Uczyć się od dzieci

Rajd. Sytuacja pierwsza:

Dziewczyny wymyśliły rano, że na obiad zamówią sobie pizzę. Uzgodniłyśmy, że nie na obiad a na kolację i tylko jeśli będzie taka możliwość, oraz jeśli będą ładnie szły na trasie rajdu (kilkanaście kilometrów), nie opóźniały i nie marudziły zanadto. Doskonała motywacja – wystarczyło wspomnieć o pizzy i już przyśpieszały, już przestawały jęczeć.

Nadszedł wieczór, zajęcia skończyły się kilka minut po 22giej, cisza nocna miała zacząć się o 23ciej. Dziewczyny zdeterminowane. Choć nie miały wybranej ani pizzy, ani pizzerii, choć zebrały niecałe 30 złotych (a mówiłam im, że dostawa darmo pewnie powyżej 30 zł), nie chciały się poddać. I mimo, że niechętnie im pomagałam i nie wykazywałam ani odrobiny entuzjazmu (i teraz nie czuję się z tym najlepiej), wyglądały jakby im to wcale nie przeszkadzało. Znalazłyśmy w końcu jakąś pizzerię, znalazłyśmy jedyną dużą pizzę, na którą je było stać i numer telefonu. Zadzwoniły same, zapytały o minimalną kwotę w dostawie, o najpóźniejszą godzinę dostawy i zamówiły a ja podałam tylko swój numer do kontaktu.

Pizza przyszła 15 minut przed ciszą nocną. Zjadły prawie całą, przeszczęśliwe. A ja nauczyłam się czegoś nowego (czy też przypomniałam sobie) – że w spełnianiu marzeń nie można się tak łatwo poddawać…

***

Rajd. Sytuacja druga:

Wracamy do domu, przechodzimy przez cały teren Zespołu Szkół i napotykamy zamkniętą furtkę. Dziwię się, jak przeszli pozostali, przecież nikt nas nie mijał w drodze do bramy (która została po przeciwnej stronie, za nami). I stoję taka skonsternowana i już chcę zawracać do bramy, kiedy dziewczyny wpadają na pomysł, że chociaż płot wysoki to przecież nie jest niemożliwy do sforsowania.

Przerzucamy więc plecaki, przełazimy i zdążamy na autobus (kolejny byłby za pół godziny). I znów przypomnienie – drobnym przeciwnościom stawia się czoła a nie omija się…

***

Takie banalne, takie naturalne a tak szybko zapomniane…

#shennwkrainiedeweloperów

Ostatnimi czasy wysłaliśmy kilka zapytań o ofertę mieszkaniową, żeby się zorientować w obecnej sytuacji w naszym mieście. Na niektóre odpowiedzi czekałam dwa dni, czasem musiałam się przypomnieć, a w dwóch przypadkach A. musiał zadzwonić („jakoś nam to umknęło, nie zauważyłem tego maila” – były trzy, w ciągu tygodnia…).

Swoją drogą dziwi mnie brak u wielu deweloperów informacji jaka jest cena za metr (bądź cena za całość) – wstydzą się? Nie widzę innego wytłumaczenia.

Trafiłam również raz na pośrednika nieruchomości. Umówiłyśmy się na spotkanie, człowiek się nakręcił. A w dniu spotkania pani pośrednik podesłała umowę pośrednictwa. A w umowie 3% ceny nieruchomości NETTO prowizji dla pośrednika i kilka ciekawych ustępów. Gdybym nie miała do kogo podesłać tej umowy do sprawdzenia to pewnie wpakowalibyśmy się na minę (i pewnie na takich nakręconych, niezorientowanych klientów liczą). A procent zdradziecki, bo i tak zapewne mają drugie tyle od właściciela. Na razie nie powiem, co dalej, ale wkurzyłam się. Bo gdzie tu logika? Chcą sprzedać, czy nie?

A odpowiedzi bywały interesujące:

1.
Chciałabym poinformować, że mimo braku możliwości skorzystania z programu MdM (dop.: antresola nie wchodzi w metraż brany pod uwagę, więc cena skacze nagle do 7k/m2), ceny mieszkań z antresolą są bardzo korzystne na tle średnich cen lokali na osiedlu (…)

Tak, owszem, nie przeczę, tylko nie każdy ma te 10% wkładu własnego, żeby zrezygnować z MdM dla mieszkania średniej atrakcyjności jednak (choć na ciekawym osiedlu).

2.
Planowany termin zakończenia inwestycji to okres wiosenno – letni br.
Mamy nadzieję, że uda nam się przekazywać lokale w okresie letnim.

Jak mieć nadzieję to chyba na okres wiosenny? Chyba, że już planują poślizg ;)

3.
I najlepszy kwiatek:

ja (w odpowiedzi na korespondencję): Niestety ceny są dla nas zbyt wysokie (w programie MDM nie mogą przekraczać 4500zł/m2).
deweloper (przemilczę łaskawie który): Jeśli chodzi o program MDM cena m2 jest wyższa niż przewiduje to MDM. Jednak istnieje możliwość stworzenia dwóch umów: jedna będzie uwzględniała cenę programu MDM a druga wyrówna różnicę wynikającą z tego programu a naszej ceny katalogowej.

Nie wiem na ile jest to legalne. Poza tym jeśli byłoby mnie stać na takie dwie umowy (druga wszak nie byłaby kredytowana, a cena za metr u tego dewelopera wahała się między 4700 a 5700 zł) to po grzyba mi MDM?

I tak to. Wesoło.

PS-żeby nie było, że jest tak źle – zdarzyli się również bardzo kompetentni, rzeczowi a nawet sympatyczni rozmówcy (rozmailcy?;) ), którym aż szkoda było odmówić ;)

Stary pomysł taki nowy

Radio powiedziało, że Wrocław taki nowoczesny i w stronę mieszkańców i tamtejsze MPK umożliwiło pasażerom autobusów sprawdzenie, gdzie znajduje się autobus.

Cieszy mnie to, zdecydowanie. Gdyby jeszcze w Szczecinie… Ale świat jest na dobrej drodze!

I tylko zastanawia mnie jedno – DLACZEGO DOPIERO TERAZ??? Lata temu już, naprawdę lata, miałam taki pomysł. Wtedy jeszcze opierał się na bardzo prostych założeniach – sieci czujników na przystankach, które (być może radiowo) odbierałyby impuls z autobusu, który podjechał na tenże przystanek i przesyłały to info do przystanków danej linii, na których, na tabliczkach z trasą autobusu, zaświecałaby się odpowiednia dioda (przy odpowiednim przystanku). A po opuszczeniu przystanku przez autobus zapalałaby się dioda pomiędzy przystankami.
Nie wiem, czy kiedykolwiek opisałam ten pomysł publicznie, ale A. może poświadczyć, że jest już stary. W międzyczasie ewoluował w stronę lokalizacji autobusu na podstawie GPSu.

No i w końcu Wrocław się za to zabrał. Pomysł z mapą jest rewelacyjny, ale ma pewne minusy – nie każdy ma smartfona, nie każdy mający smartfona ma internety i umie z nich korzystać. Gdyby do tej idei dodać jeszcze jakąś informację na przystankach, byłoby extra. Może nie tabliczki z diodami (to byłoby dobre lata temu) ale ekrany dotykowe? Albo wyświetlacze zamiast tabliczek?

Szczecin co prawda też coś w tym kierunku robi – są tablice informacyjne. Do tej pory pokazywały informacje z rozkładu, podobno mają być własnie dostosowane do pokazywania faktycznego czasu przyjazdu autobusu. Jak to wyjdzie w praktyce, nie wiem. Mam nadzieję, że dobrze. Jednak tej idei również sporo do ideału brakuje.

Osobiście najchętniej połączyłabym pomysł wrocławski ze szczecińskim i dodała jeszcze informacje o korkach, ostrzeżenia o możliwych opóźnieniach itp. Ale to chyba pieśń (dalekiej) przyszłości…

Niechcemiś

Ostatnie postanowienie wzięło w łeb bardzo szybko. Dlaczego? Nie wiem. Mam ochotę pisać, ale tak bardzo nie mam siły. W pracy należy pracować, w domu po obiedzie nic się już nie chce. Nie wiem, może to zima, może to kolejny słaby rok. Meh…

4. na kiedyś

Czasem życie mnie wkurza. Jego skomplikowanie, kłody pod nogi, trudne decyzje, wstrząsające przeżycia. Jestem stworzeniem emocjonalnym. Biorę wszystko do siebie. Krytykę, faile, trudności, opacznie zrozumiane słowa i czyny. Jestem osobnikiem rozpamiętującym. Niektóre rzeczy przeżywam jeszcze przez dekadę. Ba, niektórych wydarzeń nie przestaję przeżywać nawet po latach. Jestem człowiekiem komplikującym sobie życie. Może za wiele myślę i analizuję? Wspominam, przetwarzam, powtarzam, przerabiam. ZAPAMIĘTUJĘ.

Czasem mnie to wkurza. Dlaczego nie mogłabym być emocjonalną amebą? Pantofelkiem o prostych reakcjach. Kochać/nienawidzić. Zrobić-zapomnieć. Zero/jeden, prawda/fałsz. Akcja-reakcja. O ileż prostsze byłoby życie!

Niestety… Pozostaje mi tylko gromadzić ten cały materiał w zakamarkach pamięci, by móc kiedyś opowiadać wnuczkom, słuchającym z wypiekami na twarzy nastolatkom, jak to babcia szalała* za młodu (khekhe)

– – –
* dodając trochę koloru dla smaku, bo kto sprawdzi? ;)

Witaj przybyszu

shenn

Nie ważne skąd przybywasz i dokąd zmierzasz. Trafiłeś tu do mnie, więc zostań chwilę, ogrzej się, odpocznij. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostawisz odrobinę siebie.
.
It's like ten thousand spoons when all you need is a knife...
.
But I'm still standing better than I ever did, looking like a true survivor, feeling like a little kid...

.
Czuję się, jakbym miała 10 lat mniej, jakby czas zbyt szybko biegł i gubił mnie gdzieś po drodze. Mam swoje pasje, które utrzymują mnie jakoś na powierzchni, choć nie zawsze mam na nie czas. Zjada mi go często moje małe uzależnienie od sieci. Chwilowo znajduję się na kolejnym rozdrożu i kalkuluję, co mi więcej da, choć pewnie i tak życie zrewiduje wszystkie plany. Podobno ludzie mnie lubią. Zupełnie nie wiem za co.
.
shenn
.

Kalendarz

Kwiecień 2015
P W Ś C P S N
« lut    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Kategorie

Archiwum