Łupiny, ślepota i strach
Jadę dziś autobusem na Słoneczne. W autobusie całkiem sporo ludzi. W połowie drogi dojrzałam, że obok wózka z 4-5 letnią dziewczynką leży masa łupinek od słonecznika. Słonecznik wcinała jej mama. Ale to nie ona rzucała łupinki. Po kilku chwilach dziecina dostała porcję ziarenek i hajda łupiny na podłogę. Zdenerwowałam się i zapytałam mamę dziewczynki, dlaczego pozwala by jej dziecko rzucało łupiny na podłogę. Kobieta, z rozbrajającą szczerością, odpowiedziała, że nie wiedziała o tym. Na moją uwagę, że łupin już dużo więc dziecko jadło od jakiegoś czasu nadal zarzekała się, że nie wiedziała i przepraszała za śmieci. Poprosiłam, by zwróciła na to uwagę, bo dziecko się nauczy i będzie śmiecić wszędzie. Matka się zgodziła i do momentu aż wysiadłam strofowała dziecko za wszystko…
Pozostali pasażerowie nie powiedzieli ani słowa. Część z nich, gdy zaczęłam mówić, odwróciło się w stronę okna, część zainteresowała się zajściem. Dwie kobiety stały dużo bliżej wózka niż ja a nic z tym faktem nie zrobiły przez cały ten czas… A gdy w Zdrojach wysiadała jeszcze inna kobieta, szturchając mnie w rękę uśmiechnęła się i szepnęła „brawo”.
„Brawo” bo co? Bo ona nie miała odwagi? Ja wiem, że to nie jest proste. Nie łatwo jest grzecznie zwrócić komuś uwagę. Nie łatwo jest wystawić się na ewentualny atak. Ja to dobrze wiem, bo za każdym razem po takiej akcji trzęsą mi się ręce. Ale trzeba. Do cholery, trzeba!
Słonecznik to drobnostka, ale z takich drobnostek czasem rodzą się tragedie…
Witamy Nikolę po tej stronie;-)

Przyszła mama chrzestna ze swoją przyszłą chrześniaczką;-) Na zdjęciu Nikola w wieku około 22 godzin.
Ostatnie komentarze