Syndrom
Jakiś czas temu, idziemy z A. przez Kaskadę (dla niepoinformowanych – pracowałam w Kaskadzie ponad miesiąc, brałam udział w zatowarowaniu i otwarciu sklepu, poznałam kilkoro świetnych ludzi itp.). I tak idziemy sobie w stronę Empika a ja się ekscytuję. Jak tu fajnie (dawno nie byłam),jak miło, jak mi tęskno i w ogóle. Po czym sama się sobie na głos dziwię, bo przecież nie cierpię centrów handlowych. Rzucam do A. „ciekawe, czemu tak?” na co A. ze stoickim spokojem „syndrom sztokholmski”.
hahahahahahaha… ależ się uśmiałam :P
o mamo! zakładniczka Shenn :)