Królestwo w oczekiwaniu na lato
W królestwie nie działo się zbyt wiele a jednak Czarodziejka miała ręce pełne roboty. Nadchodziło Półrocze a z nim obowiązkowe spotkanie z Marszałkiem Monetarnym, podczas, gdy sakiewka wciąż świeciła pustkami. Do tego zamówione artefakty nie nadchodziły a były niezbędne uczniom Czarodziejki na wyjazdowym kursie czarodzicielstwa, który zaczynał się za parę dni, i na którym Czarodziejka mimo wielkiej chęci być nie mogła… Jakby tego było mało Niania Agg zażądała rocznego urlopu od wszystkiego. Powodem była chęć poważnego przyłożenia się do korespondencyjnego kursu niańczenia wszystkiego a w szczególności do egzaminów z tych wszystkich niepotrzebnych tematów. Szkoda było Czarodziejce szkółki niedzielnej Niani Agg, ale cóż mogła zrobić.
Czarodziejka siedziała w zimnej komnacie zamku Lorda Borowika i gapiła się w szklaną kulę. Musiała sobie jakoś dorobić a to było jedyne, co znalazła na tablicy ogłoszeń w miasteczku. Marzła i gapiła się w kulę szukając przekrętów i wypadków na rozległych posiadłościach Lorda. Dobrze, że zabrała ze sobą swoją kulę i dzieląc swą uwagę za pomocą prostych czarów, szukała pomysłu. Okazało się, że Król zaszczycił ją i zaproponował poprowadzenie krótkiego spotkania dla Zamorskich Gości. Podobno przybyli oni do naszego Królestwa zasięgnąć wiedzy i Kaganiec Oświaty już się nimi zajął, jednak brakowało mu rąk do pracy. Czarodziejka zadumała się poważnie. Mocno się denerwowała, gdyż nie miała nigdy do czynienia z Zamorskimi Gośćmi. Spojrzała za okno i nagle wpadł jej do głowy pomysł – Już wiem! Opowiem im po prostu o naszym Królestwie. Wszak tu zawsze jest coś do zrobienia.
Ucieszona zabrała się do spisywania planu spotkania. I tylko gdzieś tam w tyle głowy jedna myśl nie dawała spokoju. Na dniach przybywał do Królestwa Czarny Rycerz. Potrzebne było jakieś odmagicznione miejsce z dala od osad, by obmówić Pewne Sprawy.
Mama może wszystko
Zasłyszane wczoraj w kolejce do kasy w Netto. Pani wzięła papier śniadaniowy i podała swojemu dziecku pokazując, że jest tam misio. Dziecko, około roczne-półtora roczne, wzięło papier, obejrzało i machnęło nim w mamę. Na co ona:
„Czemu bijesz mamusię? Mama zaraz da klapsa.”
Przypomniało mi się od razu zdanie zasłyszane przez znajomego na placu zabaw:
„Mówiłem ci, żebyś nie bił kolegów, bo ci wleję.”
Co wynika z takiej postawy rodziców? Dziecko jest skołowane. Ja bić nie mogę, ale rodzice tak? Jak to jest, to bicie jest złe czy dobre? Bo jeśli jest złe, to dlaczego mnie biją? Rodzice są zawsze dobrzy, więc to ja jestem złym dzieckiem?
I przypomina mi się jeszcze jedno wydarzenie. Dziecko usłyszało „Nie wolno”, gdy chciało coś zrobić. Obraziło się na mamę i nadąsało, na co mama wzięła dziecko na siłę na kolana i przytulała (zadośćuczynienie?). Dziecko nadąsane nie chciało tego. Zaprotestowało, więc zostało mocniej przytulone. Wyrywało się i nogą zrzuciło ze stołu kubek z kaszką. Dostało klapsa a mama się obraziła. W imię jakiej racji? Dostałam klapsa, bo wydarzył się wypadek? Dostałam klapsa, bo wyraziłam swoje zdanie? Tego jeszcze niespełna dwulatek może nie rozumieć, ale schemat zapisuje mu się w mózgu…
Nie mam dziecka, więc nie powinnam oceniać. Wydaje mi się jednak, że ludzie rzadko myślą o tym, co robią i jakie to może mieć skutki. Ale, jak już mówiłam, dziecka nie mam i nie jestem upoważniona do oceniania…
Ostatnie komentarze