Jacyś tacy lepsi

Na dniach z moimi harcerzami starszymi realizowaliśmy zadanie na Arsenał – odwiedziliśmy seniorów z domu opieki. Na wizytę pojechały cztery dziewczyny. U seniorów miały spędzić 5-10 minut i uzyskać informacje o tym, jak się żyje i jakie mają potrzeby, które moglibyśmy jakoś zrealizować.

Wyszły po godzinie. Rozpromienione, szczęśliwe, rozszczebiotane. Buzie im się nie zamykały, tyle emocji do opowiedzenia. Ktoś zyskał dziadka, ktoś dostał prezent, ktoś radę na życie. W ich wypowiedziach słychać było podziw dla tych ludzi, dla tego, co przeżyli.

A w mojej głowie refleksja.

Te dzieci mają też w większości swoich dziadków. Od tych dziewczyn, i od innych, często słyszałam narzekania na nich. A bo się wtrącają, bo narzekają, bo każą do kościoła chodzić, bo krytykują. A w domu opieki ci seniorzy jacyś tacy lepsi. Nie wtrącają się a dają porady. Narzekają ale na zdrowie i tak jakoś inaczej, tak, że chce się im współczuć. Nie krytykują, bo nie znają osoby, z którą rozmawiają. Za to opowiadają dużo i ciekawie o swoim życiu i o świecie. Zachwycają. I cieszą się z wizyty młodego człowieka. A młode człowieki jeszcze nie wyszły za próg a już dopytywały o możliwość kolejnych odwiedzin i po tygodniu wciąż suszą mi o to głowę.

A przecież mają swoich dziadków… Gdzie problem? W czym różnica? Dlaczego wszyscy na tym tracą?

I jak to zmienić?

2 uwagi do wpisu “Jacyś tacy lepsi

  1. Kiedyś byłam na Kruczej w DGSie. Pani nas oprowadzała po domu i rozmawiałyśmy z mieszkańcami, taki ot, wolontariat miał być. Pomyślałam sobie wtedy, że moi dziadkowie, mimo że praktycznie za ścianą, to pewnie czują się tak samo, a może nawet bardziej samotni od tych z Kruczej. Przecież mieli tylko siebie, zamiast całej bandy rówieśników i personelu dbającego by wszystko było.
    Mieli swoje gazetki, działkę i telewizor. I informacje o odchodzących co chwila znajomych. Zrezygnowałam z wolontariatu w DPSie i starałam się częściej odwiedzać swoich. Historie Dziadka, które opowiadał w kółko, znałam na pamięć(ale jak się okazuje bardzo pobieżnie). Kontakt z Babcią wymagał trybu interwałowego, żebyśmy się nie wkurzały na siebie. Ale uważam, że mimo, że z Dziadkami zawsze byłam bardzo blisko, że praktycznie widywaliśmy się codziennie, choćby w przeciągu, to było nam dane za mało czasu razem, i doceniłam ich i nasz wspólny czas dopiero jak odeszli.
    Własny Dziadek lub Babcia, którzy niekiedy pomagali naszym rodzicom nas wychowywać, mają pewnie większą śmiałość powiedzieć wprost co myślą, szczerze ponarzekać, pomarudzić, a taki cudzy dziadek boi się, że ten młody człowiek, może do niego ponownie nie przyjść, więc nie „poucza” z obawy przed porzuceniem. To sprawia, że trawa jest zawsze zieleńsza po drugiej stronie płotu, czyt. cudzy dziadek jest zawsze ciekawszy od swojego, znanego, z cukrzycą, halitozą i opowiadaną po raz setny historią o karierze wojskowej. Nie mówię, że nie trzeba odwiedzać mieszkańców Kruczej albo innych, podobnych miejsc. Uważam po prostu, że żeby nieść pomoc, warto najpierw zadbać o swoje podwórko, bo w przeciwnym razie zajeżdża to lekką hipokryzją.
    A po wtóre, zawsze ma się niedosyt po utracie członka rodziny, niezależnie ile miał, czy 77 lat czy też o wiele, wiele mniej.

  2. Wow what a bunch of broad imprecise and unverifiable claims Dr Bevan Brown makes. So he wants Teachers to find gifted Moari who are doing an amazing job of hiding there abilities, sounds like &q;tauoffirmative action".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*