Archiwum z dnia: 20/05/2009

Przeprowadzka part 1 czyli wymiatanie resztek naskórka pamięci

Tytuł brutalny ale i brutalne myśli nawiedzają mnie podczas tego całego sprzątania… (Notka pisana wczoraj w pracy na kartce.)

Za kilka dni przeprowadzamy się. Nie był to nasz osobisty wybór. Właściciele mieszkania zmienili plany wobec niego i w ten sposób zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia go. Całe szczęście dowiedzieliśmy się o tym nieco ponad dwa miesiące przed terminem wyprowadzki. Zaczęliśmy gorączkowe poszukiwania. Biorąc pod uwagę nasze koty oraz bardzo niewysokie fundusze perspektywy były marne. Jedyną realną szansą było znalezienie lokum po znajomości. Całe szczęście, że tak właśnie się stało.

Na początku maja otrzymaliśmy klucze do mieszkania od przesympatycznego lekarza, którego mama mieszkała właśnie w tym lokalu. Dlaczego tak wcześnie, skoro przeprowadzka miała się odbyć dopiero pod koniec miesiąca? Otóż w mieszkaniu tym nikt nie mieszkał przez ostatnie 3 lata i wymagało sprzątania. Większość sprzętów i gratów pan doktor w międzyczasie zabrał a potem my wzięliśmy się do porządków. I tak trwają one po dziś dzień. Jeszcze trochę do zrobienia zostało a już w sobotę zaczynamy przenosiny, więc jeszcze wypadałoby się popakować… Ale nie o tym chciałam pisać.

Podczas pakowania pozostawionych bibelotów w kartony i upychania ich na pawlaczach i w szafach, podczas wrzucania książek do kredensu, podczas wyrzucania niepotrzebnych drobiazgów do śmieci zaczęły nachodzić mnie refleksje.

Człowiek gromadzi przez całe życie różne rzeczy – książki, kryształy, figurki. Kupuje, dostaje i powiększa swoją kolekcję przedmiotów. Przywiązuje się do nich, przyzwyczaja i już nie potrafi sobie wyobrazić życia bez nich i nawet przez myśl nie przechodzi mu, że mógłby się ich pozbyć.

A potem umiera. Nieważne jak i kiedy, bo każdego to dosięgnie. Umiera a wszystko co materialne zostaje.

I gdy minie już żałoba wchodzi ktoś w tą przestrzeń prywatną. Małżonek, dzieci czy inna rodzina. Zaczyna przeglądać. Ocenia wartość rzeczy, ich przydatność. Dla siebie. Gdy jeszcze tę osobę wiąże z nimi jakiś sentyment, to rzeczy przetrwają. Choć czasem w pudle w piwnicy będą czekać na lepsze czasy. Gdy mają wartość – również mają szansę przetrwać, choć może już w innych rękach, dla spadkobiercy spieniężone. Reszta, z braku pomysłu, zostanie upchana w pudłach, szafach, pawlaczach. Jeśli oczywiście jest taka możliwość. Pozostałe wylądują w pojemniku PCK, może posegregowane do recyklingu lub po prostu w workach na zwykłym śmietniku. Lazurowe buciki na obcasie, z prawdziwej skóry, na pewno kiedyś modne. Robot kuchenny, ówcześnie krzyk mody i osiągnięcie techniki. Pralka Frania mimo wielu lat nadal sprawna. Rajtuzy, pończoszki, kolorowe chusteczki, czepek do spania. Do pojemnika, na pawlacz, do piwnicy, na śmietnik…

A potem do mieszkania wchodzą zupełnie obcy ludzie. Przeglądają wszystko jeszcze raz, przestawiają ulubiony układ mebli, wypatroszają szafki. Czyszczą, pucują, wietrzą a później zapełniają ukochaną przestrzeń sobą i swoimi „zbiorami”…

Najwięcej czasu podczas sprzątania spędziłam w kuchni. Przetrzepałam każdy kąt, przejrzałam wszystkie garnki, obejrzałam każdy widelec, wybebeszyłam szafki. Wszystko, by zatrzeć to, co było i zrobić miejsce na własny ład. Podczas sprzątania natknęłam się na wiele rzeczy. Rzeczy, które na pewno dla starszej pani wiele znaczyły. Znalazłam pudełko pełne drucików, spinaczy, szpilek i otwieraczy. Gromadzone na pewno przez dłuższy czas. Przydatne i użyteczne. Dla Niej. A ja to wszystko wyrzuciłam do kosza. Rurki od soczków, patyczki do ciasta, kawałki pergaminu, naklejki na słoiki i wiele tego typu drobiazgów poszło do worka. Ślady osoby, które je gromadziłam, pamiętające jej dłonie i zapach. Te wszystkie duperele – wspomnienia. Część wyląduje w śmieciach, część zostanie upchnięta w szafach. Cały kurz wymieciony, ostatnie ślady wyszorowane płynem do podłóg.

Koniec. Zamknięcie drzwi.

I tylko meble, tapety, kafelki, deski podłogowe pamiętać będą te ręce, które je myły, te stopy, które po nich stąpały. Ciepło kobiety, która spędzała tu swoje dnie. Tylko one. A to i tak sporo, bo po generalnym remoncie nie zostałoby nic…

Wchodząc pierwszy raz do tego mieszkania czułam w powietrzu ciężar wspomnień. Po tych kilku dniach wietrzenia, zmywania, szorowania, wycierania powietrze robi się jakby lżejsze. Jeszcze tylko ostatnie sprzęty poprzecierać, podłogę wyszorować i wytrzepać dywany i będzie można się wprowadzić.

Ciekawe jak dużo czasu zajmie mi przyzwyczajenie się. Kiedy powiem „nie ma to jak w domu”. Bo póki co bardzo bardzo bardzo bardzo nie chcę się przeprowadzać, ale to już inna historia…

Witaj przybyszu

shenn

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.
.
It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
.
But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

.
Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
.
shenn
.

Kalendarz

Maj 2009
P W Ś C P S N
« kwi   cze »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Kategorie

Archiwum