Oznakowanie pojazdów służb leśnych *
Mimo, że osiągnięto już na tym polu spore sukcesy i jest to problem zdecydowanie mniej uciążliwy niż obecność w lesie quadów i motorów crossowych, to jednak wciąż istnieje i wciąż służby leśne muszą stawiać mu czoła. Chodzi o wjazd samochodów na teren lasu. Jest to zakazane a do tego drogi leśne nie muszą być oznakowane zakazem – zakaz jest domyślny dla wszystkich dróg. Jedynie specjalnie oznakowane trasy są dostępne dla samochodów i innych pojazdów. Oczywiście zakaz nie dotyczy pojazdów służby leśnej czyli leśniczych (w tym nad- i pod-) i straży leśnej (a także wykonujących na zlecenie leśnictwa prace takie jak wycinka itp). Problem pojawia się w momencie, gdy dane leśnictwo nie ma pojazdu służbowego. Nie wiem jak sprawa wygląda w Lasach Państwowych ale w Wydziale Lasów Miejskich Miasta Szczecina takiego samochodu nie ma. Nie ma go żaden z dwóch leśniczych (a przecież muszą przemierzać swoje leśnictwa, by wyznaczać prace, zauważać problemy i nieprawidłowości, nadzorować tereny) ale nie ma go nawet straż leśna! Jednostka, która zajmuje się interwencjami w sprawach tzw szkodnictwa leśnego, co wiąże się z wyprawami w miejsce dotyczące zgłoszenia jak i licznymi patrolami w terenie. Okazuje się, że łatwiej Miastu wydawać co miesiąc pieniądze na dotacje (czy jak to się tam nazywa) na benzynę i naprawy niż załatwić jakiekolwiek auto. I wszyscy pomykają po lesie prywatnymi samochodami…
Tu pojawia się problem, o którym chciałam napisać. Wiadomo, że pojazd służbowy byłby odpowiednio oznaczony ale co z pojazdami prywatnymi? Co może pomyśleć sobie taki przeciętny kierowca, który powstrzymawszy się przed wjazdem swoim samochodem do lasu, podczas spaceru napotyka na nieoznakowany samochód bezkarnie pomykający po leśnych drogach? (Zwłaszcza, że leśnik czy strażnik nie ma na czole wypisane „służba leśna” a na zielono to się może ubrać każdy). Ano, że można. I następnym razem wjedzie. Jak będzie miał pecha to natknie się na strażnika lub leśnika, ale przy takim niewielkim zatrudnieniu to ciężko będzie mu mieć tego pecha (ale to już inny temat). Być może rozwiązaniem byłyby tabliczki przystawiane do przedniej i tylnej szyby samochodu? Podobno coś takiego istnieje, ale chyba jest mityczną opowieścią, bo pomimo wspomnienia o tym fakcie tabliczki nie ujrzałam. Więc nawet jeśli rzeczywiście takie tabliczki istnieją to nikt ich nie używa. Czemu? Chyba na odczepkę usłyszałam, że ten, kto wie, że nie można to nie wjedzie a ten kto chce wjechać to taka tabliczka mu na nic. Ale nie mogę się z tym zgodzić. Bo co z tym przeciętnym polskim kierowcą, o którym wspomniałam wyżej? Przecież kombinowanie i wygodnictwo większość naszych rodaków wyssało z mlekiem matki. A gdy taki jeden z drugim zobaczą bezkarnie pomykające anonimowe auta na leśnych drogach to już tylko krok dzieli ich od naśladowania…
Podobne sytuacje pojawiają się również w wielu innych dziedzinach życia społecznego i niestety nie przywiązuje się do nich wagi a potem narzeka się na problemy…
* Zaznaczam, że są to jedynie luźne przemyślenia stażystki po zaledwie 15 dniach roboczych stażu. Mogę nie znać przepisów, zasad i pewnych niuansów sytuacji. Opinia jest skrajnie subiektywna.
Ostatnie komentarze