Kiełek
Jak zawsze (no, drugi czy trzeci raz) w sylwestrowy wieczór wybraliśmy się na zakupy do Tesco. W końcu trzeba jakoś świętować Nowy Rok;-) Napoje, jedzonko no i jakieś owoce. W naszym wózku obok grejfruta i gruszki Nashi znalazło się w tym roku kilka owoców Liczi. Takie maleńkie, lekko kolczaste, czerwone i bardzo drogie owoce. Zjedliśmy je następnego dnia po obiedzie. Przy obieraniu miałam wrażenie, że obieram mózg z warstwy czaszki;-) Podobnie też smakowało;-) Przynajmniej dla mnie.
Zachowałam kilka pestek i cztery dni później posadziłam trzy w małych doniczkach (każdą pestkę w inny sposób; jedną poziomo, dwie pionowo- w dwie strony końcówkami). Niewiele znalazłam w internecie informacji na temat Liczi (Litchi chinensis – śliwa chińska). Pochodzi z Chin, jest zimozielonym drzewem do 30m wysokości, lubi być dobrze podlewane, ale nie można przesadzić no i przede wszystkim jest ciepłolubne. Dlatego też codziennie wieczorem doniczki wygrzewały się pod lampką na biurku co by pestkom było cieplutko. I czekałam.
No i się doczekałam:D Dziś w nocy jedna z pestek wykiełkowała! Kiełek ma teraz około 2,5cm wysokości i jest żółtozielony. Podejrzewam, że wykiełkowała ta pestka posadzona poziomo. Teraz tak sobie o tym rozmyślam i wnioskuję, że to raczej było do przewidzenia… No ale cóż, człowiek uczy się w działaniu.
W każdym razie – jestem bardzo dumna z mojego małego kiełka:D A oto jego pierwsze foto:)
-dumna shenn-
Ostatnie komentarze