Przemęczona
Ostatnio bardzo dużo dzieje się w moim życiu na raz i bardzo wiele mam na głowie terminów, projektów, prac, zaliczeń, zmartwień, smutków i radości. I przez to wszystko mam bardzo mało czasu:( Ale jeszcze tydzień i o wszystkim napiszę, podzielę się z Wami wszystkim, co istotne. A tymczasem, jako zadośćuczynienie za to milczenie, zdjęcie z wczorajszego dnia:
Piękna chwila w ten okropny czas
Okropny nastał czas. Już się ciągnie ponad dwa tygodnie. Koniec semestru się zowie… Od pierwszego roku powtarzałam, że sesja to pryszcz w porównaniu z tym, co się dzieje u mnie na kierunku pod koniec semestru. I z roku na rok jest coraz gorzej! Wymiękam już. Czuję się wrakiem człowieka. Do tego stresy z mieszkaniem, pracą itp…
Ale dziś poczułam się przez chwilę pięknie.
Zaczął padać śnieg. Tak jak wszystkim obiecałam. Wielkie, białe płatki szybko spadały z nieba a ja akurat musiałam jechać do szkoły. Wybiegłam z domu i w podskokach truchtałam na przystanek. Na skróty, poprzez nienaruszony śnieg. Autobus uciekł. Ale nic to! Dzięki temu mogłam w podskokach dotrzeć na kolejny przystanek (na pośpiecha). Ogromny i zimny biały puch wpadał mi do oczu, wiatr mierzwił włosy uciekające spod kaptura a ja skakałam niczym mały królik ciesząc się z tej spóźnionej zimy i wdychając świeże lodowate powietrze. Te chwile były takie piękne, czyste, wbrew pozorom tak spokojne…
Chwila wytchnienia pośród tej przedsesyjnej kołomyi…
Z okazji Dnia Babci
Mama podłożyła mi dziś rano koło mojego kubka z herbatą wczorajszą kartkę z kalendarza. Niby nic ale po drugiej stronie przypomnienie, że dziś Dzień Babci i wiersz Tadeusza Różewicza:
Dytyramb na cześć Teściowej
Morze atramentu wypisali poeci
Opiewając miłość do dziewczęcia
Które jest czasem jak gęś
A czasem jak ciele majowe
Były spowijane jedwabiem słów
Żony własne i żony cudze
Lecz żaden rymopis nie wyśpiewał
Pochwały tej, która jest matką dziewczyny
Teściowej
To ona zrodziła naszą jutrzenkę
O synowie Apollina
Ona jej strzegła jak źrenicy oka
Ona piastuje owoce
Naszej miłości szalonej
Wstaje w nocy cierpliwa
Przewija, przewija, przewija
Zgaduję, że mam go przekazać memu przyszłemu małżonkowi? Niniejszym przekazuję;-)
12 melonów czeka na Ciebie:]
Skusiła mnie kumulacja.
12 000 000
4 zł i mam dwa kupony. W sobotę obgryzę paznokcie czekając na losowanie;-)
Wielka Orkiestra Łatwej Kasy
I znów o WOŚPie.
Dostałam od Anuli maila z wyliczeniem ile zebrałyśmy pieniędzy tym razem. Nie kryję radości, że w mojej puszcze (z którą chodziła też Kamila i przez pewien czas Milena) znalazło się prawie tysiąc złotych! (968,60) co okazało się najlepszym wynikiem spośród naszych siedmiu puszek. Razem zebrałyśmy 3723,46. Ładna sumka. Ale nie o tym chciałam pisać.
Jak to Anula napisała w komentarzu do poprzedniej notki: (…) niestety takich puszek było mało, bo w tym roku odkryliśmy kolejne zjawisko socjologiczne: im większa dziurka w skrzyneczce tym mniej pieniędzy… zjawisko kradzieży przez wolontariuszy się szerzy…. szkoda bardzo ale ja myślę ze odpowiedzą przed swoim sumieniem i to mnie troszkę pociesza…. ale tylko troszkę
Tak myślałam, że tak będzie. Jak patrzyłam na tych chłopaków, którzy przychodzili po identyfikatory a potem na te dziwne tłumy odbierające puszki… Może ja oceniam po wyglądzie, a może tak właśnie im z oczu patrzyło… Lwia część ludzi zbierająca pieniądze to harcerze. Zbierają, bo są harcerzami. Poza tym dla dzieci to frajda. Drugą dużą grupą są właśnie tacy ludzie. Zbiorą całą puchę, 1/3 zabiorą sobie. Przecież nikt się nie zorientuje. Bardzo rzadko widuję ludzi, którzy robią to tak z głębi serca, by pomóc naszej chorej służbie zdrowia a tym samym polskim dzieciom. Bo co to za zabawa łazić cały dzień po zimnie (w tym roku – po wietrze)? Niewielu ludzi potrafi działać z wyższych pobudek… Jak pomyślę o tych wszystkich pieniądzach od ludzi dobrej woli, które poszły na fajki, alkohol, dragi czy jakieś sprzęty jak “empetrójki” czy komórki to smutno mi się robi. A przecież można było pomóc większej ilości potrzebujących dzieci! Kiedyś ci dranie będą mieli swoje dzieci i chętnie życzyłabym im by te dzieci były chore i zabrakło dla nich sprzętu lub przeszkolonych ludzi, ale nie jestem taka podła. Po prostu nie rozumiem co kieruje takimi ludźmi…
—
ps- swoją drogą to jakaś paranoja, żeby z ofiarności publicznej wyposażać publiczne szpitale w niezbędny sprzęt!
Ostatnie komentarze