Archiwum z miesiąca: Styczeń 2007

Przemęczona

Ostatnio bardzo dużo dzieje się w moim życiu na raz i bardzo wiele mam na głowie terminów, projektów, prac, zaliczeń, zmartwień, smutków i radości. I przez to wszystko mam bardzo mało czasu:( Ale jeszcze tydzień i o wszystkim napiszę, podzielę się z Wami wszystkim, co istotne. A tymczasem, jako zadośćuczynienie za to milczenie, zdjęcie z wczorajszego dnia:

muszelki

Piękna chwila w ten okropny czas

Okropny nastał czas. Już się ciągnie ponad dwa tygodnie. Koniec semestru się zowie… Od pierwszego roku powtarzałam, że sesja to pryszcz w porównaniu z tym, co się dzieje u mnie na kierunku pod koniec semestru. I z roku na rok jest coraz gorzej! Wymiękam już. Czuję się wrakiem człowieka. Do tego stresy z mieszkaniem, pracą itp…

Ale dziś poczułam się przez chwilę pięknie.

Zaczął padać śnieg. Tak jak wszystkim obiecałam. Wielkie, białe płatki szybko spadały z nieba a ja akurat musiałam jechać do szkoły. Wybiegłam z domu i w podskokach truchtałam na przystanek. Na skróty, poprzez nienaruszony śnieg. Autobus uciekł. Ale nic to! Dzięki temu mogłam w podskokach dotrzeć na kolejny przystanek (na pośpiecha). Ogromny i zimny biały puch wpadał mi do oczu, wiatr mierzwił włosy uciekające spod kaptura a ja skakałam niczym mały królik ciesząc się z tej spóźnionej zimy i wdychając świeże lodowate powietrze. Te chwile były takie piękne, czyste, wbrew pozorom tak spokojne…

Chwila wytchnienia pośród tej przedsesyjnej kołomyi…

Z okazji Dnia Babci

Mama podłożyła mi dziś rano koło mojego kubka z herbatą wczorajszą kartkę z kalendarza. Niby nic ale po drugiej stronie przypomnienie, że dziś Dzień Babci i wiersz Tadeusza Różewicza:

Dytyramb na cześć Teściowej

Morze atramentu wypisali poeci
Opiewając miłość do dziewczęcia
Które jest czasem jak gęś
A czasem jak ciele majowe
Były spowijane jedwabiem słów
Żony własne i żony cudze
Lecz żaden rymopis nie wyśpiewał
Pochwały tej, która jest matką dziewczyny
Teściowej
To ona zrodziła naszą jutrzenkę
O synowie Apollina
Ona jej strzegła jak źrenicy oka
Ona piastuje owoce
Naszej miłości szalonej
Wstaje w nocy cierpliwa
Przewija, przewija, przewija

Zgaduję, że mam go przekazać memu przyszłemu małżonkowi? Niniejszym przekazuję;-)

12 melonów czeka na Ciebie:]

Skusiła mnie kumulacja.
12 000 000

4 zł i mam dwa kupony. W sobotę obgryzę paznokcie czekając na losowanie;-)

Wielka Orkiestra Łatwej Kasy

I znów o WOŚPie.

Dostałam od Anuli maila z wyliczeniem ile zebrałyśmy pieniędzy tym razem. Nie kryję radości, że w mojej puszcze (z którą chodziła też Kamila i przez pewien czas Milena) znalazło się prawie tysiąc złotych! (968,60) co okazało się najlepszym wynikiem spośród naszych siedmiu puszek. Razem zebrałyśmy 3723,46. Ładna sumka. Ale nie o tym chciałam pisać.

Jak to Anula napisała w komentarzu do poprzedniej notki: (…) niestety takich puszek było mało, bo w tym roku odkryliśmy kolejne zjawisko socjologiczne: im większa dziurka w skrzyneczce tym mniej pieniędzy… zjawisko kradzieży przez wolontariuszy się szerzy…. szkoda bardzo ale ja myślę ze odpowiedzą przed swoim sumieniem i to mnie troszkę pociesza…. ale tylko troszkę

Tak myślałam, że tak będzie. Jak patrzyłam na tych chłopaków, którzy przychodzili po identyfikatory a potem na te dziwne tłumy odbierające puszki… Może ja oceniam po wyglądzie, a może tak właśnie im z oczu patrzyło… Lwia część ludzi zbierająca pieniądze to harcerze. Zbierają, bo są harcerzami. Poza tym dla dzieci to frajda. Drugą dużą grupą są właśnie tacy ludzie. Zbiorą całą puchę, 1/3 zabiorą sobie. Przecież nikt się nie zorientuje. Bardzo rzadko widuję ludzi, którzy robią to tak z głębi serca, by pomóc naszej chorej służbie zdrowia a tym samym polskim dzieciom. Bo co to za zabawa łazić cały dzień po zimnie (w tym roku – po wietrze)? Niewielu ludzi potrafi działać z wyższych pobudek… Jak pomyślę o tych wszystkich pieniądzach od ludzi dobrej woli, które poszły na fajki, alkohol, dragi czy jakieś sprzęty jak “empetrójki” czy komórki to smutno mi się robi. A przecież można było pomóc większej ilości potrzebujących dzieci! Kiedyś ci dranie będą mieli swoje dzieci i chętnie życzyłabym im by te dzieci były chore i zabrakło dla nich sprzętu lub przeszkolonych ludzi, ale nie jestem taka podła. Po prostu nie rozumiem co kieruje takimi ludźmi…


ps- swoją drogą to jakaś paranoja, żeby z ofiarności publicznej wyposażać publiczne szpitale w niezbędny sprzęt!

Witaj przybyszu

shenn

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.
.
It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
.
But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

.
Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
.
shenn
.

Kalendarz

Styczeń 2007
P W Ś C P S N
« gru   lut »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Kategorie

Archiwum