Wielka Orkiestra Nagłej Głuchoty / Ślepoty
W niedzielę, jak co roku, zbierałam z dzieciakami na WOŚP. I jak co roku zauważyłam ciekawy przypadek socjologiczno – medyczny.
Ja rozumiem, że niektórzy nienawidzą Owsiaka, że mają jakieś awersje do pomagania naszej biednej służbie zdrowia. Rozumiem, że są skąpi albo egoistyczni i nie dają. Rozumiem też, że boją się sprzeniewierzenia tych kilku złotych, które wyciągną z portfela. Powiedzą co im leży na sercu, kilka słów swojej opinii, choćby nawet była nieco niemiła dla puszkotrzymacza. I to jest w porządku, to jest normalne.
Ale od mojego pierwszego finału (coś około 6-7 finału) zauważyłam, że niektórych ludzi, a czasem i całkiem sporą część społeczeństwa, ogarnia nagle jakaś dziwna przypadłość. Tego dnia przestają oni widzieć i słyszeć. Żadnej alergii na puszki, unikania wolontariuszy, ani gorzkich słów. Po prostu idą i nie widzą małej harcerki trzymającej puszkę WOŚPu i duże żółte baloniki z naklejkami, nie słyszą jej spokojnego głosu tłumaczącego cel tegorocznej zbiórki. Ba, oni nie dostrzegają nawet rosłych chłopaków z mocnym głosem! To już wydaje się mocno podejrzane (naciągane?). Może jakiś lekarz (psycholog?) lub socjolog zainteresowałby się tematem? Może to jakaś poważna choroba społeczeństwa? Którą trzeba pilnie leczyć.
–
No nic to. Sytuacja ta sama co roku. Teraz czekam na maila od Ani z sumą pieniędzy jakie zebrałyśmy tego dnia w Realu.
Pierwsze kroki
Jejku, ale dziś zmarzłam w pracy… Parę dni temu Ada (studentka pracująca od września) zepsuła okno i cały czas jest uchylone. A przecież dziś tak wiało okropnie! Bardzo zmarzłyśmy z Adą. Nawet kamizelki i herbata nie pomogły… Ale nie nie o tym chciałam pisać.
Rano, jak byłam z Elwirą, korzystając z jej chwilowej nieobecności cyknęłam fotki swoim pierwszym kompozycjom. Mogą one być (fotografie) trudne w odbiorze przez mnogość elementów z kompozycji stojących obok ale mam nadzieję, że coś tam się uda dojrzeć.
To pierwszy tzw koszyczek. Zrobiłam go już pierwszego dnia z wieloma podpowiedziami Elwiry. Czerwone storczyki, liście kaliny i gałązki ruskusa. Do tego żółta róża (która mi tam w ogóle na początku nie pasowała) i żółte kłoski. Wszystkie te kłoski Elwira poprawiła. I wyglądają fajnie. Moja wersja była dużo gorsza. Całość na gąbce florystycznej oczywiście owiniętej w folię i matę z włókien kokosowych.
I znów o facetach
Kolejny przykład zachowań mężczyzn odwiedzających kwiaciarnię (opowieść szefowej):
Wchodzi taki do kwiaciarni, Elwira za ladą. Na ladzie około 10 gotowych wiązanek, kompozycji itp. Facet patrzy na Elwirę poprzez te bukiety i pyta spokojnie:
- Czy ma pani jakieś gotowe wiązanki?
80 %
Elwira (jeśli dobrze zapamiętałam imię) – moja szefowa, dość chaotycznie, wprowadza mnie we wszystkie tajniki pracy w kwiaciarni. Na przykład opowiada o klientach:
- A najlepsi to są mężczyźni. 80 % z nich po prostu wchodzi i mówi „poproszę pięć róż” i nic ich więcej nie obchodzi, czy z przybraniem czy wstążką…
W tym momencie do kwiaciarni wchodzi mężczyzna, przerywając jej wywód. Rozgląda się przez ułamek sekundy niewidzącym wzrokiem i mówi:
- Poproszę pięć róż.
Sprostowanie ;)
Już sobie odpuściłam, już dodałam komentarz, że nie zadzwonili, już zajęłam się czymś by zapomnieć i nawet mi się udało…
I nagle zadzwonił telefon. I nagle ktoś po drugiej stronie poprosił „panią Kasię”. I wiecie co? I mam pracę!:D
Ostatnie komentarze