Archiwum z miesiąca: Maj 2008

Contessa już jest! Dojechała! Moja śliczna:D

Nieco po 15stej wsiadłam na mój stary rower celem odwiezienia go nowej właścicielce i odebrania przesyłki z rowerem w środku a także odwiedzenia mamy Adama z okazji Dnia Matki:-). Po drodze złapał mnie Adam i tak sobie pedałowaliśmy nieco okrężną drogą na Pomorzany. Po przyjeździe (dist-9.67, avg-15.09, time-38:29, max-27) okazało się, że przesyłka nadal siedzi w magazynie i przyjedzie dopiero o 19:30…

Ale czekaliśmy cierpliwie. A jak już zajechała to szybciutko rozpakowałam i SAMA ZŁOŻYŁAM DO KUPY! :D Siodełko, przednie koło, kierownica i pedały. Adam oczywiście robił dokumentację zdjęciową całego rozpakowywania, skręcania i pierwszych chwil jazdy;-) Ale zanim przekaże mi zdjęcia to wieki miną dlatego może kiedyś będzie Wam dane zobaczyć jak sprawnie rowery skręcam;-) A potem jazda próbna – cel:dom. Jedzie się bajecznie! Nie dość, że rower śliczny i dość lekki to jeszcze jakoś lekko się go prowadzi. Tylko szkoda, że przerzutki są niewyregulowane… A i w pewnym momencie coś zaczęło jakby stukać. Im szybciej się jechało tym szybciej stukało. Nasłuchiwałam i nasłuchiwałam pełna obaw, że zaraz mi się moja nówka sztuka rozleci. Nawet zatrzymaliśmy się sprawdzić co to i po obsłuchaniu całego roweru okazało się, że nie zdjęłam naklejki z przedniej przerzutki i zahaczała ona o zębatkę ^_^’. Do domku dojechaliśmy w 34 minuty (to przez to nasłuchiwanie i zatrzymywanie się) i teraz rowerek stoi sobie i ładnie wygląda;-)

Kocie szczęścia i nieszczęścia

Wczoraj Matylda, wystraszona odkurzaczem, nauczyła się w końcu wskakiwać na parapet w sypialni! Dzielę się tym, gdyż dla kluskowatej Matyldy jest to wielkie osiągnięcie:-] Również Farba z dnia na dzień staje się zupełnie innym kotem niż była chociażby rok temu, ale to temat na osobną opowieść.

Niemniej jednak koty to wspaniałe stworzenia, które uwielbiam i boli mnie serce jak dzieje się im krzywda. A ostatnio na naszej ulicy poznaliśmy kocią rodzinkę – kolejne małe kocie nieszczęście… Mamusia i dwa kocięta. Wszystkie czarnobiałe/białoczarne i okropnie brudne od węgla… Mieszkają w zapuszczonej piwnicy, rzadko kiedy wychodzą i są szarobure od tego węgla. Drobniutka mamusia jest pokąsana na szyi. Widać czerwone rany, dość świeże oraz ubytki w sierści. Dodatkowo bardzo się boi… Od trzech dni zanosimy im jedzenie, na które rzucają się jakby niewiele jadały… Nie wiem jeszcze co z tą rodzinką zrobić… Gdybym wiedziała, że ktoś przygarnie kociaka lub dwa albo pomoże w złapaniu i leczeniu mamuśki to nie wahałabym się. Jednak wiedząc jak duży jest to wysiłek obawiam się przygarnąć ich nie mając pewności, że wszystko się powiedzie… Także, gdyby ktoś chciał przygarnąć dwa “krówkowate” maluszki niech szybko da znać! Wykąpię, zabiorę do lekarza, zsocjalizuję i oddam piękne i przyjazne kuleczki do nowego domu! (Nadal są bardzo nieufne jednak może dziś uda się zrobić im zdjęcie.)

A tymczasem dla rozładowania atmosfery podrzucam Poradnik Inżynierski Obsługi Kota (An Engineer’s Guide to Cats):

Two professional engineers illustrate the proper care and practical benefits of cats. None of the cats, humans, or engineers were mistreated in the making of this film. They were however, slightly annoyed.

Luksus czy powinność?

Wczoraj postanowiłam zamęczyć swoje szlachetne siedzenie i biedne kolanka długaśnym rowerowaniem. Całą sprawę opisuję na swoich bikestats, na które serdecznie zapraszam:-). [Dostęp do shenn.bikestats.pl również przez ten bannerek po prawej stronie.]

Cały serwis bikestats.pl powstał dawno temu, jednak jakoś dopiero niedawno trafił na nasze komputery i od razu zyskał moje uznanie. Koniec z poplątanymi kartkami z zapiskami z licznika. I w końcu mogę sobie ponudzić o swoich wyprawach i nikt nie musi tego czytać;-). Z bikestats.pl korzystają ludkowie przeróżni, jeżdżący codziennie (kurierzy rowerowi, “profesjonalni amatorzy”, ludzie dojeżdżający do pracy) jak i tacy, którzy na rower wsiadają okazjonalnie. Wszystkich łączy miłość do rowerów.

A jak już jesteśmy przy rowerach – od jakiegoś czasu pałęta mi się w przeglądarce bardzo ciekawy filmik. 15 minutowy, nakręcony w 2004 roku opowiada o szczęśliwych rowerzystach z Holandii, Danii i Columbii. O ludziach, którzy żyją w cywilizowanych miastach przyjaznych dla rowerzystów. Bo taka koneksja jest możliwa. Ba! Świadczy o postępie cywilizacyjnym. “Miasto przystosowane dla rowerzystów to nie luksus. To powinność naszych czasów!”

Jak daleko polskie miasta są w tyle…

Autoroboty i niezniszczalne monstery – czyli “fajny” film wczoraj widziałem

W ostatnich dniach obejrzeliśmy dwa filmy z gatunku Sci-Fi+Akcja. Obydwa notowane na ponad 7/10 punktów na filmweb.pl/. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ muszę sobie ponarzekać… Tym, którzy filmów nie oglądali a chcieliby, odradzam czytanie, bo mogą dowiedzieć się czegoś, czego nie chcieliby wiedzieć (spojleruję ;-) ).

Continue reading

Sen pełen szczegółów

Miałam dzisiaj niesamowite sny. Niestety pamiętam tylko jeden, ale za to ten najbardziej niesamowity.

Za sprawą pewnego telefonu znalazłam się w ogromnym starym domu. Mieszkała w nim stara kobieta z dwojgiem mężczyzn,którzy chyba byli jej braćmi. Jeden z nich chodzący o kulach był trochę szalony i śmierdzący;-). Ale to nie istotne. Dom był naprawdę bardzo duży i niezwykle stary. W każdym pomieszczeniu było mnóstwo zabytkowych mebli, obrazów, zastawy i bibelotów. Na każdym przedmiocie leżała warstwa kurzu, nawet na podłodze, dlatego wszystko wyglądało szaro. Jednak to w niczym nie przeszkadzało. Widziałam wszystkie, naprawdę wszystkie szczegóły napotkanych przedmiotów. Ornamenty, wzory, kolory, rozstawienie mebli w pokoju, czy nawet napisy na wiszących w gablotach sztandarach. I właśnie to było najbardziej niesamowite w tym śnie!

Nie byłam we wszystkich pomieszczeniach domu jednak obejrzałam ich i tak bardzo wiele. Piwnica o kamiennych ścianach, trzech pustych pomieszczeniach z tyłu, bez okien, dwóch z przodu wychodzących na ogród. W jednym z nich okna dochodziły do samej podłogi, dzięki czemu można było wyjść do ogrodu. Schody prowadzące do tej piwnicy były drewniane, nieco podniszczone, szerokie z bogato zdobioną balustradą i znajdowały się w pokoju pełnym historycznych pamiątek. Pianino, stół, przy nim krzesła obite czerwoną tkaniną. Na ścianach obrazy i gabloty a w gablotach różne różności a nawet sztandar z czasów Powstania Kościuszkowskiego, którym pochwaliła się właścicielka. A i oczywiście przy wejściu do domu ogromny hall z bardzo szerokimi schodami prowadzącymi na piętro, gdzie mieszkali właściciele. Hall miał podłogę kamienną, zmatowiałą a kiedyś pewnie pięknie błyszczącą. Z tego miejsca przejść można było do dwóch niedużych pokoi, z których pierwszy był pomalowany ciemno zieloną farbą, stało tam małe pianinko, trzy okrągłe stoliki i stare krzesła obite zieloną tkaniną. Pokój przeznaczony na spotkania mężczyzn. Czułam nastrój tego miejsca, rozmowy o polityce przy paleniu cygar i oknie przysłoniętym ciężką kotarą. Z tego pomieszczenia przechodziło się do następnego niewielkiego pokoiku. Tym razem pomalowanego na biało, o jasnych lekkich meblach. Stał tam też biały klawesyn a w oknie wisiała różowa tiulowa firanka. Pokoik spotkań dla dam. Z hallu przejść można było też przez szeroki korytarz do kuchni, jednak tam nie byłam.

Po obejrzeniu całego domu właścicielka zapytała czy podejmuję się zadania. A było nim wysprzątanie i odnowienie wszystkich pomieszczeń i sprzętów. Zafascynowana miejscem zgodziłam się zastrzegając jednak, że zajmie to bardzo dużo czasu, gdyż dom jest ogromny. Zaraz po tym obeszłyśmy jeszcze raz oglądane wcześniej pomieszczenia a ja opowiadałam starszej pani o swoich pomysłach na nowy wygląd pomieszczeń. Byłam pełna entuzjazmu i wizji nowego wyglądu. Ten dom mógł się stać wizytówką, miejscem chętnie odwiedzanym i o to chodziło staruszce.

Pozostawiła mnie w hallu z młodym chłopakiem, który miał mi pomagać a sama powitała gości i zajęła się nimi. Na odchodne dała nam 100zł zaliczki. Ja natomiast wymieniłam z tym chłopakiem numery telefonów. Zapytałam go o imię ale nie potrafiłam powtórzyć. Było długie, skomplikowane i nie polskie. Poprosiłam by przeliterował ale to mi nie pomogło. Gdy je zapisał na mojej kartce okazało się, że to imię greckie. Dogadaliśmy się jak na niego mam mówić i sen się skończył.

Wszystko było tak realistycznie wyraźne, że zdziwiłam się, że to tylko sen…

Witaj przybyszu

shenn

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.
.
It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
.
But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

.
Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
.
shenn
.

Kalendarz

Maj 2008
P W Ś C P S N
« kwi   cze »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Kategorie

Archiwum