Vet i kot, kot i vet
Wczoraj zapakowaliśmy nasze futra w gustowne czerwone szeleczki i podreptaliśmy w dół ulicy do weterynarza. Wszak przegląd techniczny się przydaje a i termin szczepienia jakoś akurat się pojawił.
Jakież było nasze zdziwienie, kiedy Farba tuż po zamknięciu drzwi od domu zeskoczyła z rąk Adama i dalej pchać się spowrotem do domu! A przecież zawsze chciała wyjść… Wśród pomiaukiwań niezadowolonej damy dotarliśmy na miejsce. Tam w poczekalni spędziliśmy prawie godzinę. Koty, jakby się zmówiły, wlazły nam na karki a potem hyc na półkę okienną między poczekalnią a gabinetem. Farba cała nieszczęśliwa miauczała ciągle, a Kernel? Wręcz przeciwnie. Zasnął na półce. Tylko czasem zmieniał pozycję.
Weterynarz okazał się bardzo miłym człowiekiem. W sieci wiele dobrego o nim wyczytałam. Jak dla mnie to mówi trochę za szybko i niewyraźnie, ale na Adamie wywarł bardzo dobre wrażenie. Farbę obejrzał, zalecił jodynę na sutki raz dziennie (za chwilę akcja “jodyna”, ciekawe czy się uda…) i polecił odganiać małego krwiopijcę, żeby więcej nie gryzł bo już za duży. Zaskoczył mnie brakiem strachu przed naszą “spokojną i pokojowo nastawioną” kotką i swobodnym zajrzeniem jej w spojówki. Farba tylko miauczała. Kernel został wymacany ze wszech stron, nie okazał się obojnakiem (co się trafia czasem) lecz Prawdziwym Facetem. Szkoda, że za jakieś 4-6 miesięcy straci swoją męskość… ;-) Dostał dawkę pasty odrobaczającej, którą przełknął spokojnie i nawet się nie oblizał. Farba po takiej dawce to pół dnia machała jęzorem a on nic. Nadszedł moment szczepienia. I wiecie co? Dalej nic. Trochę go zabolało ale stalowe nerwy nie pozwoliły na okazanie lęku. Wytrwał dzielnie. Jestem dumna z małego łobuza.
Za miesiąc mamy się zgłosić na kolejne szczepienie a za 4-6 na pozbawienie męskości. Natomiast jak Farbie skończy się ruja to umawiamy się na sterylizację. Weterynarz zalecił i zdziwił się, że jeszcze nie zrobiliśmy.
Podreptaliśmy do domku. Farba wpadła do mieszkania jakby ją ktoś gonił a Kernel oczywiście spokojnie, jak gdyby nigdy nic. Cóż, jak ogień i woda…
Foty-koty

Cześć! Jestem Kernel! Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć!
Java to czy koszmar senny?
Nie lubię aktualizacji. Aktualizacji czegokolwiek.
Pamiętam z dziecięcych lat, że kiedy przychodził taty kolega informatyk i robił nam aktualizacje Windowsa to zawsze potem znikały wszystkie nasze gry… A teraz przy każdej aktualizacji Firefoxa czy Thunderbirda moja ulubiona czarna skórka staje się nie-kom-pa-ty-bil-na. I muszę długo czekać z jakąś badziewną aż tą moją ulubioną zaktualizują też.
Parę dni temu wyskoczyło okienko, że Java wymaga uaktualnienia. Dzielnie przystąpiłam do dzieła. Wszak mam teraz legalnego Wina i mogę wszystko;-) Niestety od tego zaczęły się problemy. W zasadzie to jeden problem ale jakże uciążliwy.
Korzystam z obsługi internetowej swojego konta bankowego. Przeglądanie zasobów konta działa bez zarzutu ale gdy chcę wykonać przelew… Tu wszystko się sypie, bo potrzebuję do tego Javy… Wpisywanie hasła polega na zgadywaniu bo nie widać nic, a i potem loterią jest czy się kliknęło “dalej” czy nie. A przecież można tylko ileś-tam razy wpisać błędne hasło. I to czekanie… A dziś to nawet cały FF się “wywalał”. IE radzi sobie nieco lepiej choć i tak ma jakieś zawieszki w tejże kwestii. Ale przecież nie będę korzystała z IE!
Czy ktoś ma może jakąś ideę co z tym fantem zrobić?
Zdjęć nie będzie
Przepraszam wszystkich oczekujących na zdjęcia kotów, ale dziś się one nie pojawią. Problem z Total Commander’em i zabezpieczeniami, udostępnianiem i czort wie jeszcze z czym… “Kocham” Windowsa z jego wszystkimi “genialnymi” wynalazkami “usprawniającymi” użytkowanie… I jeszcze Adam mi dziś marudzi, żebym na D:\ zainstalowała Linuksa… Ehs…
Kocia mama z przypadku
Wczoraj z rana napisałam post na grupę dyskusyjną pl.rec.zwierzaki.koty. Tylko tam mogłam dostać szybką i fachową poradę w sprawie sytuacji, która nam się przedwczoraj wytworzyła pomiędzy naszymi futrami.
Otóż w piątek Farbie zaczęła się ruja. Kotka nie była nigdy sterylizowana, bo jakoś albo brakło czasu, albo pieniędzy albo przekonania. Więc rujki to był już motyw nam znany. Zaczęła się przymilać do nas i prosić o głaski. Tym samym przestała gonić Kernela. Ba! Przestała na niego w ogóle reagować. Ten wyczuł moment i zaczął ją atakować. Rzucał się na nią z pazurami, łapał za szyję i gryzł gdzie popadnie. Farba tylko miauczała. Ciężko nam było powiedzieć czy to jeszcze zabawa czy już agresja. Kocica poddawała się zupełnie. Zastanawialiśmy się, czy może myśli, że po tej “grze wstępnej” on ją zaspokoi? W każdym razie czasem widać było, że ją zaczyna to boleć i próbuje się w końcu trochę obronić. Nie wiedzieliśmy jak reagować. Parę razy zabraliśmy małego od niej. Wczoraj nad ranem po takiej akcji Farba się wkurzyła i chciała się na mnie rzucić z pazurami… Dlatego się zlękłam i zaczęłam szukać pomocy.
W czasie pisania postu na grupę dyskusyjną doszło do zadziwiającego zdarzenia. Mały, który spał w kuchni, obudził się i jeszcze wciąż taki zaspany wszedł na kanapę, podszedł do Farby i pozwolił się lizać po głowie. Za chwilę jednak spróbował znów rzucić się na czarną ale jakoś to niepełne wybudzenie ze snu sprawiło że tylko opadł łagodnie na kanapę i w jakiś dziwny sposób trafił na sutka Farby i… przyssał się do niej niczym osesek do swojej matki! Duża, nie tylko pozwoliła mu na to ale zaczęła czule wylizywać małemu futerko!
I tak jest do teraz. Większą część dnia spędzają właśnie w taki sposób. Kernel probuje coś wyciumkać choć raczej marne jego szanse, bo przecież Farba nie była w ciąży więc skąd ma mieć mleko? A ona go dzielnie wylizuje. W końcu mały jest zupełnie czysty;-) Reszta dnia upływa im na zabawach, z czego przeważa ta, w której Kernel atakuje Farbę a ona mu się daje albo mu oddaje. Aż miło popatrzeć. Ale jest też druga strona medalu… Właśnie przed chwilą nakrzyczałam na małego wywalając go z szafki, gdzie stoi śmietnik co spowodowało agresję ze strony dużej. Znów postraszyła mnie pazurami i do pokoju wpuścić nie chciała… Całe szczęście boi się spryskiwacza z wodą. To całe nieoczekiwane macierzyństwo obudziło się w niej z niezwykłą zaborczością…
—
PS. Zdecydowana większość społeczności pl.rec.zwierzaki.koty radzi nam zaraz po skończeniu rui wysterylizować w końcu kotkę. Bo, że Kernel w wieku około pół roku pójdzie pod nóż to wiadomo. Dorosłe kocie samce bywają uciążliwe.
PS2. Wkrótce trochę fotek naszych futerek:-)
Ostatnie komentarze