Jak zrobić sobie dobrze?
Drogie panie, marzyłyście kiedykolwiek o dwóch przystojnych facetach bawiących się Waszymi włosami? Taaak, to by było piękne, prawda?
Otóż realizacja tego marzenia jest niezwykle prosta! Zapuszczamy dłuuugie włosy (conajmniej do pasa) i z mocnym postanowieniem zmian idziemy do fryzjera (polecam tego na ulicy Monte Cassino). Pierwsze dwa kroki za nami. Fryzjer powinien być przystojnym mężczyzną i mieć pomocnika / współpracownika / obecnego akurat w salonie kumpla (równie przystojnego). Oboje powinni być ujmująco czarujący i zabawni także. Mniejsza o stan cywilny czy też orientację seksualną i inne tego typu sprawy, to tylko jedna godzina zabawy;-). Continue reading
Zawsze sam
Przypuśćmy, że jednak jest sprawiedliwość dla wszystkich. Za każdego niewysłuchanego żebraka, każde ostre słowo, zlekceważony obowiązek, każdą zniewagę… każdy wybór… Bo o to przecież chodzi, prawda? Trzeba dokonywać wyborów. Człowiek może mieć rację i może się mylić, ale musi decydować, wiedząc, że dobro i zło bywają wcale nieoczywiste, a czasem nawet że wybiera między dwoma rodzajami zła, że nie ma żadnej racji. I zawsze, zawsze wybiera sam.
Terry Pratchett “Carpe Jugulum”
Night Rower 2
I pojechaliśmy znowu:] Tym razem towarzyszyła nam Kasia K., która, gdy zaproponowałam jej wyprawę, zakrzyknęła ochoczo “Dobra! Tylko powiedzcie kiedy i jedziemy:]”.
Wybór padł na noc z soboty na niedzielę (23/24 IX). Przed Kasi domem pojawiam się już o 22.10, w celu przyczepienia lampki tylnej, wyczyszczenia i nasmarowania łańcucha. Dodatkowo, dzięki spóźnieniu Chestera udaje nam się poplotkować w ciemnościach ogródka przydomowego. Jak tylko spóźnialski się pojawia i przyczepia Kasi lampkę przednią – wyruszamy a zegar wybija 23.00. Continue reading
Z ogródka babci
Wychodzę z Adamem ze sklepu. Na kamiennych ławach dwoje chłopców próbuje sprzedać bukiet kwiatów dwóm rosłym mężczyznom. Tamci odmawiają. Za rogiem zatrzymuję się, wyciągam portfel i wracam do chłopców.
chłopiec1 (krzycząc)
sprzedajemy kwiaty!
ja (podchodząc z uśmiechem)
widzę, widzę
chłopiec1
kupisz?
ja
a za ile?
chłopiec1
2zł
ja
tak dużo?
chłopiec1
noo ja za 2 zł
chłopiec2
a ja za 1,50
chłopiec1
zbieramy
ja
a na co zbieracie?
/cisza/
ja
na słodycze czy coś większego?
chłopiec1 (niepewnie)
na słodycze
ja
a jakie słodycze lubicie?
chłopiec2
żelki, chipsy
chłopiec1
chipsy!
ja
aha, a gdzie znaleźliście takie piękne kwiaty?
chłopiec1
u babci na ogródku!!
Kupiłam mniejszy bukiecik (ten za 1,50). Śliczny, prawda?
Adam
ja też w ich wieku robiłem bukiety z kwiatów z ogródka babci. A babć miałem tyyyyleee ;]
Małgorzata
Zobaczyłam ją wczoraj w kościele. Gdyby nie jej ojciec, od lat niezmienny, na pół siwy, na pół łysy, chudy z siatką zmarszczek na czole, w tłumie półprzeźroczysty a jednak tak charakterystyczny, to bym jej pewnie nie poznała… Brzydka. Tak po prostu brzydka i nieestetyczna. Jak za mocno nadmuchany balonik, z krótkimi ciemnymi tłustymi (żel?) włosami, zaczesanymi do tyłu w kitkę, w ciemnej za małej bluzce. To wszystko mocno mnie uderzyło…
Znam ją z podstawówki. Zahukana, nieśmiała dziewuszka. Zawsze chuda, zawsze z włosami do pasa, z dużymi oczami, nie brzydka, taka zwyczajna. Zawsze cicha, na uboczu. Nawet nie wiem ile lat chodziłam z nią do jednej klasy – taka była niepozorna. Nikt chyba się z nią nie kolegował. Na przerwach zawsze sama stała pod klasą. Mieszkała dwie klatki obok, na parterze. Nie wychodziła na podwórko. Pamiętam, że parę razy pożyczała ode mnie zeszyty po chorobie. Oddawała cicho dziękując.
Często miała długie paznokcie, nigdy nie pomalowane. Pamiętam jak kiedyś przyszła do szkoły a jej palce były jakby zszorowane szczotką prawie do krwi. Czerwone i spuchnięte. Próbowała je ukryć, ale wszyscy widzieli. Nikt nie pytał. Zresztą i tak by nie powiedziała. Wtedy nie wiedziałam dlaczego, teraz przychodzi mi na myśl jedynie, że pomalowała je lakierem a rodzice kazali zmywać natychmiast. Szczotką. Bez zmywacza. Ale to tylko przypuszczenia. Wiem, że wychowawczyni z nią wtedy rozmawiała. Po tym incydencie zastanawiałyśmy się z koleżankami o co tu chodzi. Kiedyś poszłyśmy pod jej drzwi. Powód? Nie pamiętam czy była chora i chciałyśmy dowiedzieć się co się z nią dzieje, czy też spróbować wyciągnąć ją na dwór. Na pewno chciałyśmy zajrzeć do jej mieszkania, zobaczyć matkę, której nigdy nie widziałyśmy. Po dzwonku do drzwi nic się nie stało. Oprócz cichych kroków na korytarzu i chwilowego cienia w wizjerze. Cisza.
Nikt nic nie wiedział więcej o Gośce. Kolejna dziwna historia rodzinna, za zamkniętymi drzwiami.
Ostatnie komentarze