#wyzwanienamiesiąc – październik

Minął wrzesień i razem z nim wrześniowe #wyzwanienamiesiąc. Wyzwaniem tym była nauka norweskiego. Muszę przyznać, że początkowo (nie licząc dwóch pominiętych dni) nauka była przyjemna i wciągająca. Korzystałam z Nocnej Sowy i Blondynki, kupiliśmy nawet fiszki i kilka razy przejrzałam początkowy ich zestaw. Niestety w drugiej połowie miesiąca zaczęłam się mocno opuszczać… Nie wiem, czy to kwestia zmęczenia tematem, zmęczenia ogólnego, czy może braku jakiejś konkretnie wytyczonej ścieżki nauki. To znaczy wydaje mi się, że to zmęczenie tematem, które wynikło z braku tej ścieżki. Jednak, jak widać, przez te wszystkie lata nauki języków przyzwyczaiłam się do szkolnego sposobu – książka i zeszyt ćwiczeń, tematy, słówka, zwroty, powtórki powtórki, powtórki…

Ogólnie czuję, że jestem w stanie nauczyć się nowego obcego języka dość łatwo i szybko. Czuję, że jest to w zakresie moich zdolności. Ale musiałabym wypracować sobie jakiś sposób, jakąś drogę osiągnięcia celu…

Póki co postaram się zaglądać no norweskiego przynajmniej raz w tygodniu, do czasu znalezienia dobrego, pasującego mi sposobu a tymczasem zaczął się październik i nowe #wyzwanienamiesiąc. Będzie nim pisanie na blogu. Dlaczego? Od kilku lat, w zasadzie od kiedy piszę na mikroblogu, moje pisanie ogólnie kuleje. Bo czym innym jest napisanie 160ciu znaków (teraz już trochę więcej) a czym innym rozbudowanej formy. A przecież kiedyś marzyłam o życiu z pisania ;). O czym będę pisać? O tym, co się dzieje, o moich przemyśleniach. Mogę też pisać na zadane przez Was tematy – będzie to również dobre ćwiczenie. No dobrze, a jaki jest cel? Poprawić swój warsztat, odblokować to, co zablokowane, uruchomić znów myślenie, wyswobodzić się z marazmu. To przede wszystkim, plus cała reszta pozytywnych skutków ubocznych ;). No to do dzieła!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*