Syndrom
Jakiś czas temu, idziemy z A. przez Kaskadę (dla niepoinformowanych – pracowałam w Kaskadzie ponad miesiąc, brałam udział w zatowarowaniu i otwarciu sklepu, poznałam kilkoro świetnych ludzi itp.). I tak idziemy sobie w stronę Empika a ja się ekscytuję. Jak tu fajnie (dawno nie byłam),jak miło, jak mi tęskno i w ogóle. Po czym sama się sobie na głos dziwię, bo przecież nie cierpię centrów handlowych. Rzucam do A. „ciekawe, czemu tak?” na co A. ze stoickim spokojem „syndrom sztokholmski”.
Ostatnie komentarze