Archiwum z miesiąca: Marzec 2010

Made of glass

Znalezione u kogoś, kto nie chce być linkowany.

Z dedykacją dla moich wstępnych…

Imagine life as a game in which you are juggling some five balls in the air. You name them-work, family, health, friends, and spirit-and you are keeping all of these in the air. You will soon understand that work is a rubber ball. If you drop it, it will bounce back. But the other four balls-family, health, friends, and spirit-are made of glass. If you drop one of these, they will be irrevocably scuffed, marked, nicked, damaged, or even shattered. They will never be the same. You must understand that and strive for balance in your life.

Brian G. Dyson, former Coca-Cola CEO

Mój Lem

Kilka słów o moim spotkaniu z Lemem. Które raczej miało nigdy nie mieć miejsca a jednak się zdarzyło. Widocznie musiał nadejść odpowiedni czas.

Mamy bardzo ładnie wydaną przez Gazetę kolekcję dzieł Lema. Jakoś z zeszłego, czy jeszcze wcześniejszego roku. Teraz podobno lecą/leciały dalej ale przegapiliśmy i będziemy wkrótce zmuszeni (hm…) wydać większą kasę naraz, żeby uzupełnić półeczkę. W każdym razie podczas nabywania kolekcji nie byłam nastawiona entuzjastycznie do tego przedsięwzięcia. Nie bardzo miałam ochotę sięgać po jakąkolwiek książkę. Z tytułów znałam Bajki robotów, Pilota Pirxa i Solaris, których nie chciałam czytać bo albo były w szkole przerabiane albo zbyt wiele o nich słyszałam (Solaris). A reszta mnie po prostu jakoś nie ciągnęła. Bałam się tej wielkości Lema i tego, że nie zrozumiem i/lub nie polubię. Jednak pewnego dnia, wracając z pracy, nie miałam co czytać. Tego samego dnia zakupiłam kolejną książkę – tym razem był to Eden. Czekając na przystanku miałam do wyboru nudę albo książkę. Wyjęłam ją więc i rzuciłam okiem. I tak się zaczęło…

Sceptycyzm zniknął jakoś koło drugiej czy trzeciej strony. I nie było już dla mnie ratunku. Eden mnie zafascynował, wciągnął i zaczarował. Potem był niesamowity Niezwyciężony. Roztapiał mnie sposób myślenia Lema, jego zupełnie inny punkt widzenia. Tak niezwyczajny a jednak tak oczywisty. W końcu sięgnęłam po Solaris. Tak jak się spodziewałam – nie rzucił mnie na kolana. Choć nie mogę powiedzieć, że czytałam to bez przyjemności. Naprawdę dobra książka, ale wg mnie nieco przereklamowana. Nie zraziło mnie to jednak i postanowiłam porzucić skakanie po tytułach i czytać po kolei kolekcję. Sięgnęłam więc po Dzienniki gwiazdowe i Kongres futurologiczny wydany z Opowiadaniami Ijona Tichego. Tychy był uroczy, jego przygody bardzo ciekawe, jednak nadal na piedestale stoi Eden z Niezwyciężonym a nieco niżej Solaris. Wchłaniałam książki jedna po drugiej i doszłam do Głosu Pana. Po kilku stronach, gdy zorientowałam się, że okrutnie się męczę, książkę porzuciłam. Może jeszcze nie czas…

Lema odstawiłam nieco zrażona. Były inne książki (między innymi ta, która wstrząsnęła mną najbardziej ze wszystkich – Cień wiatru), minęło sporo czasu. Po przeczytaniu Antyraka nie wiedziałam za co się zabrać. Któregoś rana spiesząc się do pracy omiotłam wzrokiem półkę z książkami Lema. Nie chcąc się znów naciąć jak z Głosem Pana, złapałam Bajki Robotów i poleciałam do pracy. To była druga z 52 książek na ten rok.

Walentynka dla Zwierzaka 2010 – moje subiektywne podsumowanie

4go marca drużynka przeprowadziła w S.P.37 akcję Walentynka dla Zwierzaka. Była to już nasza trzecia taka akcja, więc zaczyna się z tego robić tradycja. Można by pomyśleć, że dwa poprzednie lata były próbami ogarnięcia tego przedsięwzięcia i tym razem powinno wszystko pójść gładko. Jednak tak nie było. Jestem niezadowolona. W większości z własnych poczynań, ale również z nauczycieli…

Po dwóch pierwszych edycjach powinnam była siąść i spisać wszystkie działania i uwagi, jakie pojawiły się przy organizacji, przeprowadzeniu i rozliczeniu akcji. Tak się nie stało. Dlatego też znów popełniłam w większości te same lub podobne błędy. Pojawiły się również nowe problemy. Może więc tym razem będę miała motywację, by usiąść i spisać plan całego przedsięwzięcia, by za rok wszystko poszło gładko. A może również, by innych zachęcić do podobnego działania?

To później. Na początek szybkie podsumowanie, wszak minęło już trochę czasu.

Continue reading

1/52: Antyrak. Nowy styl życia – David Servan-Schreiber

#52książki

Początek roku jakoś tak sobie bez-książkowo mijał. Pewnego razu będąc w MediaMarkt dojrzałam książkę. Słyszałam już o niej wcześniej, ale zaledwie parę dni wcześniej znów się na nią natknęłam na blogu Pauliny Pruskiej (która opisuje swoje zmagania z rakiem). Przekartkowałam, ale uznałam, że kupowanie książki ot tak, bo może być ciekawa, to jednak pewne przegięcie (odezwały się lęki z zagraconego książkami domu rodzinnego…). (Nie)stety złamaliśmy się i książkę zakupiliśmy. Cóż…

Zapyta ktoś – a po co Ci książka o raku, gdy jesteś zdrowa? A ja odpowiem – lepiej zapobiegać niż leczyć, prawda? Dlaczego nie poznawać charakteru jednego z największych obecnie wroga zdrowia i życia ludzkiego? Dlaczego nie zmienić swoich przyzwyczajeń żywieniowych, żeby żyć zdrowiej?

Autor rozkłada raka na czynniki pierwsze, przygląda mu się z każdej strony – zdrowotnej, żywieniowej, kulturalnej. Drąży, szuka i zauważa pewne ciekawe prawidłowości:

Rak spoczywa uśpiony w każdym z nas. Podobnie jak wszystkie żywe organizmy, nasze ciała stale produkują wadliwe komórki. Tak rodzą się guzy. Jednak nasze ciała wyposażone są również w mechanizmy, które wykrywają takie komórki i kontrolują ich rozwój. Na Zachodzie na raka umiera jedna osoba na cztery, ale trzy na cztery nie. Ich mechanizmy obronne spełniają swoje zadanie i osoby te umierają z innych przyczyn.

tłumaczy procesy „życiowe” raka w prosty sposób, przyswajalny przez każdego; wymienia sytuacje sprzyjające jego rozwojowi:

Nowotwory atakujące mieszkańców Zachodu – na przykład piersi, okrężnicy i prostaty – występują tu z częstotliwością od siedmiu do sześćdziesięciu razy większą niż w krajach azjatyckich. Mimo to z danych statystycznych wynika, że w prostatach mężczyzn z Azji, którzy zmarli przed ukończeniem pięćdziesiątego roku życia z innych powodów niż rak, znaleziono tyle samo przedrakowych mikroguzów, co u mężczyzn z Zachodu. Jest zatem coś w ich sposobie życia, co powstrzymuje rozwój tych mikroguzów. Z drugiej strony częstotliwość występowania nowotworów u Japończyków, którzy osiedlili się na Zachodzie, w ciągu jednego lub dwóch pokoleń zrównuje się z częstotliwością w całej populacji. Krótko mówiąc w naszym sposobie życia jest coś, co osłabia mechanizmy obronne organizmu walczące z tą chorobą.

Radzi, jak się przed tym złem chronić. Bo sposób ochrony jest na wyciągnięcie ręki.

I nie jest to jakieś profesorskie ględzenie o teorii, gdyż autor sam zmierzył się z rakiem mózgu. To bardzo ciekawa książka, którą polecałabym każdemu. Przeczytałam ją jednym tchem i wiem, że wkrótce do niej wrócę zrobić porządne notatki, by dobre rady wprowadzać w życie. Póki co zrezygnowaliśmy z białego chleba, codziennie staram się zjeść pomarańczę i wypić kubek zielonej herbaty, staram się dodawać cynamonu i kurkumy do potraw. I tylko trochę ciężko zrezygnować ze słodyczy…

— edit: 12.03, 07:42 —
Wywiad z autorem, w którym przedstawia najważniejsze założenia książki:

52 książki w 2010 roku

Jakiś czas temu usłyszałam od Adama o akcji 52 książki. W skrócie chodzi o to, by przez rok przeczytać 52 książki = średnio jedną tygodniowo. Po co? Żeby więcej czytać. A wiadomo – czytanie rozwija. Pomaga lepiej formułować własne myśli, powiększa zasób słownictwa, rozwija składnię, zwiększa kreatywność. Nie bez powodu od kilku lat trwa akcja „Cała Polska czyta dzieciom„.

Inicjator, pisząc na temat tej akcji, opisuje kilka reguł, które przyjął dla siebie. Jednak każdy może przyjąć własne reguły. Bo nie chodzi tu o współzawodnictwo, wyścig i laury zwycięstwa. Chodzi o to, by zrobić coś dobrego dla siebie. W przyjemny sposób, bo czytanie jest przyjemne.

Przystąpiłam sobie po cichu do tego całego zamieszania określając własne reguły.
- Będę czytać to, na co akurat będę miała ochotę, choć myślę o tym, by zmierzyć się np z Diuną Herberta, może uda mi się przeczytać jakieś dzieło lorda Baden-Powella. Na liście są również książki Lema. Nie wykluczam powrotu do czegoś, co już przeczytałam kilka(naście) lat temu. Niektóre dzieła warto sobie przypomnieć.
- Będę czytać wtedy, kiedy będę miała czas i ochotę (a nie ileśtam stron dziennie). Najczęściej czytam w środkach komunikacji miejskiej, więc przez 5 dni w tygodniu na pewno sięgać będę po książkę.
- W grę nie wchodzą audiobooki (jak u Adama), ponieważ IMHO nie jest to czytanie, choć poznaje się treść książki, a o czytanie przecież tu chodzi. Raczej nie sięgnę też po e-booki, bo po prostu nie lubię czytać z ekranu.
- Mam nadzieję, że każdą z książek uda mi się krótko opisać tu na blogu.
- Nie będę za wszelką cenę dążyć do przeczytania 52 książek. Ważne, że sprawia mi to przyjemność, dopinguje do czytania. Póki co już 4 za mną (a chyba z 10 tygodni roku już minęło) i jestem w połowie piątej. To ma być dobra i owocna zabawa:-).

Kto się przyłączy? ;)

Witaj przybyszu

shenn

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.
.
It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
.
But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

.
Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
.
shenn
.

Kalendarz

Marzec 2010
P W Ś C P S N
« lut   kwi »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Kategorie

Archiwum