Hello, I’m a PC-banan *
W sklepach pojawił się zupełnie nowatorski produkt – PCbanan! Ciekawe, co na to firma Apple? ;)

—
* Seria filmów o PC i Mac. Kompilacja powitań tutaj.
Migawki z Warszawki
Było słownie, to będzie i obrazowo. Kilka zdjęć z weekendowego wypadu do Warszawy:
Idzie sobie człowiek ulicą a tam Premier. Oto Donek:

Druh Bardzo-Sympatyczny-Komisarz-Zagraniczny hm Rafał Bednarczyk ze swoim „maczkiem”. Po prawej nieznana mi druhna oraz druh zastępca Przewodniczącego:

Continue reading
Bzyczek
/napisane 18 marca/
Zastęp, w którym byłam będąc młodą harcerką, miał swoją obrzędowość. Wtedy myślałam, że całkiem bogatą. Bo poza nazwą, proporcem i kroniką (co miały również pozostałe zastępy) miałyśmy jeszcze parę elementów.
Bzyczki mogły się poszczycić dużą, uroczą maskotką zastępu. Własnoręcznie uszytą, wypchaną tonami waty, o bogatej symbolice. Jej wykonanie sprawiło nam mnóstwo frajdy. Bzyczek jeździł z nami na wyjazdy. Ponad to każda z nas miała na zamknięciu kieszeni od munduru wyszytego malutkiego, kolorowego Bzyczka. Były też koszulki zastępu i piosenka. Nasza zastępowa – Karolina, mimo, że sporo od nas starsza, potrafiła nas zachęcić do podjęcia wysiłku stworzenia takiej obrzędowości. Obrzędowości, którą do dziś pamiętam. Na szafie leży duża, piękna, oprawiona w drewno kronika zastępu. Ze starymi kartkami, odziedziczona po innym zastępie. Pisana (w tamtym czasie) regularnie i starannie. Mój stary mundur, który prawie się już rozlatuje – nie wyrzuciłam go ani nie wysłałam na wschód w akcji wysyłki mundurów, ze względu na Bzyczka na kieszeni. Tuż obok munduru, w szafie, leży koszulka zastępu. Własnoręcznie wykonany emblemat z przodu i odcisk moich małych rączek z wypisanym palcami imieniem z tyłu. Proporzec gdzieś przepadł. Mam za to proporce dwóch pozostałych zastępów. I Bzyczek. Zmęczony, wyciągnięty dziś z dna szafy, potargany, w pogniecionej sukience. Gdy początkowo nie mogłam go dziś znaleźć zaczęłam czuć się nieswojo. Ale gdy wymacałam bzyczkową głowę na dnie szafy byłam przeszczęśliwa. Znów ujrzeć tę twarzyczkę uroczą, przytulić okrągły korpusik, wymiziać po włoskach. Nasz kochany Bzyczek ;-).
Wracając na ziemię. Wtedy myślałam, że mamy bogatą obrzędowość. Później dowiedziałam się, że jest jeszcze wiele innych elementów, które mogą znaleźć się w obrzędowości zastępów. Ale nigdy nie udało mi się zmotywować żadnego zastępu do działań szerszych niż posiadanie nazwy. Nie pociągało ich wymyślanie piosenki a szycie proporca budziło wstręt. Raz udało się namówić zastępy do stworzenia wizerunku graficznego. Ale nic z tego później nie wynikło. Raz powstał projekt koszulki, okrzyk i legenda. Raczej jedynie na potrzeby Turnieju Zastępów, na chwilę.
Dziś zaryzykowałam. Wyciągnęłam z szafy stary mundur z wyszytym Bzyczkiem i koszulkę zastępu. Wyszperałam kronikę innego zastępu (mniejsza gabarytowo od naszej), wyjęłam dwa proporce, znalazłam piosenkę. I Bzyczka. Celem było pokazanie jak można fajnie się zabawić w tworzenie obrzędowości. Bzyczek podbił serca dziewczyn – każda chciała go poprzytulać (mimo, że przybrudzony i śmierdzi starością). Przez chwilę był przedmiotem sporu, którego końcem było naderwanie ręki… Koszulka wzbudziła również niemałe emocje. Tak jak stary mundur (Bzyczek na nim już mnie, choć jednak trochę). Piosenka wraz z całym śpiewnikiem również („dlaczego druhna pisała ręcznie piosenki????”). W efekcie zastęp (wkrótce pod wodzą nowej zastępowej, która podjęła się tego zupełnie dobrowolnie, z własnej inicjatywy i z chęcią!) podjął decyzję o zmianie nazwy (nadanej dawno temu przez nieco inny skład) ze Świerszczy na Świetliki (tak nazywał się jeden z zastępów, których proporce przyniosłam!). Zaraz też zaczął powstawać projekt graficzny, zapadła decyzja o kronice, koszulce, oznaczeniu na mundurze (choć jeszcze bez konkretów), maskotce. Gdzieś tam zatliła się również możliwość okrzyku i piosenki. Oby ten ogień palił się na tyle długo, by udało się to wszystko zrealizować…
Warto było zaryzykować. Oraz – o ile bardziej żywy przedmiot trafia do młodego umysłu niż słowa, słowa, słowa… Zapamiętać.
Na koniec przedstawiam Wam naszego kochanego Bzyczka :D

2010 rok w zdjęciach – III kwartał
Troszkę się opóźniam z tym wszystkim… wybaczcie.
LIPIEC
Lipiec był gorący i zupełnie nudny pod względem zdjęciowym.
Upały powodowały rozkładanie się kotów gdziebądź w jakiejkolwiek pozie, byle jak najbardziej rozciągniętej lub sflaczałej. Wszelkie koce straciły na znaczeniu, najlepsza była podłoga. Na zdjęciu Rondel pokazujący, jak mu jest okropnie gorąco.
Continue reading
2010 rok w zdjęciach – II kwartał
KWIECIEŃ
Kwiecień zaczął się od Wielkanocy. Był miesiącem budzącej się do życia przyrody. Każdy dzień w lesie przynosił nowy zachwyt. A to pąki liściowe pękły i ukazał delikatne listki, a to zakwitły wczesnowiosenne kwiaty a to posiane przez nas jesienią nasiona drzew wykiełkowały. Był to również miesiąc pod znakiem kota. Szczecin był dumnym gospodarzem dla wystawy kotów, z której mam wiele pięknych zdjęć. Niestety nie wszystkie koty mają tak dobrze, jak rasowi bracia. Niektóre mieszkają w piwnicy, inne chorują na dworze. Te pierwsze mają opiekę i wyżywienie ale nie widują słońca, ten drugi trafił pod nasze skrzydła i doszedł nieco do siebie. Wciąż poszukuje swojego Domu.
Mój pierwszy mazurek. Palce lizać.
Continue reading

Ostatnie komentarze