Archiwum z miesiąca: Wrzesień 2009

Wpadłam z mikrowizytą

Mikrowizyta – nowy termin zainspirowany mikrobloggingiem. Oznacza wizytę, spotkanie, które trwa mniej niż 140 sekund. Polscy blipowicze mają trochę lepiej niż twitterowcy, bo mogą się zatrzymać na pogawędkę aż na 160 sekund. ;-)

Za Urban Dictionary

Idzie lasem Pani Jesień…

Już lato odeszło i kwiaty przekwitły,
A jeszcze coś w polu się mieni.
To w polu i w lesie czerwienią się spójrzcie
Korale, korale jesieni.

Gdyby zapytać o to, jaką porę roku lubi się najbardziej, to zapewne większa część społeczeństwa odpowie zgodnie, że lato lub wiosnę. Jakaś tam część powie, że zima* a ja od zawsze mówię, że jesień.

Wiosna jest taka romantyczna. Pojawiają się liście zielone niosąc nadzieję. Odradza się przyroda. Kwitną kwiaty, każdego dnia więcej jest słońca. Jest pięknie. Lato przynosi wakacje, słońce, góry. Wciąż jeszcze kojarzy mi się z odpoczynkiem i wakacjami. Zimą bywa przepiękny śnieg, są święta i nowy rok. Jest cicho, można odetchnąć. Ale mimo to, dla mnie najważniejsza jest jesień.

Idzie lasem Pani Jesień,
jarzębinę w koszu niesie.
Daj korali nam troszeczkę,
nawleczemy na niteczkę.

Urodziłam się jesienią. Tak jak moja Mama i Tata i siostra (no, powiedzmy, że prawie). Tylko brat się nieco pośpieszył**. Gdy zaczynały spadać kasztany, wiedziałam, że już niedługo będą prezenty;-). Jesienną porą swoje urodziny obchodzą również Adam i Anula. I jeszcze Marek i Ola, moja duchowa licealna siostra i parę innych ważnych osób, również z rodziny. Jesienią urodził się też M. Coś w tym wszystkim być musi…

Jesienią liście mienią się barwami natury. Jesienią las zmienia się najbardziej. Jesień to czas, gdy widzę najwyraźniej, że przyroda żyje. Paradoks? Zdecydowanie nie. Dzikie jabłonie i grusze kuszą swoimi owocami. Jesienią przynosiłam do domu reklamówki pełne kolczastych kasztanów***. Żołędzie, buczyna, kasztany i jarzębina. Przyroda zasiewa swoje dzieci. Co tam delikatne nasiona brzozy czy topoli, które sieją się wszędzie i jeszcze tego samego roku wschodzą lekko i zachwaszczają polany. Tu trwał wysiłek całe lato, by jesienią radośnie pacnąć owocem, nasionem o pachnącą deszczem ziemię. Zagłębić się i przeczekać zimę, by wiosną rozpocząć nowe życie. Gdy tak chodzę w czasie pracy po lesie i słyszę jak wokoło, kołysane wiatrem ciężkie gałęzie, zrzucają swoje dzieci a one delikatnie stukają o liście poniżej i bęc na ziemię. Wieje wiatr, po niebie pędzą szarawe chmury, a czasem tak pięknie grzeje słonko. Wszystkie kolory liści tańczą w powietrzu. Chodzę sama i nie, nie nudzę się. Chłonę całą sobą. Jestem u siebie, jestem cała w jesieni…

Włożymy korale, korale czerwone
i biegać będziemy po lesie.
Będziemy śpiewali piosenkę jesienną
niech echo daleko ją niesie.

I już rozumiem, dlaczego tak mocno, w środku siebie czuję, że te najważniejsze chwile a pośród nich ta jedna, musi wydarzyć się jesienią. Inaczej będzie pięknie, ale to nie będzie jesień, to nie będę ja… ‘

Idzie lasem Pani Jesień ….


* Jak ciekawie kształtują się stosunki ludzkie wobec zimy. Będąc małym dzieckiem zimę uwielbiałam. Przynosiła śnieg, święta, nowy rok. A potem poszłam do szkoły. Zima stała się najgorszym okresem w roku. Im więcej było śniegu tym bardziej nie lubiłam zimy. Bo chłopaki byli bezlitośni, śnieg szczypał w twarz a na głowie siniały siniaki od zlodzonych kulek… Pamiętam dzień triumfu, gdy pomyślałam, że zima nie jest taka zła. Zebrałyśmy się w większą grupę i zemściłyśmy się na takim jednym, który zalazł nam za skórę. Długo się odgrażał, ale tego już tak dobrze nie pamiętam, jak tego, gdy stanęłyśmy nad nim, leżącym, obolałym, utytłanym w śniegu od góry do dołu, pokonanym. To było coś… A potem skończyłam podstawówkę i znów uwierzyłam w magię zimy. Pamiętam jedną zimę, gdy z Anią zwagarowałyśmy z dwóch pierwszych angielskich wybierając robienie orzełków na Wałach ;-).

**A mógłby zahaczyć o późne lato lub wczesną jesień. W sumie to nie wiem. Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że nigdy nie spytałam ile się pośpieszył…

*** Które potem z trudem łupałam w domu, by bawić się nimi trochę a z nadejściem zimy zapakować w worek i zostawić za łóżkiem. Wiosną pachniały wilgocią i były tak smutno pomarszczone… Najpiękniejsze kasztany są tuż po wyjęciu z łupiny. Takie zimne, błyszczące, o przepięknych kolorach. I ten zapach…

Kobiety do pilarek!

Na studiach mieliśmy przedmiot o nazwie “Mechanizacja”, na którym, pośród różnych nudnych rzeczy, mieliśmy możliwość spróbować swoich sił przy obsłudze różnych maszyn. Pewnego dnia przybyła na uczelnię ekipa z Husqvarna i zaczęła się zabawa! Była glebogryzarka, kosiarki ręczne, kosiarki samojezdne i piła mechaniczna. Pomijam wyścig Ulki i Aśki na kosiarkach samojezdnych, podczas którego jedna z kosiarek stanęła na chwilę na dwóch bocznych kołach… Do dziś żałuję, że sama nie wsiadłam na jedną z tych kosiarek. Wypróbowałam natomiast kosiarkę ręczną oraz oczywiście pilarkę spalinową.

Przed cięciem ochotnik musiał ubrać się w odpowiedni strój (spodnie, buty, kask z osłoną i nauszniki) chroniący przed urazami. A potem nadchodziła najlepsza chwila – ćwiartowanie kołka drewna. Bardzo miło wspominam to doświadczenie i okazuje się, że nie ja jedna. Kilka dziewczyn wyraziło wtedy ogromne ubolewanie, iż kobieta drwalem być nie może (w Polsce, gdyż podobno w Szwecji to nic wyjątkowego!). To znaczy takie było zawsze przekonanie, gdyż jak się okazuje, nie ma takiego przepisu, który zabraniałby kobietom wykonywania takiej pracy!

W czerwcu pani minister polityki społecznej, Jolanta Fedak, w odpowiedzi na pismo pani Elżbiety Radziszewskiej (pełnomocnika rządu ds. równego traktowania) wyjaśniła wszelkie niejasności. W skrócie – kobieta pilarzem być może. I basta. No chyba, że jest w ciąży lub karmi piersią, ale to nie tylko w tym zawodzie i aktywności wyklucza kobietę. Poniżej pismo pani minister:

kobieta pilarzem

Źródło: Las Polski

Zastanawiam się jednak jak długo czekać będziemy na pierwszą (pilarkę? drwalkę?) kobietę z piłą. Wszak faceci nie lubią, gdy baby pchają im się do ich spraw. Nasz pilarz chyba zszedłby z tego świata, gdyby usłyszał, że baba chce ciąć na równi z nim…

Niemniej jednak – to zawsze jakaś alternatywa :-)

25

Wszystkiego najlepszego M., choć tam gdzieś, gdzie jesteś, pewnie te życzenia nie mają najmniejszego znaczenia…

Jedyne, co mam
to tych parę zdjęć
moje wiersze
rysunek od Ciebie
i wspomnienia
których coraz mniej

choć mocno zaciskam powieki
by znów wyśnić ten sen
że jesteś
że tutaj
że znów ktoś pomylił się

Lecz Ciebie coraz mniej…

Cały czas próbuję poskładać elementy tej układanki. Dlaczego ja, dlaczego Ty. Wybrałeś inną drogę. Sam. Jestem tego pewna. I może tak było lepiej. Tylko dlaczego wciąż tak mało wiem? Boję się pytać, bo gdzieś pod skórą czuję, że odpowiedzi nie przyniosą nic dobrego. Lepiej jest tak jak jest. Choć do końca zostanie tych kilka pytań. I ten ostatni sen.

Nie będę pytać.

Wszystkiego, co najlepsze M.

Gdyby było jutro

połówka za ćwierć
gdyby
lecz nie
róży płatków pięć
i jeszcze dwa
tak szybko mija czas…

Witaj przybyszu

shenn

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.
.
It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
.
But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

.
Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
.
shenn
.

Kalendarz

Wrzesień 2009
P W Ś C P S N
« sie   paź »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  

Kategorie

Archiwum