Sny to niesamowita sprawa
Śniło mi się, że byłam śledzona. Siedziałam w bibliotece, przy laptopie, co jakiś czas robiąc przerwę na porcję zupy owocowej z cukrem trzcinowym. On też tam był. Widziałam, że zerkał na mnie. A potem wyszłam. Szłam do rodziców, droga była długa. Musiałam wstąpić do publicznej toalety, w której był ogromny tłok. Gdy z niej wyszłam, czekał w kolejce. Zniknęłam za rogiem. Jakiś czas póżniej znów za mną szedł. I wtedy zrozumiałam, że to naprawdę. Słaby był w te klocki, ale nie przerywałam zabawy. Zgubiłam go w okolicy klatki moich rodziców, a może jak wsiadałam do windy? W każdym razie opowiedziałam o tym tacie i siostrze, śmiejąc się i mówiąc, że „nie ma TAKICH zbiegów okoliczności”. Byłam zawiedziona, że go zgubiłam (musiałam, bez przesady) ale bardziej, zdecydowanie bardziej byłam zaciekawieniem, zaintrygowana i radosna. Panie doktorze od myśli, co pan na to?
Sny to niesamowita sprawa.
Skończyłam wczoraj czytać Kryształowego Anioła Grocholi. Nie widzę związku, ale kto wie, mózg to taki zadziwiający organ. W każdym razie ja o śnie, który mi się przyśnił w noc po dniu, w którym czytać zaczęłam. Musicie wiedzieć, że początek książki jest bardzo zabawny, z polotem, z zaskoczeniem, z czymś, co znam, jak się pózniej okazało. Otóż przyśniła mi się Nataliusz. Kochana, ironiczna, piękna i zaskakująca Nataliusz. Moja muza z klasy licealnej. To z Nataliuszem pisałyśmy najlepsze tekst, najśmieszniejsze. Ale to ona była mistrzem a ja wpatrzonym w nią uczniem. Więc przyśniła mi się ona. Pamiętam niewiele, ale wbił mi się do głowy fragment, w którym mówiłam jej, że poznałam ją po głosie. Nie po wyglądzie, lecz po głosie, po tym, co mówiła. Po głosie. Póżniej długo zastanawiałam się, skąd Nataliusz w moim śnie. Olśniło mnie wieczorem, gdy czytałam A zabawne fragmenty pierwszych stron książki. Przecież ONA tak właśnie pisała! W TAKI sposób, z TAKIM humorem, takimi wtrąceniami, śmiesznych przejściami. No po prostu właśnie TAK.
Sny to niesamowita sprawa.
Sama słodycz
We wtorek przykicały do nas (kolejne) króliki (mamo! kce kjujićka!). Zielone na myśl o zbliżającej się (mam nadzieję) wiośnie.

Zające są natomiast ponad to i bujają się w swoich bańkach. Wiosna i tak w końcu przyjdzie, cierpliwości.

Na wtorkowej palecie przyjechała też cała masa słodyczy. Skosztujcie sami:
Mit w micie o micie…
…czyli jaka jest różnica między teorią a praktyką oraz jak wygląda rzeczywistość w „papierach”.
Czas – dzień dzisiejszy
Miejsce – CH Auchan Szczecin Kołbaskowo a dokładniej toaleta dla klientów, damska
O godzinie 14tej powędrowałam do toalety (zazdroszczę Flo w Kaskadzie…) i napotkałam syf, kiłę i mogiłę. Kobiety to syfiary. Siki, gówno, krew. Okropność… Myślę sobie – ostatni wpis o sprzątaniu był o 13, więc pewnie zaraz ktoś to ogarnie, wszak już 14ta.
Po raz kolejny zawitałam tam gdzieś między 16tą a 17tą. Myśląc sobie, że przez ten czas to już trzy razy posprzątali, wchodzę dziarsko a tam… syf, kiła i mogiła, trąd, apokalipsa i zombie. Ten sam ale jeszcze gorszy, większy, obrzydliwszy. Ktoś, nie umiejąc obsługiwać szczotki kiblanej, próbował ratować sytuację lecz stworzył jedynie gównianą wersję Pollocka. A to tylko jedna z kabin. Gorzej niż zwierzęta! Wszak nawet mały kotek zakopuje po sobie to, co stworzył… Patrzę z niedowierzaniem na kartkę sprzątania a tam od 13tej brak wpisu! Uciekam czym prędzej.
Z duszą na ramieniu przekraczam złowieszcze progi około 19tej. Lśni. Papier. Mydło. Zapach. A kartka sprzątania wypełniona równym pismem – co godzinkę od 14tej podpisik… Kibel jest czysty, w papierach jest cacy, o co pani chodzi.
Cyknęłam fotkę, ale jaki to ma sens, skoro nie mam porównawczej z wcześniejszej wizyty?
w skrócie
za
dużo
zmartwień problemów stresów smutków kłopotów nerwów trosk przeciwności niepewności komplikacji wątpliwości zamieszania rozterek żali zgryzot swoich cudzych bliskich bez pomysłu bez sensu bez rozwiązania bez celu bez nadziei
bez sił
.
idę dalej
chyba tylko siłą rozpędu


Ostatnie komentarze