~9

Nazbierało się przez ostatni czas linków do podzielenia się. Doszło do tego, że najlepiej byłoby podzielić je tematycznie… Zapraszam.

BLOGI

cloudy – lektura jej bloga uratowała mnie kilkukrotnie od wielkiej nudy w pracy i od towarzystwa przemiłego, lecz uciążliwego sąsiada Henia. I mimo, że często zupełnie nie rozumiem o co chodzi, to lubię zaglądać do historycznych wpisów.

strefa sejsmiczna – pioanka pisze o swoich zmaganiach z życiem z dwójką niepełnosprawnych dzieci. Notki pełne optymizmu. Podziwiam.

cienista dolina – mądre przemyślenia na życiowe tematy. Pisze żona byłego księdza, ale czy to ma jakieś znaczenie? Podziwiam za wytrwałość i gorliwość wiary. I mądrość.

niezapomnienie – jak wielki jest ból matki, której dziecko ginie w wypadku? Tego się nie da opowiedzieć, ale można dzielić się swoimi myślami, dzięki czemu jest łatwiej. Chyba.

yongpadre – zwykły blog pewnego księdza. Zapiski z życia, krótkie przemyślenia.

ks Wojciech – refleksje księdza na przeróżne tematy. Między innymi notka, o której już kiedyś wspominałam.

hiper-market – pracownik hipermarketu czyli nasze zakupy od innej strony. Zabawnie.

w dobie kryzysu – świetny pomysł na bloga i na przetrwanie. Szkoda, że tak mało się na nim dzieje. Może jednak kogoś zainspiruje?

KOMPUTEROWE / INTERNETOWE

blip labs – aby blipowało się łatwiej ;-)

ccleaner – świetny program do oczyszczania komputera ze śmieci. Uwaga – ostrożnie wybierać elementy do usunięcia, żeby nie było płaczu! Potrafi ładnie zwolnić miejsce na dyskach.

ROWEROWE

baza rowerów – cyt.: to dodatkowe darmowe zabezpieczenie Twojego roweru. Numer seryjny (numer ramy), który tutaj rejestrujesz jest unikatowy, ma go tylko Twój rower. Nasza baza łączy ten numer z Twoim adresem e-mail. Nie ochronimy Cię przed kradzieżą, ale jeżeli padniesz jej ofiarą dzięki rejestracji w BazieRowerów masz większe szanse na odzyskanie swojej własności.

historia rowerów – i ubrań dla rowerzystów na stronie holenderskiego muzeum

galeria różniastych przedmiotów nawiązujących bezpośrednio lub i pośrednio do rowerów.

KOTY

mieze katzen – przesłodkie zdjęcia prześlicznych kotów :-)

catio – cat + patio = catio, czyli jak zbudować patio bezpieczne dla kotów, by mogły razem z nami (lub samodzielnie) przebywać na świeżym powietrzu i poszerzać swoje horyzonty:-) Jak tylko kiedyś będę mieć swój własny domek z ogrodem…

kot doskonały – kolejny świetny blog o kotach:-)

habitat haven – firma produkująca elementy w stylu wyżej wspomnianego catio – do własnego składania. Inspirujące, zwłaszcza w połączeniu z ww stronką.

KOTY I KOMPUTERY ;-)

PawSense – program, który uratuje Twój komputer przed nieprzewidywalnymi efektami spaceru Twojego kota po Twojej klawiaturze. Ciekawa idea, zwłaszcza dla kogoś, kto ma 20 dolców na zakup programu. A szkoda…

WNĘTRZA I MAJSTERKOWANIE

ikea hacker – czyli jak można ulepszyć meble z ikea? Świetne i proste pomysły do wykonania własnymi rękami. Najważniejsze, że już przetestowane;-)

apartment therapy – jeden ze znanych blogów o wnętrzach. Dużo wszystkiego. Czasem można znaleźć perełkę.

jake and karen – opowiadają o swoim domu, o urządzaniu przytulnego gniazdka rodzinnego pokój po pokoju. Inspirujące.

home design find – kolejny ze znanych designerskich blogów o wnętrzach. Mniej bałaganu, łatwiej o perełkę.

Philips Living Colors – lampka, którą muszę mieć! (a do tego pomalowane na biało wnętrze;] ).

energy star @ home – czyli w jaki sposób oszczędzać energię – proste sposoby przedstawione w bardzo przystępny sposób – “wchodzisz” do wybranego pomieszczenia i już wszystko wiesz.

younghouselove – kolejne małżeństwo o urządzaniu swojego domu. Świetna galeria porównawcza “przed” i “po”. Chcieć móc kiedyś stworzyć takie porównanie…

art of wall – fototapety i naklejki na ścianę jako nowy trend we wnętrzach

KWIATY

kocham kwiaty – strona o kwiatach ciętych, doniczkowych i ogrodowych. Zdjęcia, opisy, poczta kwiatowa.

zakwitnij – blog florystyczny. Przepiękne kompozycje, rewelacyjne pomysły, wspaniałe zdjęcia.

PRZEPISY DO ZAPAMIĘTANIA

lody owocowo miodowe

pieczone pączki

oponki

prościutkie bezy

kokosanka

ciasteczka paszowe – te już zrobiłam, jeszcze o nich napiszę:-)

marchewkowe bułeczki

Kuchnia Agaty – przeróżne przepisy do przejrzenia. Oczywiście wszystkie sprawdzone na żywo, więc w teorii wysoce udawalne;-)

PORADNIKI

internetowy poradnik renowacji mebli – marzę, by kiedyś się w to pobawić

mały podróżnik – czyli jak podróżować z dziećmi, zwłaszcza za granicą i jeszcze dalej – na podstawie własnych doświadczeń pewnej odważnej rodziny:-)

RÓŻNE RÓŻNOŚCI

ho-lo – niesamowite torby miejskie z odzysku! Kiedyś jedną sobie sprawię. Koniecznie!

życie miodem słodzone – strona o miodzie. Brakuje mi tam jednak informacji o zdrowotnych właściwościach miodu…

zoo borns – czyli maleństwa urodzone w zoo. Słodkie zdjęcia maluszków i ich historie.

chords – jedna ze stron z chwytami i tabulaturami na gitarę.

2 future – gadżety, prezenty, nowinki technologiczne, czyli kolejny sklep w klimacie Toys4Boys, choć jednak nieco odmienny.

wstań z kanapy – czyli program “Od kanapy do 5-cio kilometrowego biegu w ciągu 9 tygodni”. Bieganie nigdy mnie nie pociągało, ale może komuś się przyda.

rowery stylowe – sklep, jaki kiedyś sama chciałam założyć – z rowerami starymi, stylizowanymi i akcesoriami.

archiwum Garfielda:]

PRZYDATNE!

interpretacja wyników badań krwi i moczu

Elektroniczna Biblioteka Polskich Norm

To tyle na dziś. Niedługo kolejna porcja, bo sporo mi tego zalega po zakładkach…

Przydało Wam się coś z mojego zbioru? ;-)

Czasami trzeba sobie pogadać o różnych głupotach

Smażę właśnie placki ziemniaczane. Niestety nie mamy tarki, więc pyry przeszły przez blender (dwustopniowo). Cebuli też nie znalazłam w lodówce, więc dodałam kostkę smaku cebulowego. Do tego okazało się, że mało tego, dlatego wlałam kapkę mleka i dodałam więcej mąki. Placki da się zjeść, ale jakieś takie… mdłe i bez duszy. Nie to, co kilogram ziemniaków utarty własnoręcznie na tarce, przy okazji ścierając sobie skórę do krwi z braku uwagi. Nie to, co utarta ze łzami w oczach duża cebula. To są porządne placki ziemniaczane a nie taki półproduktowy szmelc na szybko… To samo jest z ciastami z torebki. Niby te same składniki, niby szybciej a smak jakiś nie taki. Żyjemy coraz szybciej, więc mamy mniej czasu na gotowanie, dlatego kupujemy (prawie) gotowe produkty i żywimy się coraz większą bylejakością… Ale jakoś tak ciężko przestać, prawda? A najlepsze placki ziemniaczane robi moja Mama… (i pierogi i zupę owocową i ciasto z kruszonką i inne ciasta i wszelkie pieczenie i zupy itp itd i tylko ja robię lepszą rybę w panierce;-) ).

*

Zmieniłam promotora. Jeszcze nieformalnie, bo pan dr postanowił nadal biernie utrudniać mi życie i zgodę napisze dopiero w połowie sierpnia… Ale co tam, dam radę. Pani prof to kobieta o wielkim sercu i jeśli tylko uda mi się w końcu wziąć za siebie to wiem, że na niej się nie zawiodę.

Zmieniłam promotora, bo to jedyna rzecz, jaka przyszła mi do głowy, która dałaby mi siłę, by skończyć tę cholerną pracę. Wywołałam tym faktem niemałe zamieszanie, bo ani pani prof, ani pani dziekan a nawet pani z dziekanatu nie spotkały się wcześniej z przypadkiem, gdy student skreślony z listy chce zmienić promotora. Musiały się pogłowić, jak sprawę rozwiązać. No cóż, zawsze lubiłam wymyślać nowe problemy;-). Rozwiązanie się znalazło ale sprawa nie skończyła się pokojowo… Żeby zmienić promotora musiałam oczywiście porozmawiać z prof, na którą chciałam zmienić a która jest jednocześnie kierownikiem katedry, w której pracuje dr. Powiedziałam, że jestem zawiedziona współpracą, że ciężko z dr się umówić, nigdy nie sprawdził mi mojej pracy (i do tego jestem w 100% pewna, że z jednego przedmiotu żadnej mojej pracy też nie, po czym wystawił mi ocenę, w moim mniemaniu niższą, niż zasługiwałam, ale to już inna historia…) a gdy obiecał znaleźć wzory na wiek drzew również zawiódł i to niejednokrotnie. Pani prof pokiwała głową ze zrozumieniem. Problemy z dr są powszechnie znane i ostrzegano mnie, jednak byłam pewna, że ogarnę tę kuwetę… Nie dałam rady. Do tego najdalej kilka dni wcześniej pani prof ściągała telefonicznie dr z urlopu, bo nie zrobił wpisów w indeksach… Prof rzekła, że porozmawia z panią dziekan, jednak następnego dnia też powinnam się do niej udać. Tak też uczyniłam. Powtórzyłam pani dziekan powody, dla których chcę zmienić promotora. Zgodziła się, poleciła zdobyć zgodę pisemną od dr i zaleciła, bym szybciutko skończyła, bo jesienią zmieniają się przepisy. Tegoż samego dnia, po wielu próbach, udało mi się dodzwonić do dr. Dodam, że żaden student nigdy nie dostał nr tel do dr. Jak już uprosił dostawał nr do apteki, w której pracuje szanowna małżonka… Ja dostałam nr od pani prof. Przedstawiłam się, wyjaśniłam, że chcę zmienić promotora, gdyż chcę się obronić przed zmianą przepisów a pan dr jest teraz nieosiągalny. Chciałam dobrze i łagodnie a w zamian usłyszałam gorzkie słowa. Okazało się, że poprzedniego dnia, pani dziekan, po rozmowie z prof, zadzwoniła do dr i ochrzaniła go za to, że jest nieosiągalny, na co dr mi rzekł, że przecież parę dni temu był na uczelni (hahaha) i jest to niepoważne z mojej strony, jeśli oczywiście to ja byłam powodem tego telefonu, że tak go oskarżyłam. Niezwykle dotknięty tym, że pani dziekan zwróciła mu uwagę, wylał swoje żale na mnie. Sprawa niesprawdzania kolejnych etapów prac została przemilczana. Na koniec rzekł, że zgodzi się, jednak nie będzie się fatygował i podpisze mi zgodę dopiero jak wróci z urlopu czyli w połowie sierpnia, jak nie później.

Pani prof po krótkiej relacji z tej rozmowy westchnęła głęboko i poprosiła o przesłanie jej tego, co mam, żeby mogła się zapoznać i podpowiedzieć co dalej a ja mam się brać ostro do roboty. To się biorę…

*

Zbyt łatwo się denerwuję, zbyt szybko puszczają mi nerwy. Denerwuję się o głupoty, niewspółmiernie bardzo wobec skali problemu. Za długo trwam w gniewie. Krzyczę i mam wielkie pretensje. I tak już od dłuższego czasu, ostatnio chyba mocniej. I nie wiem, czy wyniosłam taki wzorzec zachowania z domu, czy mam problemy z kortyzolem na przykład (albo jakimś innym hormonem) a może to jakieś stany depresyjne, czy coś? Bo do tego często nie mam ochoty na nic, nie widzę sensu i nadziei na przyszłość. Po prostu trwam sobie tak bezosobowo i bez emocji. Nie nie, nie jest to stan permanentny, nie trwa 24/7. Ale często. Zdecydowanie za często…

*

Ludzie lubią się zamartwiać. Martwią się o przeróżne rzeczy, ale jedno jest takie same – martwią się ciągle. Martwią się o pieniądze, a gdy pieniądze sa, to martwią się, że trochę za mało. Martwią się o pracę, gdy już jest, martwią się o lepszą. Gdy już nie ma się o co martwić, zawsze znajdzie się następna sprawa. Zawsze można się martwić o innych. I tak wszyscy zamartwiają się ochoczo. Ciekawe, czy jest to człowiekowi potrzebne, by zaprzątać sobie czymś umysł ciągle?

Sama tak robię. Martwię się o pracę magisterską. Dzień po dniu, mimo, że nikt mi nie wierzy. I szczerze mówiąc to chyba jeden z czynników hamujących moje działania. Bo jak już ją napiszę i obronię to o co będę się martwić? Jak myślę o dniu obrony i dniu następnym to ogarnia mnie pustka i lęk. Co będzie wypełniało moje myśli? Co zamieszka w tej części mózgu odpowiedzialnej za zmartwienia i życie codzienne? Przecież coś tam musi być…

A może nie musi? Tylko jak nad tym zapanować…

*

Chudnę. Nie w oczach, bo czymże są 2kg od zimy? Ale jednak. Nie jestem na diecie, jem to, co wcześniej, czasem się obżeram. Ale jednak zrzuciłam około dwa kilogramy. Co prawda nie z tego, co akurat chciałam, ale przecież nie będę marudzić i znajdę sobie jakiś inny atut ;-). Ano jeżdżę do pracy na rowerze. Kto zna Szczecin, ten wie, że momentami trzeba się wykazać kondycją górala szosowego, by nie stracić równowagi z powodu zbyt małej prędkości… Więc jeżdżę. Wtedy, kiedy mam zmianę na Głęboki, gdy nie bolą mnie kolana i nadgarstki, gdy przed/po pracy nie muszę nic załatwiać. Pogoda ma niewielkie znaczenie, bo gdy pada to i tak do pracy jechać nie muszę. Gorzej, jak muszę wracać w deszczu, ale tego akurat nie da się przewidzieć. Więc jeżdżę sobie moją Contessą, nabijam kilometry (zapraszam na moje bikestats). Podróż w jedną stronę wynosi około 5,6 km i zabiera mi około 20 minut. Po drodze mam dwa spore podjazdy, jeden po drugim (można by rzec, że to jeden podjazd przerwany ulicą poprzeczną). W upale wlokłam się na nich ledwo ledwo na przełożeniu 1:2, ale zazwyczaj jakoś daję radę. Droga powrotna to również około 20 minut, przy czym poza odcinkiem wzdłuż Wojska Polskiego, zupełnie innymi drogami. Primo – bo tak łatwiej, secundo – a czemu ma być tak samo? Tutaj też dwa podjazdy, ale oddalone od siebie – ostatni prawie na końcówce. Do tego jeszcze wtargać te kilkanaście kilo na drugie piętro… I kondycja się buduje a zbędne gramy znikają :-).

*

Ludzie mają problemy. Młodzi ludzie mają najczęściej z miłością i pieniędzmi. Czasami dzielą się problemami z innymi ludźmi. Zapominają, że łatwo wtedy zostać przekonanym do innego spojrzenia na problem i innych rozwiązań. Czasem okazuje się, że wcale nie lepszych. I czasem obrywa się tym, z którymi się problemem podzieliło. A przecież za swoje czyny ponosi się odpowiedzialność samemu. Dzieląc się z kimś problemem trzeba mieć na uwadze to, że można zostać przekonanym do innego spojrzenia, czasem lepszego, czasem nie. Ale ta odpowiedzialność spoczywa na nas, bo to my będziemy z tym problemem się rozprawiać, my będziemy podejmować decyzje. Warto o tym pamiętać, bo można stracić swojego wysłuchiwacza problemów.

*

Nie lubię, gdy ktoś ślepo uważa, że ma rację. Wyciąga sobie jakieś wnioski, które idealnie pasują do tego, co chciałby, żeby było. Nie przyjmuje innego zdania, bo przecież inni nie znają szczegółów sytuacji. Na pewno jest tak jak on myśli. Bo przecież nie może być inaczej. Bo ma plan i tak właśnie musi być. I proszę go nie przekonywać.

Nie lubię, gdy ktoś tak myśli, ponieważ, gdy okazuje się, że jest inaczej (często tak jak utrzymywałam ja) zaczynam czuć chorą satysfakcję. Że ten ktoś się przejechał, zdziwił, zszokował. Nie lubię, ale nie umiem się jej pozbyć…

*

Jak przekonać kogoś do łaskawszego spoglądania na swoje hobby? Spróbować go zarazić tym hobby. Adam nieźle sobie z tym radzi. Niegdyś zaraził mnie rowerowaniem. Momentami mam wrażenie, że aktualnie bardziej mnie to rajcuje niż jego… Teraz wrócił do gier komputerowych. Kradziejki czasu wg mnie. Ale zainstalował mi jakiś czas temu Beach Life i co kilka dni wracam do niej. Wciąga, mimo, że od dłuższego czasu nie mogę przejść wyspy nr 8… A dziś dostałam prezent – “World of Goo”. Kupił mi, choć mógł kupić sobie kolejny wymarzony tytuł. Rozczulił mnie tym. Troszkę. Nadal pozostaję nieufna i podejrzliwa;). Teraz ja go muszę czymś zarazić, bo to nie wygląda sprawiedliwie;).

*

I tym pozytywnym akcentem zakończę na dziś moje rozważania. Muszę zajrzeć do gry, żeby ze spokojem posiedzieć wieczorkiem nad pracą. Ciao.

Witaj przybyszu

shenn

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.
.
It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
.
But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

.
Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
.
shenn
.

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  

Kategorie

Archiwum