Co dalej z MKI? Czyli: nagrobki nie uratują świata.
MKI leży. Zdechło krótko po tym jak rozkwitło. Idee były wzniosłe, przyszłość świetlana. Udało się zorganizować jeden biwak dla przyszłej bądź obecnej młodej kadry. Motywacyjny. Wielka w tym zasługa M. i mam nadzieję, że o tym wie. A potem zdechło. A trupów nie warto trzymać w szafie, więc w końcu doszło do pytania „co dalej?”. Nie jakieś tam pytanie kulające się po głowie ale wypowiedziane przez Komendantkę, więc raczej dość istotne. I co? I nic… M. nie chce mieć już ze Związkiem nic wspólnego. Mam nadzieję, że oprócz wspomnień… Zostały więc 4 osoby. Za mało. Niestety ja przekroczyłam czarodziejską granicę wieku „młodzieńczego” i łamię tym zasady, które sami wypracowaliśmy. Mamy czas do końca roku. I choć jakaś tam szczątkowa chęć jest, to chyba nikt nie ma złudzeń, że to nie wypali. Nie ma lidera pośród liderów (teoretycznie). M. mówi, że nie uratuje świata. Po co więc próbować. I wystawia sobie nagrobek w przestrzeni Związku. Bez epitafium. Iskierka zgasła.
–
I nagle pojawia się to. Tych kilka słów do M.
Hej! Musze Ci powiedziec, ze zamknelam dzis pozytywnie probe przewodnikowska :) nie wiem czy bym sie zdecydowala na jej otwarcie gdyby nie biwak motywujacy MKI – tak wiec dziekuje ;)
M. nie chwali się, nie przekazuje pozostałym. W sumie po co, skoro to on był motorem napędowym a reszta dodatkiem, wypełnieniem, pomocą. Współpracą. ?. Zresztą mniejsza o to. Każdy potrzebuje mieć jakiś sukces dla siebie. Mam nadzieję, że może też poczucie, że jednak choć trochę zmienił świat, że tak można…
Ale i mi rozpala się iskierka. Że to coś dało, że to było czegoś warte. Pozytywny oddźwięk przedsięwzięcia przeprowadzonego ponad rok temu. Przedsięwzięcia, które mimo dobrych wrażeń i rokowań nie dało szybkich i wymiernych efektów. A tu proszę, taka niespodzianka. Nie sam fakt zamknięcia próby, ale to, że zamknięta została ze świadomością, że zaczęło się od biwaku motywacyjnego. Że jednak udało się zmotywować choć jedną osobę. Że to miało sens. I nadal może mieć.
Ale.
Nie ma lidera pośród liderów. Nie każdy ma tę charyzmę, by poprowadzić kilku równych sobie jak wódz. I szanse, że coś się zmieni są jak jeden do miliona.
I choć taki biwak (i inne) można przygotować po prostu, nie będąc MKI, to jednak to nie jest to. Nie ma takiej siły oddziaływania, nie ma energii, mocy. Szkoda. Czas szykować nagrobek. Bez epitafium…
Ostatnie komentarze