Mężczyźni…
… wykorzystują kobiety by poprawić jakość swojego życia. Na wiele sposobów. Na przykład tak:
Palisz? Musisz to obejrzeć!
Mały eksperyment pokazujący co się dzieje z płucami podczas palenia papierosów…
Dobre do wykorzystania na zbiórce. Tylko kto odpali tego papierosa?
Balon na Naruszewicza
Zadzwoniła wczoraj do mnie kobieta w sprawie kociaka. Chciała kocurka więc powiedziałam, że owszem mam Żabę ale on ma problem z nóżką. Dopytywała co to za problem i po moim wyjaśnieniu powiedziała, że to dla niej żaden problem, sama ma grupę inwalidzką i kotek inwalida nie będzie dla niej czymś dziwnym i chętnie się nim zaopiekuje. Opowiadała, że ma czteroletnią córeczkę spokojną i kochającą zwierzęta, łagodną suczkę, królika (w dużej klatce) i szczura. Pomyślałam, że się z nią spotkam. Zobaczę warunki domowe, porozmawiam o kotach, sprawdzę czy koszty utrzymania kolejnego zwierzaka nie przewyższą jej możliwości. A przede wszystkim dlatego, że ciągle coś przerywało w telefonie i ta rozmowa była dość uciążliwa. Kobieta zgodziła się i umówiłyśmy się na dzisiejsze popołudnie u niej w domu.
Popołudniu wybrałam się pod wskazany adres (ul. Naruszewicza). Zastałam obskurną kamienicę, wejście bez domofonu i jeszcze gorszą klatkę schodową. Pełna obaw weszłam na piętro a tam w miarę czyste drzwi. Zadzwoniłam dwukrotnie, zapukałam i nic. Wyszłam na zewnątrz. Kamienica istotnie okropna ale okna mieszkania jako chyba jedyne umyte, pomalowane i z czystymi firankami. Zadzwoniłam pod nr telefonu, z którego ona dzwoniła do mnie. Włączyła się sekretarka – telefon wyłączony. Zaszłam na podwórze i o dziwo świeciło się światło w mieszkaniu. Weszłam jeszcze raz na górę i zadzwoniłam. Przez drzwi jakiś facet zapytał o co chodzi. Wyjaśniłam. Otworzył (na oko około 40 letni, zmęczony życiem) i zapytał raz jeszcze. Powtórzyłam. Kobieta, może 30 letnia, wchodząca właśnie po schodach zapytała również. Za mężczyzną pojawiła się mała dziewczynka. Wyjaśniłam raz jeszcze. Mężczyzna powiedział, że chyba dostałam zły adres bo oni kota nie szukali. Mają już psa i królika więc nie potrzeba im już kota. Kobieta minęła mnie, zabrała dziecko i zniknęła bez słowa gdzieś w domu. Poszłam.
Jest możliwość, że źle usłyszałam adres, ale zbyt wiele rzeczy mi się tu zgadza… Jest mi przykro bo czuję się zrobiona w balon. Jeśli to rzeczywiście oni i zmienili zdanie (Adam podpowiada, że pewnie kobieta dziecku obiecała a mężczyzna się sprzeciwił lub nie został powiadomiony a ona bała się przyznać przy nim) to mogła kobita przedzwonić. Nic by się przecież nie stało… A tak zestresowałam się, narobiłam sobie nadziei i zawiodłam się… Smutne.
Czasem zdaża się tak często…
Czasem tak bardzo chcesz być bliżej, że z każdym krokiem coraz bardziej się oddalasz…
Czasem tak mocno chcesz pomóc, że każdym wyciągnięciem ręki ranisz jeszcze mocniej…
Czasem tak bardzo chcesz i wtedy tak bardzo się nie udaje…
Wybory #5 – VICTORIA
WYGRALIŚMY!
Pięknie :-)
Ostatnie komentarze