Mój Lem

Kilka słów o moim spotkaniu z Lemem. Które raczej miało nigdy nie mieć miejsca a jednak się zdarzyło. Widocznie musiał nadejść odpowiedni czas.

Mamy bardzo ładnie wydaną przez Gazetę kolekcję dzieł Lema. Jakoś z zeszłego, czy jeszcze wcześniejszego roku. Teraz podobno lecą/leciały dalej ale przegapiliśmy i będziemy wkrótce zmuszeni (hm…) wydać większą kasę naraz, żeby uzupełnić półeczkę. W każdym razie podczas nabywania kolekcji nie byłam nastawiona entuzjastycznie do tego przedsięwzięcia. Nie bardzo miałam ochotę sięgać po jakąkolwiek książkę. Z tytułów znałam Bajki robotów, Pilota Pirxa i Solaris, których nie chciałam czytać bo albo były w szkole przerabiane albo zbyt wiele o nich słyszałam (Solaris). A reszta mnie po prostu jakoś nie ciągnęła. Bałam się tej wielkości Lema i tego, że nie zrozumiem i/lub nie polubię. Jednak pewnego dnia, wracając z pracy, nie miałam co czytać. Tego samego dnia zakupiłam kolejną książkę – tym razem był to Eden. Czekając na przystanku miałam do wyboru nudę albo książkę. Wyjęłam ją więc i rzuciłam okiem. I tak się zaczęło…

Sceptycyzm zniknął jakoś koło drugiej czy trzeciej strony. I nie było już dla mnie ratunku. Eden mnie zafascynował, wciągnął i zaczarował. Potem był niesamowity Niezwyciężony. Roztapiał mnie sposób myślenia Lema, jego zupełnie inny punkt widzenia. Tak niezwyczajny a jednak tak oczywisty. W końcu sięgnęłam po Solaris. Tak jak się spodziewałam – nie rzucił mnie na kolana. Choć nie mogę powiedzieć, że czytałam to bez przyjemności. Naprawdę dobra książka, ale wg mnie nieco przereklamowana. Nie zraziło mnie to jednak i postanowiłam porzucić skakanie po tytułach i czytać po kolei kolekcję. Sięgnęłam więc po Dzienniki gwiazdowe i Kongres futurologiczny wydany z Opowiadaniami Ijona Tichego. Tychy był uroczy, jego przygody bardzo ciekawe, jednak nadal na piedestale stoi Eden z Niezwyciężonym a nieco niżej Solaris. Wchłaniałam książki jedna po drugiej i doszłam do Głosu Pana. Po kilku stronach, gdy zorientowałam się, że okrutnie się męczę, książkę porzuciłam. Może jeszcze nie czas…

Lema odstawiłam nieco zrażona. Były inne książki (między innymi ta, która wstrząsnęła mną najbardziej ze wszystkich – Cień wiatru), minęło sporo czasu. Po przeczytaniu Antyraka nie wiedziałam za co się zabrać. Któregoś rana spiesząc się do pracy omiotłam wzrokiem półkę z książkami Lema. Nie chcąc się znów naciąć jak z Głosem Pana, złapałam Bajki Robotów i poleciałam do pracy. To była druga z 52 książek na ten rok.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Witaj przybyszu

shenn

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.
.
It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
.
But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

.
Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
.
shenn
.

Kalendarz

Marzec 2010
P W Ś C P S N
« lut   kwi »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Kategorie

Archiwum