Archiwum z miesiąca: Luty 2008

Operacja w toku *

Oddałam Farbę w ręce weterynarza… Mam nadzieję, że dobre ręce. Kernelka uciachali odpowiednio, więc mam nadzieję, że z naszą czarną też będzie dobrze…
Całą drogę miauczała otwierając cały pyszczek a w autobusie niemal płakała. W gabinecie przerzuciliśmy ją do klatki iniekcyjnej. Jak tylko dostała zastrzyk to się zaczęła w tej klatce porządnie rzucać, więc dobrze, że nie musieliśmy robić tego bezpośrednio. Pani wet. pobrała najpierw krew. Powiedziała, że było bardzo ciężko i że mało wzięła, bo Farba ma niskie ciśnienie krwi. Tego się obawiałam, już jakiś problem. Ciekawe jak wyjdą wyniki…
Po wyniki mam przedzwonić do laboratorium przed 15stą a po Farbę jakoś o 15stej pójdę, żeby była już wybudzona… Oj stresuję się mocno…

* albo raczej już wybudzanie, bo sama operacja to może z 20 minut trwa

W oczekiwaniu na operację

Dzisiaj TEN dzień. Farba umówiona na sterylizację (i pobranie krwi do badania). Stresujemy się mocno. Zwłaszcza, że operacja dopiero o godzinie 11tej a już od około 45 minut mała siedzi w transporterku. Musieliśmy ją tam wpakować razem, zanim Adam wyszedł do pracy, bo sama bym sobie z tym stułapym i rekinozębnym potworem nie poradziła… No i siedzi w klatce, przykrytej ręcznikiem, w zamkniętym pokoju (żeby jej koty inne nie denerwowały) i biadoli i płacze albo wścieka się i drapie klatkę. A mi się serce kraje…
Ale najgorsze jest chyba to, że ta małpa ruda, jakby wiedziała co ją czeka i zaczęła w nocy odstawiać cyrki. Przylazła do łóżka i przez całą noc kazała się głaskać. A miała sposobność, bo bardzo źle spałam i budziłam się wiele razy. Na dodatek zesłała mi złe sny. Że nasze koty zaatakowała jakaś dziwna choroba skóry, przez co nie mogliśmy jej sterylizować dzisiaj… Mam nadzieję, że to całe niezwyczajne przymilanie się nie jest związane z rozpoczynającą się rują, bo to zdyskwalifikuje ją jako kandydatkę na zabieg… Ale to już pani weterynarz będzie musiała zadecydować.
Chciałabym wiedzieć, co mogę zrobić, żeby jej ulżyć…

Pierwsza wielka wyprawa trzech kociąt

Przesłodkie… A na końcu pewna charakterystyczna melodia. Kto wie skąd ona jest? :-] (ja wiem, ale nie powiem;) )

PS- Uwielbiam oglądać filmy japońskie, ponieważ uwielbiam słuchać ich języka. Jest taki przyjemny a jednocześnie zabawny. :-)

Pata do chrztu czyli jak to bywa z telefonicznymi rozmowami

Komedia w jednym akcie

Czas i miejsce akcji:
wczoraj pod wieczór w drodze do domu
Osoby:
Pewien Znany Mi Mężczyzna (PZMM), którego imię przemilczę (obiecałam)
Mama PZMM
ja
telefon

AKT I
Scena I

Przemierzając ciemne przestrzenie na tyłach budynku i kierując się w stronę tylnego wejścia do klatki PZMM odebrał telefon od swojej Mamy. Rozmowa trwała długo, choć większość wypowiedzi PZMM tworzyły „hmm” i „uhm” a także „ok, dobrze”. W końcu rozmowa dobiegła końca i PZMM przemówił do mnie mniej więcej tymi słowy:
PZMM – mama mówi, że jako chrzestna musisz kupić pate.
ja – co muszę kupić?
PZMM – no pate.
ja – a co to jest?
PZMM – no nakłada się to na dziecko w czasie chrztu.
ja – to może szatę? szatkę do chrztu?
PZMM – nie nie, nie szatę, bo tego się nie wkłada tylko kładzie na dziecku. Mama powiedziała, że możesz to znaleźć w takim jednym sklepie. Chyba antychryst się nazywa czy jakoś tak.

Nie mogąc zrozumieć co PZMM ma na myśli przedzwoniliśmy do jego Mamy raz jeszcze. Tym razem rozmawiałam ja. Okazało się, że mam kupić szatkę do chrztu w sklepie Ars Christiana

Jak podsumowała moja Mama: nie na darmo powstało powiedzenie „co głuchy nie dosłyszy to sobie dopowie”.

:-)

Biały talerzyk na billboardzie

Jakiś czas temu przemierzając miasto natknęłam się na pewien osobliwy billboard reklamowy. Reklamował po prostu blog (whiteplate.blogspot.com). Nie mam pojęcia, czy to prywatna inicjatywa czy jakaś komercyjna. Sądząc po tym, że autorka jest z Warszawy (profil użytkownika) a w naszym Szczecinie widziałam już przynajmniej dwa billboardy (i wiszą już całkiem długo), które przecież ot takie tanie to raczej nie są, skłaniałabym się do opcji komercyjnej. Niemniej jednak w komentarzach do naleśników przeczytać można, że się mylę. Ciekawe…

Niemniej jednak bardzo gorąco polecam whiteplate.blogspot.com, bo i przepisy dobrze opisane i zdjęcia przepiękne. Od samego oglądania i czytania zaczyna burczeć w brzuchu. A ja w najbliższym czasie zamierzam to i owo wypróbować;-)

PS- autorka prowadzi również Pracownię Wypieków, czyli krok po kroku jak coś upiec. Szkoda tylko, że tak rzadko aktualizowane…

Witaj przybyszu

shenn

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.
.
It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
.
But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

.
Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
.
shenn
.

Kalendarz

Luty 2008
P W Ś C P S N
« sty   mar »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
2526272829  

Kategorie

Archiwum