Contessa już jest! Dojechała! Moja śliczna:D
Nieco po 15stej wsiadłam na mój stary rower celem odwiezienia go nowej właścicielce i odebrania przesyłki z rowerem w środku a także odwiedzenia mamy Adama z okazji Dnia Matki:-). Po drodze złapał mnie Adam i tak sobie pedałowaliśmy nieco okrężną drogą na Pomorzany. Po przyjeździe (dist-9.67, avg-15.09, time-38:29, max-27) okazało się, że przesyłka nadal siedzi w magazynie i przyjedzie dopiero o 19:30…
Ale czekaliśmy cierpliwie. A jak już zajechała to szybciutko rozpakowałam i SAMA ZŁOŻYŁAM DO KUPY! :D Siodełko, przednie koło, kierownica i pedały. Adam oczywiście robił dokumentację zdjęciową całego rozpakowywania, skręcania i pierwszych chwil jazdy;-) Ale zanim przekaże mi zdjęcia to wieki miną dlatego może kiedyś będzie Wam dane zobaczyć jak sprawnie rowery skręcam;-) A potem jazda próbna – cel:dom. Jedzie się bajecznie! Nie dość, że rower śliczny i dość lekki to jeszcze jakoś lekko się go prowadzi. Tylko szkoda, że przerzutki są niewyregulowane… A i w pewnym momencie coś zaczęło jakby stukać. Im szybciej się jechało tym szybciej stukało. Nasłuchiwałam i nasłuchiwałam pełna obaw, że zaraz mi się moja nówka sztuka rozleci. Nawet zatrzymaliśmy się sprawdzić co to i po obsłuchaniu całego roweru okazało się, że nie zdjęłam naklejki z przedniej przerzutki i zahaczała ona o zębatkę ^_^’. Do domku dojechaliśmy w 34 minuty (to przez to nasłuchiwanie i zatrzymywanie się) i teraz rowerek stoi sobie i ładnie wygląda;-)
Kocie szczęścia i nieszczęścia
Wczoraj Matylda, wystraszona odkurzaczem, nauczyła się w końcu wskakiwać na parapet w sypialni! Dzielę się tym, gdyż dla kluskowatej Matyldy jest to wielkie osiągnięcie:-] Również Farba z dnia na dzień staje się zupełnie innym kotem niż była chociażby rok temu, ale to temat na osobną opowieść.
Niemniej jednak koty to wspaniałe stworzenia, które uwielbiam i boli mnie serce jak dzieje się im krzywda. A ostatnio na naszej ulicy poznaliśmy kocią rodzinkę – kolejne małe kocie nieszczęście… Mamusia i dwa kocięta. Wszystkie czarnobiałe/białoczarne i okropnie brudne od węgla… Mieszkają w zapuszczonej piwnicy, rzadko kiedy wychodzą i są szarobure od tego węgla. Drobniutka mamusia jest pokąsana na szyi. Widać czerwone rany, dość świeże oraz ubytki w sierści. Dodatkowo bardzo się boi… Od trzech dni zanosimy im jedzenie, na które rzucają się jakby niewiele jadały… Nie wiem jeszcze co z tą rodzinką zrobić… Gdybym wiedziała, że ktoś przygarnie kociaka lub dwa albo pomoże w złapaniu i leczeniu mamuśki to nie wahałabym się. Jednak wiedząc jak duży jest to wysiłek obawiam się przygarnąć ich nie mając pewności, że wszystko się powiedzie… Także, gdyby ktoś chciał przygarnąć dwa „krówkowate” maluszki niech szybko da znać! Wykąpię, zabiorę do lekarza, zsocjalizuję i oddam piękne i przyjazne kuleczki do nowego domu! (Nadal są bardzo nieufne jednak może dziś uda się zrobić im zdjęcie.)
A tymczasem dla rozładowania atmosfery podrzucam Poradnik Inżynierski Obsługi Kota (An Engineer’s Guide to Cats):
Two professional engineers illustrate the proper care and practical benefits of cats. None of the cats, humans, or engineers were mistreated in the making of this film. They were however, slightly annoyed.
Ostatnie komentarze