Co tam panie w kocim świecie? – notka dla fanów
Dawno już nie było żadnej informacji o naszych futrzastych członkach ‘rodziny’ a działo się całkiem sporo. Dlatego też, pragnąc zadowolić ciekawość wszystkich fanów naszych kotów (a mam nadzieję, że jest ich chociaż kilku), którzy nie otrzymują wiadomości na bieżąco, popełniam poniższy wpis.
—
Cofnijmy się do tych dni, kiedy z drzew lecą kolorowe liście a ziemia przygotowuje się do snu. Otóż jesienią, jak zwykle, Kernel się przeziębił. Nie to, że przesiadywał do późna przy otwartym oknie, czy spał bez przykrycia i ciepłych skarpetek. Nie nie. Kernela zasiedlają niejakie chlamydie (czy coś tam takiego), które przez większą część roku tworzą spokojną i zrównoważoną społeczność. Niestety co roku jesienią wykopują topór wojenny i nasz Kernellon zaczyna chorować. Kończy się to serią wizyt u weterynarza i zastrzykami a potem jeszcze serią medykamentów wpychanych w kota w domowym zaciszu (przemoc domowa, jak nic). Kot dochodzi do siebie, ale jego umiłowanie do widoku transportera drastycznie z roku na rok spada a spostrzegawczość dotycząca przygotowywania dopyszcznych strzykawek z Biostyminą wzrasta w tempie geometrycznym. Tym razem na pierwszej wizycie, oprócz “no tak, znowu się widzimy” i “tak będzie co roku proszę państwa” zabrzmiało na powitanie “a co to jest? bo chyba nie kot”. Otóż – trzeba było zmierzyć się z prawdą – nasz Kernel się spasł. Cóż, właściciele kotów często chorują na tą samą przypadłość, co babcie i dziadkowie – masz kochaniutki trochę jogurciku, sosik z talerzyka, jedz, na zdrowie, żebyś dobrze wyglądał. Więc kot wyglądał dobrze. Aż za dobrze. Ale prawda ta nie docierała do nas aż do momentu wizyty u weterynarza z Matyldą…
Ostatnie komentarze