Archiwum z dnia: 29/12/2009

Nie jestem głupim bakłażanem.

Coraz częściej łapię się na tym, iż nie jestem szczęśliwa. Brakuje mi ostatnio w życiu motoru napędowego, pasji, chęci do działania. Wiąże się to chyba głównie z tym, że od wielu lat próbuję obrać jakiś cel, kierunek, w którym mam iść. Wszystko, co się dzieje przepływa koło mnie, tak jakby obojętnie, od niechcenia. Od czasu do czasu przychodzi mały zryw. Tak mały, że już po chwili wszystko ostyga. Czas mija nieubłaganie, przecieka mi przez palce. Już nawet ciężko mi próbować go chwytać. Mam wrażenie, że nie mam już marzeń, tych długofalowych, życiowych, określonych, do których się idzie każdego dnia, którym człowiek się poświęca, które nadają sens.

Wydawało by się, i tak mi radzą niektórzy, że wystarczy siąść, przeanalizować swoje pranienia, uszeregować i uwierzyć w ten szereg, w te wybory. Wydawałoby się, że to takie proste i oczywiste. Nic bardziej mylnego. Gdybym przez cały ten czas ani razu nie zastanawiała się nad tym uznałabym, że jestem tępym bakłażanem i nie godna jestem kroczyć po tej ziemi…

Zastanawiałam się wielokrotnie. Który kierunek obrać, dokąd zacząć iść? Coraz częściej żałuję, że życie jest tylko jedno i nie można wypróbować tych wszystkich wariantów, które przychodzą do głowy. Coraz bardziej mam wrażenie, że ten czas, który minął, zmarnowałam okrutnie a to, co mi zostało to tak niewiele. I ta świadomość wcale nie motywuje mnie do walki i decyzji. Świadomość ta unieruchamia mnie, dobija, wiesza na szubienicy. Gdy o tym myślę zaczynam tracić dech a życie wypływa ze mnie i znika. W tej chwili, gdy to piszę, mam ściśnięte gardło.

Wracając jednak do rozmyślań nad celem. Bo cel musi być. Nie wyobrażam sobie przeżyć swojego życia od tak, z dnia na dzień, bezrefleksyjnie, bez marzeń, bez satysfakcji. I choć od paru lat coraz bardziej jest właśnie tak, to ja nie chcę. I konflikt ten znów zabiera mi energię i rzuca na kolana. Bo ja chcę tak wielu rzeczy a jednocześnie ogarnia mnie tak wielki strach przed ich realizacją. Strach, który wiąże się z wyborem. Jeśli dokonam złego? Jeśli wybiorę jedną drogę i mimo pokładanych nadziei nie da mi ona satysfakcji a na powrót do drugiej nie będzie już szans/czasu/warunków?

Czas płynie a ja stojąc jak ten osioł przed żłobem nie mogę się zdecydować czy owies czy siano. Czy wyjść na łąkę do świeżej trawy. A jeśli tam jest teraz zima i spotka mnie śmierć? Chowam się więc w kąt, kulę pod ostrzałem oskarżycielskich i pełnych pretensji słów, zamykam oczy i czekam aż to wszystko się skończy a ślepy los zadecyduje za mnie.

Tylko, że tak nie można…

- – -

Od dziecka marzyłam o domu z ogrodem. Dużym. I psie i gromadce dzieci. I spokoju. Taki standardzik. Na dom trzeba mieć pieniądze. O tym też marzyłam. Żeby robić coś, co będzie sprawiało mi przyjemność a jednocześnie przynosiło finansową satysfakcję. Tylko co to może być? Nie mam najmniejszego pojęcia… Kolejnym problemem jest – gdzie ten dom ma być. W marzeniach pojawiały się odległe krainy – Kanada, Finlandia, Irlandia i te zupełnie bliższe miejsca, tu w kraju. Ale jak dokonać wyboru? Przecież taki wybór to na bardzo wiele lat. A tyle możliwości! A dzieci? Kiedy czas na dzieci? Nie oszukujmy się, ale gdy się ma dzieci w planach to nie można tych planów w nieskończoność odkładać, zwłaszcza, gdy wie się, że może nie być to takie proste. I właśnie – kiedy będzie ten odpowiedni moment? Nie tyle dla organizmu co dla całego życia? Dla planów, nadziei, celów? A może lepiej jest odłożyć trochę pieniędzy i podróżować? Przecież świat jest tak piękny, tak czeka. Wystarczy naprawdę niewiele, by móc objechać pół świata. Wystarczy trochę odwagi. A tej notorycznie brakuje. Gdy człowiek ma problemy nawet z telefonem w urzędowej sprawie to co tu mówić o obcych krajach, których kultura i poziom życia znacznie odbiega od naszego a i porozumieć można się jedynie machając rękami? Ale przecież tyle jest poradników, tyle ludzi już to zrobiło, że to musi być możliwe. Tylko nie teraz, bo nie ma pieniędzy, doświadczenia, odwagi. Tylko, że jeśli nie teraz to kiedy? Bo przecież dzieci i dom i stabilność na przyszłe lata. I koty. Marzenie z dzieciństwa. Spełnione a tak ograniczające. Co z nimi, jeśli wyjechać np na rok? …

- – -

Tyle sprzeczności, tyle różnych dróg, opcji, trudnych wyborów. Jak to jest, że niektórzy ludzie tak po prostu wiedzą, czego oczekują od życia a mi jest tak ciężko? Jak osioł stoję nad tym żłobem i mam wrażenie, że lepiej będzie z głodu zdechnąć, niż dokonać wyboru, bo może okaże się zły i u kresu dni usiądę nad rzeką i wypłaczę morze łez, że zmarnowałam to jedno jedyne życie. I nie mówcie mi, że to myślenie jest głupie. Przecież wiem. Tylko, że nie mam siły, by się pozbierać. Po prostu nie mam. Choć może tego nie rozumiecie…

Witaj przybyszu

shenn

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.
.
It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
.
But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

.
Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
.
shenn
.

Kalendarz

Grudzień 2009
P W Ś C P S N
« lis   sty »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Kategorie

Archiwum