Eden – Lem
Po książkę Lema sięgnęłam kilkanaście dni temu zupełnie przypadkiem. Tamtego dnia kupiłam kolejny tom wydawnictwa Gazety Wyborczej, żeby Adam mógł kompletować swoją kolekcję. Traf sprawił, że akurat nie miałam przy sobie nic do czytania i wracając do domu pomyślałam, że dla zabicia czasu tylko rzucę na nią okiem. Niemal od pierwszych stron książka bardzo mnie wciągnęła. Byłam nieco zszokowana. Nieprawdą będzie, że myśl o czytaniu Lema mnie odrzucała. Te fragmenty „Bajek robotów” czy „Opowieści o pilocie Pirxie”, które przerabiało się w szkole, podobały mi się (w przeciwieństwie do odczuć większości moich kolegów i koleżanek), ale jednak nie byłam nimi zafascynowana. Moje zszokowanie dotyczyło faktu, że książkę pochłaniałam z ogromnym zainteresowaniem, które rosło w miarę przewracania kolejnych stron, mimo, iż nie jest to łatwa lektura, jak większość dzieł Lema. Niektórych opisywanych rzeczy, pomimo wielkiego wysiłku, nie sposób sobie wyobrazić dokładnie.
Książka opowiada o wyprawie kosmicznej, która przypadkowo znalazła się na jednej z mijanych planet. Rozbitkowie, oprócz prowadzenia napraw rakiety, wypuszczają się na zwiady, w trakcie których napotykają na nieznane sobie formy życia i działalności. Czytelnik, tak jak załoga statku kosmicznego, nie może oprzeć się określaniu napotkanej rzeczywistości według znanych sobie z Ziemi standardów, jednocześnie cały czas zdając sobie sprawę z bezsensowności takiego rozumowania. Nie będę głębiej wnikać w treść, bo naprawdę warto zapoznać się z książką osobiście. „Eden” opisywany jest jako książka traktująca o ustroju totalitarnym, jednakże dla mnie ważniejszy był właśnie aspekt postrzegania wydarzeń przez pryzmat własnej wiedzy, często zbyt ubogiej lub nieadekwatnej w danej sytuacji. Gorąco polecam sięgnąć po tę publikację, mimo iż nie jest najłatwiejsza (jak to z Lemem bywa).
Przy okazji mała dygresja – uwielbiam czytać w środkach komunikacji miejskiej. Czy stoję, czy siedzę zawsze lubię wyjąć dobry magazyn lub książkę i oderwać się na tych parę chwil od rzeczywistości. Poważnie obawiam się, że zakup samochodu drastycznie zmniejszy ilość czytanych (pochłanianych) przeze mnie książek…
Pingback: shenn » Blog Archive » Mój Lem