Faworki’08
Dziś Dzień Łasucha i Obżartucha, zwany potocznie Tłustym Czwartkiem;-) Z tej okazji wczoraj, pomyślawszy sobie, że samemu przyjemniej i smaczniej, zabraliśmy się do tworzenia Faworków.
Zakupiwszy odpowiednie składniki, przekupiłam Adama, żeby mi pomagał. Zagniatając ciasto podpowiadałam mu, co ma zrobić w on sumiennie realizował te działania. Jedynym kłopotem był brak stolnicy i wałka. Jednak wybrnęliśmy z niego za pomocą blatu i pałki;-) Niestety, kiedy dotarliśmy do punktu “pierwsze faworki smażą się w tłuszczu i należy je przewrócić na drugą stronę” doszło do buntu na pokładzie! Okazało się, ze zapach (smród?) rozgrzanego tłuszczu a w nim faworków wywołuje odruch prawie-wymiotny u wyżej wymienionego osobnika. Cóż, zdarza się i tak. Resztę faworków usmażyłam w towarzystwie zamaskowanego Adama-terrorysty;-) Podobno taka izolacja pomagała (plus otwarte na oścież okno). Szkoda, że nie mam foty ale groził mi śmiercią na miejscu w przypadku zrobienia zdjęcia;-) Za to poniżej zdjątka efektu naszych działań a jeszcze niżej przepis na faworki! (z komentarzem)
Znów sny tak realne
Wstałam rano, by kupić bułki i chleb, ale poszłam w zupełnie inne miejsce niż zwykle. W ciasnym sklepiku było wiele produktów, ale przyglądałam się im jedynie z ciekawości. Potrzebowałam tylko pieczywa. Wracając mijałam odnawianą siedzibę Policji. W jednym, niemal pustym pokoju o żółtych ścianach i łysej żarówce, kołyszącej się niespokojnie pod sufitem, przebywała garstka osób. Przez uchylone okno słyszałam, że ustalają szczegóły jakiejś akcji schwytania przestępcy. Zwolniłam i z zaciekawieniem obserwowałam ich nerwowe ruchy. Byli to młodzi mężczyźni, pełni zapału. W cywilnych ubraniach, podekscytowani rozmawiali żywiołowo gestykulując. Jeden z nich spojrzał przez okno.
Mógł mieć tyle lat co ja. Długie kręcone włosy koloru miodu i jasne, niemal świecące oczy nie pozwalały oderwać wzroku. Całe szczęście ktoś się do niego odezwał i to on przerwał to dziwne połączenie. Poczułam się dziwnie. Kiedy już prawie traciłam możliwość zaglądania do pomieszczenia, do okna podszedł inny. Równie młody, wysoki, o ciemnych włosach do ramion, związanych w kitkę. Oczy miał ciemne, choć tak naprawdę nie mam pewności. Byłam już za daleko. Ale, gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały poczułam, że zaraz wybiegnie z budynku by mnie znów zobaczyć. Skręciłam za róg i pobiegłam pod górę. Nie myliłam się.
Małe rude kociątko
Macie czasem takie dziwne dni, kiedy aż tyle wydarzeń składa się w dziwną całość? Aż czasem trudno w to uwierzyć… Dzisiaj właśnie był taki dzień…
To, że wśród czytanych od tygodnia kryminalnych opowiastek dziś trafiła się jedna o tym, że On ginie na wojnie a Ona, w dniu, kiedy dowiaduje się o tym, znajduje w ogrodzie malutkiego kocurka o płomiennorudym umaszczeniu, niczym włosy właśnie Jego, którego już nie ma i nie będzie, to jeszcze nic. Gorzej jak później, przy okazji krótkiej wizyty w schronisku pod nogami przebiega mi właśnie takie małe rude kociątko…
A potem, w radiu, całe popołudnie opowiadali o katastrofie tego samolotu z wyśmienitymi pilotami na pokładzie. I moja frustracja nad roztrząsaniem tego wydarzenia i to, że prezydent, znudzonym do cna głosem, ogłosił żałobę narodową. A potem refleksja. Jak grom z jasnego nieba. Że przecież On chciał być pilotem. I może, gdyby życie potoczyło się inaczej, może tam byłby właśnie On?
I jeszcze potem ta audycja. O dziewczynie chorej na białaczkę. O dziewczynie, która chce walczyć. Tak mocno jak On nie chciał…
Sama nie wiem, co mam myśleć… Brakuje jeszcze tylko snu…
To co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu…
Wzruszająca historia Przemka, chłopca o zdrowym umyśle uwięzionym w chorym ciele. “Najgorsze jest jak ludzie nie rozumieją” mówi…


Ostatnie komentarze