Najgorsze co można powiedzieć
Miewam w kwiaciarni klientów dziwnych, bywają też klienci niemili a czasem nawet i nieprzyjemni. Ale czegoś takiego jak dzisiaj to dawno nie widziałam…
Koło godziny 17:30, może 18:00 weszła do kwiaciarni młoda kobieta, dwadzieściakilka lat, niewysoka i nieco przy kości. Energicznym krokiem podeszła i rzuciła swoją torebkę na ladę. Spojrzała na mnie i powiedziała:
Klientka: Jaki ma pani najtańszy kwiatek?
Ja: Różyczkę za 2,50.
K: Poproszę.
U nas ogólnie jest ciasno a najciaśniejsze jest przejście między ladą a półką. Kobieta ta stała przy ladzie i nawet nie przesunęła się,żebym mogła podejść po kwiatka. Myślała, że przywołam kwiatek siłą woli stojąc za ladą? Wzięłam różę (kolor jasno pomarańczowy) i przecisikając się (!) wróciłam za ladę.
J: Dwa pięćdziesiąt.
Kobieta pomyślała chwilę, popatrzyła na mnie i odrzekła z lekką nutką oburzenia i zdziwienia.
K: A nie przybierze mi jej pani?
J: (nieco zdziwiona, bo gdy komuś zależy na taniości raczej sobie głowy wstążkami nie zawraca) Wstążeczkę dać, tak?
K: Tak. (chwila ciszy) A za to się płaci?
J: Tak, oczywiście.
Zadziwiające jak wielu ludzi myśli, że prowadzimy instytucję charytatywną i do kwiatków przybranie i wstążeczki dajemy gratis…
Babka wzięła różę do ręki, obejrzała i rzekła skrzywiona:
K: Jakaś marna… A nie ma czerwonej?
J: (z resztkami mojej anielskiej cierpliwości) Poprosiła pani o najtańszy kwiatek to pokazałam jaki mamy. Czerwone mamy droższe.
Kobieta podeszła do kwiatów.
K: Te czerwone po ile?
J: Bordowe długie po 8 a czerwone po 7 złotych.
Pokręciła nosem, złapała za pomarańczową za 3,50 i niemal rzuciła ją na ladę.
J: Trzy pięćdziesiąt.
Po czym zobaczyłam, że jeden płatek jest naderwany, więc go oberwałam delikatnie do końca.
K: (oburzona) Ale ja nie chciałam, żeby mi pani płatki obrywała!
J: (nadal z anielską cierpliwością i wyrozumiałością) Ale on był naderwany i nie chciałam, żeby róża źle wyglądała.
Kobieta złapała kwiatka.
K: Ja teraz takiej nie chcę!
Powędrowała do wazonów i wetknęła tą różę w pierwszy lepszy z zupełnie innymi kwiatami. Zaczęłam się wkurzać, ale jeszcze mówiłam spokojnie (mogłabym zostać czarownicą*…).
J: Ale niech pani włoży tę różę do odpowiedniego wazonu jak już pani chce sama ją odkładać.
K: (fukając) Sama sobie pani włoży do wazonu!
Chwyciła inną i podeszła do lady. Położyła 4 złote. Dostała ode mnie resztę i obracając się rzuciła coś, czego się NIGDY nie mówi sprzedawcy.
K: Klient płaci – klient wymaga!
Zagotowało się we mnie i zamurowało na chwilę z wrażenia a ona zdążyła dojść do drzwi.
J: (balansując na granicy spokojności) Ale trzeba być też trochę wychowanym!
Babka zaczęła coś do mnie o dobrym wychowaniu mówić ale już nie miałam ochoty jej słuchać. Miałam ochotę ją rozszarpać! Tonem nie znoszącym sprzeciwu powiedziałam głośno i dobitnie “Dowidzenia!”. Coś tam jeszcze próbowała powiedzieć, więc powtórzyłam jeszcze głośniej i jeszcze dobitniej “Dowidzenia!” patrząc na nią płonącymi oczami.
Jak wyszła przez chwilę opowiadała coś mocno gestykulując dresowi, który na nią czekał, po czym, całe szczęście, oddalili się a ja rzuciłam taką wiązankę przekleństw, że prawie kwiaty powiędły… Mam nadzieję, że jej ta róża zwiędła albo zgniła zanim do domu ją doniosła…
“Klient płaci – klient wymaga” jest zaraz po “Klient – nasz pan” (które to też kiedyś usłyszałam i myślałam, że zabiję autora wypowiedzi…) zdaniem, którego żaden szanujący się i wychowany człowiek nie powinien nawet pomyśleć! Totalny brak szacunku i ignorancja! W głowie mi się nie mieści jak można tak postępować!
—
* Czytam kolejną książkę Pratchetta – “Zimistrz”. Swoją drogą czytanie opowieści o władcy zimy, górach lodowych, śnieżnych zamieciach i mroźnych nocach nie bardzo pomaga się ogrzać, gdy w kwiaciarni zaledwie 11-14 stopni Celsjusza… ;-)
Test na spostrzegawczość II
Pamiętacie test na spostrzegawczość? Jego twórcy przedstawiają kolejny film:
Uważajcie na rowerzystów!
Zabezpieczony: Projekt
Pif-paf
Kolejny dowód na to, że koty uczą się sztuczek!
Praca biurowa
musi być baaardzooo nużąca…
Ostatnie komentarze