Operacja w toku *
Oddałam Farbę w ręce weterynarza… Mam nadzieję, że dobre ręce. Kernelka uciachali odpowiednio, więc mam nadzieję, że z naszą czarną też będzie dobrze…
Całą drogę miauczała otwierając cały pyszczek a w autobusie niemal płakała. W gabinecie przerzuciliśmy ją do klatki iniekcyjnej. Jak tylko dostała zastrzyk to się zaczęła w tej klatce porządnie rzucać, więc dobrze, że nie musieliśmy robić tego bezpośrednio. Pani wet. pobrała najpierw krew. Powiedziała, że było bardzo ciężko i że mało wzięła, bo Farba ma niskie ciśnienie krwi. Tego się obawiałam, już jakiś problem. Ciekawe jak wyjdą wyniki…
Po wyniki mam przedzwonić do laboratorium przed 15stą a po Farbę jakoś o 15stej pójdę, żeby była już wybudzona… Oj stresuję się mocno…
—
* albo raczej już wybudzanie, bo sama operacja to może z 20 minut trwa
W oczekiwaniu na operację
Dzisiaj TEN dzień. Farba umówiona na sterylizację (i pobranie krwi do badania). Stresujemy się mocno. Zwłaszcza, że operacja dopiero o godzinie 11tej a już od około 45 minut mała siedzi w transporterku. Musieliśmy ją tam wpakować razem, zanim Adam wyszedł do pracy, bo sama bym sobie z tym stułapym i rekinozębnym potworem nie poradziła… No i siedzi w klatce, przykrytej ręcznikiem, w zamkniętym pokoju (żeby jej koty inne nie denerwowały) i biadoli i płacze albo wścieka się i drapie klatkę. A mi się serce kraje…
Ale najgorsze jest chyba to, że ta małpa ruda, jakby wiedziała co ją czeka i zaczęła w nocy odstawiać cyrki. Przylazła do łóżka i przez całą noc kazała się głaskać. A miała sposobność, bo bardzo źle spałam i budziłam się wiele razy. Na dodatek zesłała mi złe sny. Że nasze koty zaatakowała jakaś dziwna choroba skóry, przez co nie mogliśmy jej sterylizować dzisiaj… Mam nadzieję, że to całe niezwyczajne przymilanie się nie jest związane z rozpoczynającą się rują, bo to zdyskwalifikuje ją jako kandydatkę na zabieg… Ale to już pani weterynarz będzie musiała zadecydować.
Chciałabym wiedzieć, co mogę zrobić, żeby jej ulżyć…
Pierwsza wielka wyprawa trzech kociąt
Przesłodkie… A na końcu pewna charakterystyczna melodia. Kto wie skąd ona jest? :-] (ja wiem, ale nie powiem;) )
PS- Uwielbiam oglądać filmy japońskie, ponieważ uwielbiam słuchać ich języka. Jest taki przyjemny a jednocześnie zabawny. :-)
Pata do chrztu czyli jak to bywa z telefonicznymi rozmowami
Komedia w jednym akcie
Czas i miejsce akcji:
wczoraj pod wieczór w drodze do domu
Osoby:
Pewien Znany Mi Mężczyzna (PZMM), którego imię przemilczę (obiecałam)
Mama PZMM
ja
telefon
AKT I
Scena I
Przemierzając ciemne przestrzenie na tyłach budynku i kierując się w stronę tylnego wejścia do klatki PZMM odebrał telefon od swojej Mamy. Rozmowa trwała długo, choć większość wypowiedzi PZMM tworzyły „hmm” i „uhm” a także „ok, dobrze”. W końcu rozmowa dobiegła końca i PZMM przemówił do mnie mniej więcej tymi słowy:
PZMM – mama mówi, że jako chrzestna musisz kupić pate.
ja – co muszę kupić?
PZMM – no pate.
ja – a co to jest?
PZMM – no nakłada się to na dziecko w czasie chrztu.
ja – to może szatę? szatkę do chrztu?
PZMM – nie nie, nie szatę, bo tego się nie wkłada tylko kładzie na dziecku. Mama powiedziała, że możesz to znaleźć w takim jednym sklepie. Chyba antychryst się nazywa czy jakoś tak.
Nie mogąc zrozumieć co PZMM ma na myśli przedzwoniliśmy do jego Mamy raz jeszcze. Tym razem rozmawiałam ja. Okazało się, że mam kupić szatkę do chrztu w sklepie Ars Christiana…
Jak podsumowała moja Mama: nie na darmo powstało powiedzenie „co głuchy nie dosłyszy to sobie dopowie”.
:-)
Biały talerzyk na billboardzie
Jakiś czas temu przemierzając miasto natknęłam się na pewien osobliwy billboard reklamowy. Reklamował po prostu blog (whiteplate.blogspot.com). Nie mam pojęcia, czy to prywatna inicjatywa czy jakaś komercyjna. Sądząc po tym, że autorka jest z Warszawy (profil użytkownika) a w naszym Szczecinie widziałam już przynajmniej dwa billboardy (i wiszą już całkiem długo), które przecież ot takie tanie to raczej nie są, skłaniałabym się do opcji komercyjnej. Niemniej jednak w komentarzach do naleśników przeczytać można, że się mylę. Ciekawe…
Niemniej jednak bardzo gorąco polecam whiteplate.blogspot.com, bo i przepisy dobrze opisane i zdjęcia przepiękne. Od samego oglądania i czytania zaczyna burczeć w brzuchu. A ja w najbliższym czasie zamierzam to i owo wypróbować;-)
PS- autorka prowadzi również Pracownię Wypieków, czyli krok po kroku jak coś upiec. Szkoda tylko, że tak rzadko aktualizowane…
Ostatnie komentarze