Koty przeciwko ACTA
Przedwczoraj posadziłam koty w rządku przed laptopem i puściłam im to nagranie:
A następnie dałam papier i kredki i poprosiłam o wyrażenie swojego zdania na temat ACTA. Oto wyniki:
Pierwszy do dzieła przystąpił Żaba, mimo, że był bardzo zajęty cerowaniem firanki. Żaba rzekł jeszcze, że jest totalnie przeciw i gdyby nie brak nogi to chętnie wziąłby udział w demonstracji. Strasznie żal mu było NyanCata, który podobno się popłakał wtedy. “Przecież to taki fajny chłopak” skomentował.
Następnie poprosiłam Kernela. Ten bazgrał coś zapamiętale zasłaniając kartkę przede mną a następnie fochnął się, usiadł na kartce i powiedział, że chce nową albo nie będzie publikował.
Długo tłumaczyłam mu, że przecież tu nie chodzi o staranność wykonania lecz o przesłanie i w końcu, zrzuciwszy kartki na podłogę, odsłonił swoje dzieło. Jeszcze długo kręcił się i marudził, ale udało mi się sfotografować kartkę, gdy przez chwilę popatrzył na mnie. Nie powiem, aby było to specjalnie ambitne, jednak Kernel był bardzo wzburzony po obejrzeniu filmu i nie mógł się skupić, by wymyślić coś bardziej konkretnego:
Matylda poprosiła o chwilę spokoju, zabunkrowała się w kuchni pod krzesłem i rysowała i rysowała i rysowała. Dzieło jeszcze (podobno) nie było skończone, ale mi się trochę spieszyło, także uwieczniłam Matysia podczas procesu twórczego:
Farba zaś szybko napisała, bo przecież nie będzie się zajmować pierdołami, a w ogóle to ją obudziłam i teraz nie będzie mogła zasnąć, a przy okazji kiedy jest obiad, po co ten flash i w ogóle mogłabyś już sobie pójść?
Rondel zapytany, co myśli o ACTA, zaczął krzyczeć “dupa dupa dupa…” i w podskokach obiegł całe mieszkanie. Cóż, młodość nie usiedzi w miejscu…
Z głębokości wołam
Na razie tak będzie. Szarości, pustka. Jak we mnie. I tylko nie wiem, co tam na górze robi “carpe diem”, skoro od dawna już nie aktualne, że życie przecieka przez palce. Niby życie do przodu, niby nowe sprawy, rzeczy, historie, a jednak coraz bardziej w tyle. Niby się chce coś robić, niby nowe pomysły, ale ta niemoc coraz większa i nie pozwala na nic. I tylko wieczorami dobija świadomość, że kolejny dzień za mną, dzień, z którego nic nie wynikło. Kolejne przegrane sprawy. Czasem usprawiedliwiam się, że przecież tyle pracy i nie ma na nic czasu, ale jak tylko czas będzie to… Ale teraz mam trochę czasu i nic się nie zmienia. Tak ogólnie mam wrażenie, że od dawna nic się nie dzieje. Że wszystko, co miało być, już było. Że teraz już tylko jakoś przeczekać, byle do jutra i do jutra i do jutra. Boję się marzyć, bo nie zasługuję na spełnienie. Boję się, że im bardziej się zaangażuję tym bardziej będzie bolało “nie”. Boję się podejmować decyzje, bo i tak będą złe, bo się nie znam i za tępa jestem, by się poznać. Więc nie umiem, więc pytam, więc się złoszczę. Lepiej przeczekać, nie szaleć, jakoś to będzie. Wiem wiem, że przecież to nie tak, tylko inaczej, że można, że trzeba, że należy to, siamto, owamto. Wiem, ale co z tego? To tylko puste słowa, teorie a życie gdzieś sobie poszło. Zresztą, nie wiem, po co to piszę, skoro i tak wszyscy będą wiedzieć lepiej.
Muzyczne zapętlenie pozytywne
Jeszcze z ostatnich dni muzycznych zachwytów (czyli zapętlenie aż do znudzenia):
Nowy* Nickelback. Raczej mało nickelbackowy, ale bardzo melodyjny i gitarki i połoniny jakieś rozległe przepiękne (chcę w góry!!! NAOW!!!). I fryzurka Chada Kroegera jakaś taka lepsiejsza, niż ta, którą pamiętam ;)
Nówka* Coldplay. Bardzo coldplayowa, jak lubię. Mnią mnią. I te słoniki ^_^” tańczące, jeżdżące na jednokołowcu, koncertujące, mnią mnią ;) (wygrał też komentarz pytający, czemu śpiewają o zmarłej papudze [and a parrot, parrot, parrot dies])
—
*Nowy i nówka – jak dla mnie, ja to zawsze jakaś opóźniona byłam ;-)
Rolling In The Deep
Dawno nie widziałam tak zajmującego teledysku. Mogę go oglądać i oglądać i za każdym razem jestem zachwycona. W każdej sekundzie jest niesamowity. No i ten głos… *_*
Syndrom
Jakiś czas temu, idziemy z A. przez Kaskadę (dla niepoinformowanych – pracowałam w Kaskadzie ponad miesiąc, brałam udział w zatowarowaniu i otwarciu sklepu, poznałam kilkoro świetnych ludzi itp.). I tak idziemy sobie w stronę Empika a ja się ekscytuję. Jak tu fajnie (dawno nie byłam),jak miło, jak mi tęskno i w ogóle. Po czym sama się sobie na głos dziwię, bo przecież nie cierpię centrów handlowych. Rzucam do A. “ciekawe, czemu tak?” na co A. ze stoickim spokojem “syndrom sztokholmski”.
Ostatnie komentarze